niezbednik-maga-z-domu-brooklynskiego

Moon Knight #1: Z martwych

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski poniedziałek, 12 lutego 2018
moon knight: z martwych

Moon Knight nie jest tak znaną postacią jak Spider-Man czy Kapitan Ameryka, jednak genezę ma bardzo interesującą. Swoje zdolności i powrót do życia zawdzięcza egipskiemu bogowi Księżyca – Khonshu. W białym kostiumie, mając kilka różnych osobowości, chroni nocnych podróżnych.

Pierwszy tom to zbiór paru epizodów, aczkolwiek początek i koniec stanowią dobrą klamrę kompozycyjną dla komiksu. Dlatego chociaż został on oznakowany numerem 1, można traktować go jak zamkniętą całość.

Świat "Moon Knighta" jest inny niż światy przedstawione w pozostałych seriach Marvela. Walki z duchami czy wchodzenie do snów – takie sytuacje nie wydają niczym nadzwyczajnym dla bohatera. Rzeczywistość, w której się porusza, zdaje się oniryczna, nadnaturalna, a przy tym fascynująca. Jednak Moon Knight mierzy się także ze zwykłymi złoczyńcami. To więc postać, która odnajduje się w różnych rolach, nawet działa jako detektyw pomagający policji Nowego Jorku. Miasto też stanowi istotny punkt – akcja toczy się w podziemiach, zamkniętych pomieszczeniach albo na środku ulicy. Ważne, że nocną porą, gdy panuje największy mrok.

Tym samym komiks można określić jako kryminał (trochę w klimacie noir) bądź mroczne fantasy... Chociaż Moon Knight to superbohater i wspomina się o znanych postaciach Marvela, to nie czuje się maniery typowej dla opowieści o superhero. Główny charakter jest zbyt wyjątkowy i szalony, a my nie do końca jesteśmy pewni jego intencji. Chroni ludzi, ale nie sposób jednoznacznie go ocenić przez jego tajemniczość – dzięki temu wypada intrygująco. Jeśli zainteresowaliście się nim, a nie czytaliście innych poświęconych mu komiksów, możecie zacząć właśnie od "Z martwych" – do lektury nie jest wymagana znajomość jego dotychczasowych przejść.

Moon Knight: Z martwych

Mimo dużego potencjału scenariusz nie zachwyca. To dobra próbka możliwości, jakie niesie ze sobą postać Moon Knighta, ale zdecydowanie za krótka. Poszczególne epizody są proste i zostały zwięźle opowiedziane. Ten minimalizm przypomina trochę serię "Hawkeye", która jednak bardziej mi się spodobała, być może ze względu na większą liczbę ciekawych sylwetek. Tu mamy głównego bohatera i pobieżnie zarysowaną resztę.

Komiks sprowadza się do częstych starć, które pokazują, jakim wojownikiem jest protagonista. Sceny walk narysowane przez Declana Shalveya są dynamiczne i pełne przemocy. Szczególnie przyjemnie ogląda się, jak Moon Knight pokonuje grupę przeciwników w wielopiętrowym budynku – to wymarzona sekwencja dla każdego miłośnika akcji. Ilustracje bardzo dobrze przedstawiają również inne momenty, przesycone mistycyzmem czy umożliwiające spojrzenie na ciemne miasto. Nietrudno uwierzyć, że tu często dochodzi do niepokojących wydarzeń i zbrodni.

Moon Knight: Z martwychMoon Knight: Z martwych

Bardzo cieszy sięganie po tak nieszablonowych bohaterów jak Moon Knight, którzy nie uzyskali popularności porównywalnej z innymi ikonami superbohaterskiego komiksu. Dzięki temu "Z martwych" jest wyjątkową pozycją, ciekawszą i mającą w sobie dużo świeżości. To obok serii "Hawkeye" i "Miss Marvel" następny tytuł "Marvel NOW!", po który warto sięgnąć, a jego następnych tomów wypatrywać – ale z nadzieją na bardziej rozbudowaną historię.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 7 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...