
Wiecie, od dobrego kwadransa zastanawiam się, w jaki sposób sklecić te wszystkie informacje na temat ostatniej przygody dziarskiego komandora, aby ponownie nie wyszła z tego czarna propaganda zacietrzewionego malkontenta. Może faktycznie jestem uprzedzony i kompletnie nie rozumiem standardów panujących we współczesnej branży elektronicznej rozrywki? Nigdy nie ukrywałem faktu, że tak może być w istocie. Dlatego tym razem podejdę do kwestii w duchu antycznych filozofów i w zgodzie z maksymą „kto pyta, nie błądzi” – skupię się jedynie na faktach, po cichu licząc, że w komentarzach ktoś rozwieje moje wątpliwości.
Pierwsza wieść w weekendowym zalewie nowinek o „Mass Effect 3” jest również swoistym zamknięciem kwestii kontrowersyjnego DLC – „From Ashes”. Jeżeli jesteście zainteresowani dodatkiem, który za 33 zł dodaje do gry nowego towarzysza i parę innych smaczków (misje czy specjalną broń), to BioWare wraz z serwisem Gamespot zaprasza do składania zamówień przedpremierowych, co jest generalnie pewnym novum w kwestii cyfrowych mini-rozszerzeń. W celu zachęcenia niezdecydowanych, kanadyjskie studio wypuściło do sieci pięć obrazków promujących „From Ashes”.
Jaki sens ma pre-order dodatku, który wychodzi wraz z premierą podstawowej gry i trzeba za niego zapłacić standardową cenę? Do kogo w ogóle jest skierowana ta oferta? Kiedy możemy oczekiwać dorzucania kolejnych bonusowych DLC do tego typu zamówień?
















