
Czerń i biel na rysunkach, dziewczyna, która idealnie wpasowałaby się do subkultury punków oraz jej... czołg. To dziwaczne połączenie niegdyś pozwoliło "Tank Girl" uzyskać status klasyka. Jak ten tytuł się zestarzał?
Non Stop Comics to nowe wydawnictwo komiksowe na polskim rynku, które stawia na różnorodność publikacji. Poza szpiegowskim James Bondem, pozytywnie zwariowanymi "Paper Girls" czy zabawnymi "Giant Days" oficyna postanowiła dostarczyć rodzimym czytelnikom pierwszy tom zbiorczego wydania "Tank Girl".
Duet twórców złożony ze scenarzysty Alana Martina i ilustratora Jamiego Hewletta powołał tytułową bohaterkę jeszcze w czasach, gdy na arenie międzynarodowej brylowali Ronald Reagan i Margaret Thatcher. Czy ma to znaczenie dla odbioru "Tank Girl" przez dzisiejszego czytelnika? Tak, i to spore. Nawiązań do publicznych osób – polityków, prezenterów czy muzyków – nie brakuje i choć pewnym wsparciem są zamieszczone na końcu albumu przypisy, to jednak trudno poczuć ducha tamtejszego okresu. Wiele żartów już tak nie śmieszy, tym bardziej że część z nich można łatwo określić mianem niewybrednych. Inne zaś bawią, ale ich odkrywanie bywa utrudnione przez wątpliwą czytelność komiksu.

















