
"Wbrew Naturze" miało mocne otwarcie, ale bywa tak, że serie po początkowym zachwycie dają już mniej radości. Niestety, tak się dzieje się również w tym przypadku. "Polowanie" nie dorównuje "Przebudzeniu".
Leslie ma co najmniej dwa powody do obaw. Pierwszy to bóstwo, które może przejąć władzę nad jej ciałem i dąży do zjednoczenia z nią, cokolwiek to by oznaczało. Drugi to ścigająca ją organizacja. Sprzymierzeńcami mogą okazać się porywacze bohaterki, wyciągający do niej pomocną rękę – choć zarazem mający pewne oczekiwania.
Fabuła za bardzo idzie w kierunku dystopii przedstawionej z perspektywy pozornie przeciętnej bohaterki, która zalicza kolejne etapy do prawdopodobnego zwycięstwa i zmiany rzeczywistości. Dwa ugrupowania, jedno oficjalnie rządzące i stosujące terror, drugie buntujące się i o chwalebnych ideach. Protagonistka, która znajduje się w środku całej akcji, nie z własnej woli. Odkrywająca tę drugą – dobrą – organizację, znajdująca wśród jej członków nieprzychylność (wynikającą z zazdrości?), ale być może także miłość. To wszystko jest niewyszukane, czuję się, jakbym oglądał film typu "Niezgodna". Twórczyni stosuje schematy, które są oczywiste, zanim zdążą się w pełni rozwinąć.














