
– Jesteś gotowy? – zapytała Marta, zjeżdżając w Lejek Łazarski, podczas gdy siedzący obok pasażer wpatrywał się tępo w pistolet. Okrążyli rynek z przypominającym pokrywkę od patelni zadaszeniem i wjechali w boczną uliczkę. Samochód zatrzymał przy jednej z posępnie spoglądających kamienic. Marta zaczęła stukać nerwowo długimi paznokciami o kierownicę w rytm muzyki z radia. Jacek z kolei przełknął głośno ślinę, po czym schował broń w głębokiej kieszeni płaszcza i skupił wzrok na celu. Ze sklepu wyłonił się klient, niosąc torby pełne zakupów i zniknął w ciemnej uliczce. Mężczyzna dostrzegł na samochodowym zegarze, że zbliża się dwudziesta druga – godzina zamknięcia sklepu.




















