


Miło mi poinformować, że GameExe nawiązało współpracę z innowacyjną, polską grą przeglądarkową "Taern".
Twórcom szczególnie zależało na tym, aby gra była dynamiczna, zawierała rozbudowaną fabułę oraz system walki, który premiuje graczy z większym talentem taktycznym. W odróżnieniu od panującej na rynku mody na klony znanych gier, Whitemoon poszedł własną drogą, tworząc produkt innowacyjny. Stale rosnąca liczba grających pokazuje, że ta droga okazuje się być słuszna.
Twórcy "Dumy Taernu" starają się, aby gra była pełnokrwistym cRPG, z mrocznym klimatem odwołującym się do fantasy a'la Sapkowski. Rzut izometryczny, sposób poruszania się postaci i dialogowania z NPCami nawiązują do klasycznych "erpegowych" tytułów, takich jak Fallout czy Baldur's Gate. Dodatkowym smaczkiem jest intro, które wprowadza do świata gry.
Celem twórców było stworzenie takiej gry przeglądarkowej, w którą grałoby się tak, jak w wyżej wspomniane cRPGowe klasyki. "Duma Taernu" – bezpłatne MMO, oferuje również możliwość gry płatnej. Gracz, który nie skorzysta z tej opcji, nie jest w żaden sposób ograniczany. Może osiągnąć w grze to samo, co gracz płacący, zabierze mu to tylko nieco więcej czasu.
Opcje płatne podnoszą komfort gry, nie są jednak niezbędne do zabawy i nie mają dużego wpływu na balans. Prace nad rozwojem tytułu trwają cały czas. Twórcy rozwijają oraz wprowadzają nowe rozwiązania: gildie, turnieje, profile na serwisach społecznościowych, cały czas powiększając świat gry. Do użytku graczy oddają 74 lokacje, 130 różnych rodzajów monstrów i około 100 bohaterów niezależnych.
"Gra ma być taka, w jaką sami chcielibyśmy grać" precyzuje założenia Krzysztof Danilewicz, programista oraz inicjator całego projektu.

Co?! O nie… liberum veto! Rozumiem, że to jest celowy zabieg twórców, którzy chcą zaskoczyć również telewidzów znających na wylot historię „Gry o tron”, ale nie zgadzam się na jakiekolwiek poważne zmiany w doskonałym dziele Georga R.R. Martina! Tym bardziej, że pisarz w wybitnie wysmakowany i zmyślny sposób uśmiercał główne postacie. To zawsze było na miejscu, podparte mocnymi argumentami i służyło określonym celom – nie było w tym żadnego kaprysu. Nie poprawia się czegoś, co do tej pory działało idealnie.
No, ale mleko się już rozlało. Postać, która powinna kopnąć w kalendarz dopiero w „Nawałnicy mieczy”, umrze już w pierwszym sezonie serialu stacji HBO. Zdradził to sam George R.R. Martin na specjalnej konferencji prasowej poprzedzającej dzisiejszą premierę „Gry o tron”. Wedle okruchów danych, które ujawnił autor, ma być to męski bohater, a jego przedwczesny zgon spowoduje ciekawe konsekwencje i rozbudzi dodatkowy potencjał całej intrygi, idealnie zazębiający się z wątkami zawartymi w trzecim tomie sagi.
Czas na spekulacje. W „Nawałnicy mieczy” trup ściele się gęsto i wedle wyliczeń fanów, ginie aż 97 postaci (w większości są one czwarto- lub piątoplanowe). Jeżeli jednak przefiltrujemy tę listę, wykluczając damy i osoby pojawiające się w późniejszych tomach, to liczba nie jest już tak pokaźna. Osobiście stawiam na jednego takiego dziadygę, który od samego początku stał już jedną nogą w grobie – mogłoby to przyśpieszyć pewne wątki i faktycznie wzmóc napięcie. Generalnie rzecz biorąc, nie jestem przekonany do tego pomysłu.
Pozostaje mieć tylko nadzieje, że Nieznajomy nie nawali i bohaterowie, którzy mają umrzeć w pierwszym sezonie, nie uciekną w magiczny sposób przed swym przeznaczeniem. Byłbym wielce niekontent, gdyby i tutaj scenarzyści popuścili wodze fantazji.

Pragnę piekielnie gorąco poinformować, że wraz z tą chwilą portal Game Exe wzbogacił swe szeregi artykułów o kolejną pozycję. Wszystko za sprawą Wydawnictwa Jaguar, które umożliwiło mi przeczytanie i zrecenzowanie książki pt. "Uczeń diabła". Jak prezentuje się otwierająca serię pt. "Wielka wojna diabłów" lektura? Czy warto wzbogacić o nią swą prywatną biblioteczkę? Nie zwlekajcie i zapoznajcie się ze świeżutką recenzją, by poznać odpowiedzi na powyższe pytania. Serdecznie polecam!
"Pomysł na trzon fabuły bezsprzecznie sprawia bardzo pozytywne wrażenie, a tym samym pozwala nam uwierzyć, że tą książką faktycznie warto się zainteresować. Początkowo należałoby przedstawić głównego bohatera, którym, jak wspomniałem, jest Filip Engell. W jego nazwisku nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że rzeczywiście zachowuje się jak wcielony w ludzkie ciało anioł – chętnie wszystkim pomaga, jest bardzo miły i uczynny, a obok krzywdy nigdy nie przejdzie obojętnie. Zawsze znajdzie czas i chęci na to, by – zwykle bezinteresownie – wesprzeć kogoś swą pomocną dłonią. Po prostu dobroczynna masakra! W czym tkwi kruczek? Otóż niewyjaśnionym zrządzeniem losu, przedstawiona tu persona po śmierci w młodym wieku, zamiast do Nieba, na które niechybnie zasłużyła, trafia do Piekła, by zostać... następcą samego Lucyfera."

Znacie pojęcie MMOFPS? Niewiele jest gier z tego gatunku, ale mogliście coś słyszeć o PlanetSide, czy właśnie o Global Agenda. Druga z wymienionych gier miała dość ciekawy żywot. Zaczęła w zeszłym roku jako "klasyczne" MMO z comiesięcznymi opłatami. Po trzech miesiącach twórcy zrezygnowali z tego pomysłu na rzecz jednokrotnego zakupu gry, a'la Guild Wars. Jednocześnie łatali swoją produkcję, poprawiali systemy i dodawali nową zawartość. Najwidoczniej to również nie podziałało i wraz z wprowadzeniem nowej łatki gra zmieniła nazwę i filozofię...
W ten sposób narodziła się Global Agenda: Free Agent. Twórcy udostępnili dzisiaj całą dotychczasową zawartość gry zupełnie za darmo. Nadal jest opcja uiszczenia opłaty 16 euro za konto "Elite Agent", które zwiększa ilość zdobywanych nagród, doświadczenia i kilka innych przywilejów. Istnieje też opcja kupowania dodatkowych boosterów w sklepiku. Brzmi znajomo? Tak, podobne systemy już działają w Dungeons&Dragons Online czy Lord of the Rings Online. Gry te cieszą się sporym zainteresowaniem i przynoszą przyzwoite zyski. Czy tak będzie i w tym przypadku? Zobaczymy. Grę można pobrać z oficjalnej strony gry lub na Steamie.

Wygląda na to, że pirackie klimaty coraz śmielej sobie poczynają w światku komputerowych gier fabularnych. Co ciekawe, przypływają one nie ze słonecznych Karaibów czy nieprzyjaznych kolonii brytyjskich, ale z Europy Środkowej, która raczej nigdy nie słynęła z korsarskich tradycji. W mroźnym lutym nasi zachodni sąsiedzi szumnie zapowiedzieli „Risen 2: Dark Waters”, a teraz krakowianie z Reality Pump nie chcą być gorsi i informują, że już tej jesieni porty magicznego Antalooru opanują faceci z przepaskami na oku i papugą na ramieniu.
Dodatek „Pirates of the Flying Fortress” wciągnie gracza w zdumiewającą przygodę, która pozwoli odwiedzić nam egzotyczne krainy i poczuć smak soli morskiej na ustach. Twórcy obiecują nowe przedmioty, unikalnych przeciwników i mnóstwo soczystych dialogów. Przyrzekają także, iż wzięli sobie do serca wszystkie sugestie graczy i postarają się nie rozczarować blisko 2,5 milionowej grupki fanów. Premiera? Wrzesień 2011 roku. Ha! Pożyjemy, zobaczymy.
Cóż… to byłoby w tym momencie na tyle – przyznam szczerze, że ta wieść nie rozbudziła we mnie jakichś ogromnych emocji. Brak konkretów, a może dlatego, że mimo buńczucznych zapowiedzi „Two Worlds II” okazał się dość przeciętnym cRPG i w tym przypadku może być podobnie?

Informacja prasowa
Kolejna powieść A. Reynoldsa ukaże się 15 kwietnia.
W bestsellerach „Przestrzeń Objawienia”, „Migotliwa Wstęga”, „Arka Odkupienia”, „Otchłań Rozgrzeszenia” i „Prefekt” Reynolds przedstawia mroczny świat XXVI wieku. Ludzkość, podzieloną na wrogie frakcje, prześladują pozaziemscy drapieżcy, a skrajne odłamy ludzkiej kultury są równie dziwne jak obce cywilizacje.
Jednakże nie wszystko jest posępne i mroczne. Istnieją osoby gotowe podjąć wyzwanie, choćby Richard Swift, apatyczny poszukiwacz przygód z noweli „Diamentowe Psy”. Stary przyjaciel namawia go na wyprawę do Wieży Krwi – tajemniczej budowli, pod którą leżą kości tych, którzy wcześniej próbowali ją zdobyć. Swift eksploruje Wieżę, ale płaci za to niewyobrażalną cenę: czeka go los okrutniejszy niż śmierć.
Są również bohaterowie gotowi bronić idei, choćby Naqi, młoda uczona z „Turkusowych Dni”. Czuje się współwinna przypadkowej śmierci swojej siostry, próbuje o tym zapomnieć i poświęca życie badaniu Żonglerów Wzorców – amorficznych, morskich organizmów z planety Turkusowej. Potrafią one magazynować i zmieniać ludzką pamięć. Na planetę przylatuje grupa podająca się za uczonych. Naqi początkowo z nimi współpracuje, mając nadzieję, że uda jej się zniszczyć własną przeszłość. Ma w tym pomóc tajemnicza toksyna, znaleziona jakoby w Wieży Krwi. Ale przeszłość się nie poddaje...

Informacja prasowa
Warner Bros. Interactive Entertainment informuje, że uhonorowany wieloma nagrodami Inon Zur został wybrany na kompozytora muzyki do gry The Lord of the Rings: War in the North. W ostatnim czasie Zur wraz z ponad 70’cio osobową orkiestrą i chórem Pinewood Singers przeprowadził w legendarnym Abbey Road Studios w Londynie nagrania do ścieżki dźwiękowej z gry.
W swojej karierze Zur ma na koncie muzykę do ponad 40 gier, 15 seriali i programów telewizyjnych oraz 10 filmów, jak również zwiastunów filmowych. Będąc laureatem wielu nagród, w tym Hollywood Music in Media Award za kompozycję do gry Dragon Age: Origins, Zur stworzył ścieżkę dźwiękową do nadchodzącej gry typu action RPG, która przeniesie gracza do pełnych brutalności i rozdartych wojną północnych krain Śródziemia.

Bohaterowie gier z gatunku hack'n'slash to zazwyczaj typowi twardziele, którym wizerunkowo bliżej do typa spod ciemnej gwiazdy czy rycerza w lśniącej zbroi niż zwykłego zjadacza chleba. Goście o figurze Adonisa z cierpiętniczym licem, których sylwetka zdradza informacje, że lepiej im nie podskakiwać, a zabicie jakiegokolwiek fantastycznego ścierwa to dla nich jak splunąć. Trudno się temu w sumie dziwić, w końcu to przed nimi stawiane są misje niemożliwe typu „uratowanie świata przed zagładą” albo „zabicie krnąbrnego tyrana dręczącego lud”. Do takich zadań nie zabierają się raczej magowie o podtatusiałej aparycji. No chyba, że mówimy o królestwie Ehb i intrydze zawartej w „Dungeon Siege III”.
Reinhart Manx jest idealnym przeciwieństwem herosa opiewanego w ckliwych balladach i pijackich pieśniach. Niski i gruby dziadek, który powinien siedzieć w tawernie i opowiadać sprośne opowieści za kufel zimnego piwa niż paradować po polu bitwy. Jak się jednak okazuje, pozory mylą, a niedocenienie jednego z czołowych magów „Dziesiątego Legionu” jest najszybszą drogą do piekła.
Plik wideo nie jest już dostępny.
Oryginalny i zaskakujący koncept, stanowiący pewien powiew świeżości. Choć nie da się ukryć, że facet wygląda lekko komicznie. Dziadku, odstaw pieczyste!
Natomiast w rozszerzeniu znajdziecie dwa filmiki prosto z rozgrywki, które pokrótce zaprezentują Wam wyjątkowe i mordercze umiejętności Reinharta, a także opowiedzą co nieco o jego historii.

Może faktycznie trochę przesadzam, ale jak za chwilę sami się przekonacie twórcy "Lord of the Rings: War in the North" postawili na maksymalną ilość gore'u i posoki, w której tonąć będą gracze. Kolejny trailer w zwolnionym tempie ukazuje krwawe deszcze zalewające ekran, kończyny szybujące o poranku pośród drzew i podobne atrakcje. A dopiero co niektórzy krzywili się na "Dragon Age" i sieczkę z Mansonem w tle...
- 1608 stron
- « Pierwsza
- ←
- 1060
- 1061
- 1062
- 1063
- 1064
- →
- Ostatnia »






