
Nasz jedyny obecnie żyjący wieszcz narodowy, pan Dariusz Szpakowski, całą sprawę podsumowałby stwierdzeniem, że Cenedze zabrakło timingu oraz tak zwanego „poweru”. PiS natomiast w ostrych słowach skomentowałby, że pracuje tam banda marzycieli, wierzących w „ryże cuda”, iż ktoś skusi się na mocno nieświeże wydanie, kosztujące grubo ponad sto polskich złotych, i że generalnie jesteśmy „sto lat za murzynami”. Natomiast czołowy polski twardziel kina akcji, niejaki Bogusław Linda, wyciągnąłby tylko pistolet, wycelował i pociągnął za spust ze znamiennymi słowami na ustach – „W imię zasad, skurczysyny...”.
Tak czy siak, po niespełna roku po zachodniej premierze, do naszych rodzimych sklepów trafia wydanie „Fallout 3: Game of the Year Edition”. Dodajmy do tego, iż w cenie mocno zaporowej – 130 zł. Śmiać się czy płakać?

















