
Bóg jeden tylko wie, ile godzin z życia zabrała mi seria „Heroes of Might and Magic”. Nieprzespane noce, komputer odmawiający posłuszeństwa w wyniku niewolniczej pracy w dni powszednie i weekendy, oczy piekące i przekrwione przez wielogodzinne gapienie się w monitor, niejednokrotna rezygnacja z meczów osiedlowej piłki nożnej na rzecz siedzenia na obrotowym stołeczku. Kogo to jednak wtedy obchodziło? Byłem panem Enroth, a Erathia leżała u moich stóp, gdyż nikt nie mógł się równać z moją wirtualną armią i nieprzeciętnym zmysłem taktycznym. Takkk… te czasy już niestety nie powrócą.
„Trójeczka”, mimo jedenastu lat na karku, nadal pozostaje w moim mniemaniu jedną z najdoskonalszych strategii w historii gier komputerowych, a kolejne części niestety nie potrafiły skopiować jej sukcesu. Jednakowoż po okropnie słabej „czwórce” i jej nieudanych eksperymentach, rosyjskie sztuczki magików z Nivala oraz powrót do klasyki w „Heroes of Might and Magic V” przyjąłem z wielkimi nadziejami. W tej produkcji nadal tkwił mocny potencjał i trzeba było go tylko odgrzebać spod gruzów bankruta 3DO. Czy „Heroes of Might and Magic VI” w końcu sprosta legendzie trzeciej części? Przekonamy się o tym już niedługo. Do sieci wyciekł zwiastun wraz z kilkoma screenami. Czyżby to miała być wielka niespodzianka Ubisoft na targi Gamescom?















