Fallout: New Vegas

[Serial] „Fallout: Nuka Break” – piąty odcinek

Dodał: , · Komentarzy: 3

Ciężki początek tygodnia, nieprawdaż? Szef znów dogryzał w pracy, a na uczelni wykładowca nudził tak mocno, jakby właśnie za wybitne zasługi na tym polu dochrapał się doktoratu? Dobrze, że chociaż za oknem piękna polska złota jesień niepodzielnie sprawuje rządy wraz z dodatnimi temperaturami czule głaszczącymi nasze policzki. Problem jednak w tym, iż zanim człowiek zasmakuje w majestatycznym dziele matki natury, to na zewnątrz zrobi się ciemno jak w grobowcu i co wtedy? Depresja?

fallout: nuka break, sziszkebab

Niekoniecznie, dumna ekipa „Wayside Creations” zaprasza na seans kolejnego epizodu swego postapokaliptycznego serialu, który z pewnością poprawi Wam humor. Zatem znajdźcie jakieś wygodne siedzisko, odgrzejcie dobrze przyprawione iguany na patyku i wyciągnijcie z lodówki idealnie zmrożoną butelkę „Nuka Coli”. Czeka na Was kolejne kilka minut przedniej zabawy, gęsto podlanej najczystszą pasją z hojną dokładką pieprznego klimatu Nowego Vegas.

Fallout: New Vegas
fallout: new vegas, ultimate edition

Jedni zapewne wzruszą ramionami na tą wiadomość, gdyż już dawno temu przeżyli przygody enigmatycznego Kuriera na pustyni Mojave, ale większość rodzimych fanów „Fallouta” zamlaska z aprobatą na fakt specjalnej edycji „New Vegas”. Cenega jak zwykle nie popisała się z wydawaniem DLC, i choć nie można pisać o sromotnej porażce na tym polu (w przeciwieństwie do „Fallout 3” dodatki działają z polską wersją), to brak lokalizacji oraz rozliczne poślizgi (nawet do czterdziestu dni po premierze światowej!) wywołały niesmak nawet u niesamowicie spokojnych graczy. „Ultimate Edition” daje pewne nadzieje, że perypetie w kasynie Sierra Madre czy kompleksie „Big Mountain”, wreszcie doczekają się kinowej polonizacji, a mając w pamięci dość ciepłe opinie krytyków i graczy na ich temat, jest to naprawdę kusząca perspektywa.

Warto się zastanowić nad zakupem, gdyż czasu na uzbieranie odpowiedniej ilości kapsli czy innej waluty uznawanej na postapokaliptycznych pustkowiach jest wbrew pozorom sporo. Pakiet, w którego skład wchodzi pełna wersja „Fallout: New Vegas”, cztery fabularne dodatki („Dead Money”, „Honest Hearts”, „Old World Blues” oraz „Lonesome Road”) i dwie paczki zawierające ekskluzywne uzbrojenie („Courier’s Stash” i „Gun Runners’ Arsenal”) trafi na półki sklepowe dopiero 10 lutego 2012 roku. Cena „Ultimate Edition” nie jest obecnie znana, ale nauczony doświadczeniem obstawiam kwotę co najmniej 150 zł.

Szkoda tylko, że tym razem nie przewidziano wydania zawierającego jedynie DLC, gdyż w takim wypadku pasjonaci, którzy nabyli „Fallout: New Vegas” w dniu premiery mogą poczuć się lekko oszukani. Ech... no, ale czego innego mogliśmy się spodziewać po Bethesdzie? Wielu zainteresowanych musi zacisnąć zęby i po raz kolejny zapłacić za coś, co już od dawna kurzy się na ich regałach.

Fallout: New Vegas

Czas na kolejny epizod dziesięcioodcinkowej odysei w poszukiwaniu perfekcyjnej, schłodzonej Nuka Coli. O ile mnie pamięć nie myli, ostatnim razem nasze trio herosów znalazło się w dość poważnych tarapatach, gdy po wkroczeniu do podłej mieściny zostali błyskawicznie okrążeni przez gromadę wkurzonych i uzbrojonych po zęby mieszkańców, którzy uznali ich za bandę zwyrodnialców. Niezaprzeczalne wdzięki Scarllet i urok osobisty Twiga na niewiele się zdają, wobec nadrzędnej zasady panującej na postapokaliptycznej pustyni Mojave – najpierw strzelaj, potem pytaj.

fallout: nuka break

Czy nasza chwacka drużyna wykaraska się z łapsk ekscentrycznego burmistrza Eastwood, który przejawia skłonności do niezobowiązujących macanek? Czy odnajdzie pracę, jaka pozwoli im związać koniec z końcem przez najbliższe tygodnie? No i najważniejsze, czy poczuje smak mroźnej korporacyjnej słodyczy? Przekonajmy się!

Fallout: New Vegas

Historia dziarskiego Kuriera zmierza powoli do swojego wielkiego finału, w którym poznamy odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania. Ciekawość to jednak pierwszy stopień do piekła, a kompleks Divide i enigmatyczny Ulysses zdają się znajdować na samym jego dnie. Droga do celu wiedzie bowiem przez ziemie wiecznie nękane kataklizmami pogodowymi, będące słodkim domem dla totalnych popaprańców i zmutowanych istot, na których widok nawet Starszy Paladyn „Bractwa Stali” dostaje gęsiej skórki. Wóz alb przewóz, nikt nie mówił, że ścieżka do emerytury będzie usłana kwieciem.

fallout: new vegas, lonesome road

Potwierdzeniem niech będzie oficjalny zwiastun dodatku, który zapowiada morderczą, ale za to niesłychanie klimatyczną wyprawę wprost do gardła wściekłej bestii zwanej postapokalipsą. Czuć w tym wszystkim charakterystyczną conradowską nutkę i duch „Jądra Ciemności”, co tylko skutecznie podsyca zainteresowanie tym DLC.

Fallout: New Vegas

Ech… Ci pasjonaci! Nie dość, że łatają gry za samych twórców, tworzą modyfikacje lepsze od płatnych DLC i majstrują gadżety, które istniały dotąd tylko w wyobraźni projektantów, to jeszcze kręcą seriale, które śmiało można byłoby puścić w telewizji o najlepszej porze antenowej. Totalne świrusy, ale za to ich w końcu kochamy, nieprawdaż?

Nie da się ukryć, że pozytywne zakręcenie to podstawa i nie od dziś wiadomo, iż fanatyczni pasjonaci danego uniwersum potrafią zawstydzić profesjonalne firmy, trzepiące ogromną kasę z produktów przeznaczonych dla fanów wirtualnej rozrywki. Nie potrzeba ogromnego budżetu, drogiego sprzętu czy wielkich nazwisk, aby stworzyć rzecz, która wzbudzi uznanie u jednej z najbardziej zrzędliwych i niewdzięcznych grup społecznych – graczy. Wystarczy odpowiednia determinacja, stabilny koncept, mnóstwo wolnego czasu i niewielka „iskra boża” zwana talentem. Twórcy „Fallout: Nuka Break”, Wayside Creations, posiadają większość z tych cech i szturmem podbijają serca pasjonatów kultowego postapokaliptycznego uniwersum. Nawet „zatwardziałego betonu”, który widząc logo Bethesdy pluje na monitor i pokazuje „gest Kozakiewicza”.

fallout: nuka break

Zresztą, przekonajcie się sami i zagłębcie się w perypetie Twiga (byłego mieszkańca Krypty 10), Scarlett (zbiegłej niewolnicy) oraz Bena (poczciwego ghula). Przemierzają oni pustynię Mojave w jednym celu – znalezienia perfekcyjnej, schłodzonej Nuka Coli. Szczytna idea, ale droga do niej nie jest niestety usłana różami. Choć establishment Republiki Nowej Kalifornii stara się zaprzeczyć tym faktom, to okolice Nowego Vegas wypełnione są po brzegi podłymi cwaniaczkami, rabusiami i łowcami niewolników, dybiącymi na życie nieprzygotowanych podróżnych. Już nie wspominając nawet o postnuklearnym środowisku, które zeżre i wypluje człowieka zanim ten się spostrzeże.

Czy trójce przyjaciół uda się ostudzić pragnienie korporacyjnej słodyczy? Trudno orzec, ale pierwsze dwa odcinki nastrajają dość optymistycznie do całej produkcji.

Fallout: New Vegas

Człowiek, który przeżył własną egzekucję i poczuł słodki smak zemsty wymierzonej na swoich katach. Legenda pustyni Mojave oraz postrach kasyn Nowego Vegas. Wybraniec wszechmocnego Cezara, posłaniec enigmatycznego pana House’a, ulubieniec establishmentu Republiki Nowej Kalifornii. Kurier. Zapisze ostatni rozdział swojej pasjonującej historii już we wrześniu, ale przed nim jeszcze długa droga i wyrównanie rachunków z tajemniczym Ulyssesem.

fallout: new vegas, lonesome road, dlc

Po zagadkowych perturbacjach, których nawet chłopcy z Obsidianu nie potrafili racjonalnie wyjaśnić, dodatek „Lonesome Road” zmierza na ekrany naszych monitorów. Rozszerzenie skupia się na postaci wspomnianego Ulyssesa – kolegi po fachu, który odmówił dostarczenia Platynowego Sztonu, a jego osoba przewijała się niejednokrotnie podczas naszych wędrówek po pustkowiach Mojave. Teraz obiecuje nam odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania, jednak musimy wykonać dla niego ostatnie zlecenie, które wiedzie do kompleksu Divide poprzez ziemie poszarpane trzęsieniami ziemi i nękane przez gwałtowne burze. Od nas tylko zależy, czy postawimy wszystko na jedną kartę i zaryzykujemy śmiertelną podróż, aby zaspokoić próżną ciekawość.

Fallout: New Vegas

„Lonesome Road” zalicza poślizg

Dodał: , · Komentarzy: 0
fallout: new vegas, lonesome road, ulysses, dlc

Niezbyt pocieszająca wieść, szczególnie, gdy patrzymy na wszystko z tej perspektywy, że obecnie panuje sezon ogórkowy, a pogoda za oknem zachęca do spędzania wieczorów na postapokaliptycznych pustkowiach. Jakby jeszcze tego było mało, ostatni dodatek do „Fallout: New Vegas” okazał się tytułem wybitnym – krytycy nie szczędzą uzasadnionych pochwał, a gracze rozpływają się w zachwytach nad kunsztem Obsidian Entertainment. Wielu mówi o najlepszym DLC w historii branży elektronicznej rozrywki i patrząc na oceny oraz komentarze, trzeba przyznać, że nie jest to tylko czcze gadanie.

Na domiar złego, „Lonesome Road” ma ostatecznie odpowiedzieć na pytania związane z niejasną przeszłością Kuriera, a także wyjaśnić wątek tajemniczego Ulyssesa, którego postać przewijała się niejednokrotnie podczas naszych wędrówek po pustkowiach Mojave. Biorąc te wszystkie fakty do kupy śmiało można sądzić, że fani „New Vegas” czekają na czwarte DLC jak na mesjasza. Problem w tym, że zbawca nie przybędzie w tym miesiącu i machnął ręką na swoich fanatyków, gdyż zatrzymały go ważne sprawy niebie.

Poziom irytacji i ciśnienia wiernych pasjonatów skoczył w tym momencie o dobre kilka stopni. Radzę wziąć mocne prochy na uspokojenie, ponieważ tłumaczenia twórców, dlaczego tak się stało, są mgliste niczym przedwyborcze obietnice polityków, a konkretnego terminu premiery nadal nie ma.

Fallout: New Vegas

Pomimo tego, że Obsidian Entertainment zdaje się nie traktować zbyt poważnie całego biznesu związanego z DLC i tworzy te rozszerzenia trochę od niechcenia, to nie da się ukryć, że trzeci dodatek do „Fallout: New Vegas” zadebiutuje już za tydzień, więc wypadałoby go jakoś zareklamować. Co ważne, oficjalny zwiastun „Old World Blues” zachęca do zakupu, gdyż wyczuwa się w nim pewną namiastkę atmosfery, która towarzyszyła eksploracji kompleksu Bazy Wojskowej Sierra, znanej z „Fallout 2”. Poza tym wygląda na to, że po lekko patetycznych „Dead Money” oraz „Honest Hearts”, w końcu zaleje nas fala zdrowego, czarnego humoru, z którego słynie seria.

old world blues, big empty

Najwyższy czas wkroczyć do tajemniczego i okrytego złą reputacją kompleksu „Big Empty”.

Fallout: New Vegas

Cóż więcej można dodać?

fallout: new vegas, old world bluesfallout: new vegas, old world blues

Jeżeli czekacie z utęsknieniem na kolejne DLC do „Fallout: New Vegas”, to zapewne ucieszy Was ta wieść i będziecie delektować się wszystkimi obrazkami przez kilkanaście minut, dosłownie chłonąc każdy piksel, aby tylko zabić czas dzielący nas do premiery dodatku. W innym wypadku, z pewnością machniecie ręką i przeklniecie mnie w myślach, że zawracam Wam cenny czas jakimiś nieistotnymi pierdołami. Życie.

fallout: new vegas, old world bluesfallout: new vegas, old world blues

Tak czy inaczej, „Old World Blues” zadebiutuje na platformach cyfrowych już 19 lipca.

Fallout: New Vegas

Zieeew… Kolejny dodatek do „Fallout: New Vegas”, który przejdzie bez echa? W naszym kraju z pewnością, gdyż Cenega Polska nie kładzie jakiegoś specjalnego nacisku na promocje postapokaliptycznych rozszerzeń i więcej pieniędzy wydaje miesięcznie na ekspres do kawy niż na faktyczny marketing dzieł Obsidian Entertainment. Daleki jednak jestem w tym przypadku do winienia rodzimego dystrybutora, bo tam, gdzie wchodzi zysk nie ma miejsce na sentymenty. DLC w naszym kraju nie są jakoś szczególnie popularne, o czym może zaświadczyć polski oddział Electronic Arts, który w pewnym momencie przestał lokalizować swoje mini-dodatki, a tajemnicą poliszynela jest fakt, dlaczego tak uczynił.

old world bluesold world bluesold world blues

Inna sprawa, że sam Obsidian wyraźnie robi te całe rozszerzenia na „pół gwizdka” i jest zajęty innymi sprawami. Rozmienia swój tytuł na drobne na mocy jakiegoś tajnego cyrografu z Bethesdą, który każe im zszywać poćwiartowane kawałki swojego dziecka, wycięte wcześniej z rozmysłem. Ani to apetyczne, ani moralne, więc trudno się dziwić, że Cenega nie chce jakoś specjalnie nagłaśniać tej chorej makabreski i przykładać do niej ręki. Przynajmniej starczyło im przyzwoitości, aby uczynić te rozszerzenia kompatybilne z polską wersją gry. W końcu zawsze znajdzie się kilku pasjonatów, którzy z nadzieją, będą oczekiwać sytej uczty, a trafią na porąbaną orgię z biletem do psychiatryka w jedną stronę. Na tym też da się przecież zarobić...

Czy „Old World Blues” wniesie cokolwiek do krajobrazu pięknego Nowego Vegas i czy jest jakikolwiek sens informowania o nim? Nie mnie oceniać, ja jestem tylko posłańcem.

Wczytywanie...