Council of Spiders

Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek poniedziałek, 1 września 2014
council of spiders, okładka

Na „Council of Spiders” natknąłem się przypadkiem podczas przeglądania oferty oficjalnego sklepu D&D z podręcznikami w formie PDF. Co prawda sama kampania, przeznaczona dla postaci pomiędzy pierwszym a trzecim poziomem doświadczenia, nie była mi obca z racji śledzenia losów „D&D Encounters”, to jednak ucieszyłem się, że jako gracz z zapomnianego przez Czarodziejów z Wybrzeża kraju będę miał okazję zakosztować kolejnej przygody.

Na moim twardym dysku wylądowały w sumie dwa pliki – jeden będący właściwym scenariuszem oraz drugi, na który składały się same mapy. Rozwiązanie to powinno przypaść do gustu każdemu, bowiem możemy sobie samodzielnie wydrukować plansze, zaś treść podręcznika w swojej drukowanej formie jest co prawda dość nietrwała, ale dużo lżejsza od standardowych książek. Zebranie samej drużyny okazało się jednak wyzwaniem dość karkołomnym, bowiem „Council of Spiders” zaprojektowano trochę niczym recenzowane przeze mnie wcześniej „City of Intrigue”. Rzecz polega na tym, iż wcielić się możemy (a nawet powinniśmy) w przedstawicieli rasy mrocznych elfów. Wszelkie inne nacje zdane są na los niewolników, zaś typowi wrogowie drowów, jak krasnoludy czy powierzchniowe elfy, od razu mogą sobie wbić siekierkę w głowę, bowiem ich zabawa zakończy się już po pierwszym rzucie kośćmi. Ten dość śmiały zabieg twórców pozwala nam jednak na rozegranie historii w jednym z najsłynniejszych miast Zapomnianych Krain i zdecydowanie najbardziej znanym osiedlu Podmroku – mrocznym w swym pięknie Menzoberranzan.

Jako fan drowów nie mogłem czuć się szczęśliwszy z tego faktu, jednak należy brać poprawkę na „niedzielnych” graczy oraz tych, którzy do tej pory parali się zajęciem w krainach o zdecydowanie większym naświetleniu. Tutaj pojawia się pewien kłopot, bowiem Menzoberranzan przez te wszystkie kolejne edycje „nasiąkło” setkami historii oraz osobistości, które odcisnęły swoje pięto. „Council of Spiders” podsuwa jedynie zdecydowanie zbyt ubogi fabularny wstęp, który nie wyjaśnia zbyt wiele i stawia odbiorcę w sytuacji, gdy poruszamy się po obszarze pełnym wzajemnych zależności właściwie na ślepo. Skoro już mamy grać drowami, to powinniśmy trochę poczytać o Menzoberranzan, by znać lokalizację Rozpadliny Szpona, rozpoznawać Bregan D’aerthe oraz móc oddać się rozgrywce w Khaless. To spore wyzwanie przed Mistrzem Gry, jednak po obejrzeniu w Internecie filmików z sesji, na których to bawili się Amerykanie, śmiem wątpić w to, by wielu prowadzących grę zadało sobie wystarczająco trudu w przedstawieniu tła historii. W moim przypadku skończyło się to niemal utratą jednego z graczy, niezdolnego odnaleźć się w świecie mrocznych elfów.

Szybko odkrywamy kolejną wadę historii, jaką jest nie tylko złożone miejsce, ale i sam skład drużyny. Każdy rozsądnie myślący gracz szybko zada sobie pytanie: Jak ma współpracować drużyna pełna złych osobistości, które dążą wyłącznie do własnych celów, niejednokrotnie kosztem pozostałych? „Council of Spiders” niestety nie kryje w sobie odpowiedzi, przez co na swój sposób upraszcza historię, ale jednocześnie odziera ją z fantastycznego „klimatu” mrocznych elfów. Autorzy powinni poczytać „Wojnę Pajęczej Królowej”, gdzie także grupka drowów musiała współpracować, jednak tam aż do samego końca czuło się napięcie i obawę przed tym, że ulubiony bohater powie lub zrobi za dużo i skończy przebity mieczem w jednej z czeluści Podmroku. Sporym wyzwaniem okazało się także samo nazewnictwo bohaterów. Ze względu na specyfikę drowiego i niemal zerową wiedzę w tym zakresie u moich towarzyszy, ostatecznie skończyło się na możliwych do łatwego wymówienia zdrobnieniach.

council of spiders

Trudno także odnieść mi się do samej długości historii, która jest na tyle krótka, by zająć nam maksymalnie do pięciu wieczorów. Dobrze jest rozegrać coś, co daje nam maksimum adrenaliny niemal cały czas, jednak zbyt mocno pochłonięci rozgrywką szybko docieramy do jej końca. W ten sposób nie jesteśmy w stanie objąć całej złożoności Menzoberranzan i tak naprawdę jedynie poznamy podstawy. Bardziej doświadczeni gracze oczywiście skorzystają najwięcej, jednak „żółtodzioby” wciąż pozostaną mocno zieloni w temacie i pod koniec zabawy zdadzą sobie z tego sprawę, wymagając cudów od Mistrza Gry.

Ten ostatni powinien zwrócić uwagę na system Worth (Wartości), który został zaimplementowany także w „City of Intrigue”. W dużym skrócie, jest to właściwie tabelka z modyfikatorami, pozwalająca określić pozycję naszej postaci w społeczeństwie. System ten miał wspierać wykorzystanie specjalnych kart, jednak dla mnie jego potencjał został właściwie zmarnowany. Wspomniane karty są dostępne jedynie za oceanem i to w dość horrendalnej cenie, zaś wysoki wskaźnik, tudzież „Spora liczba punktów”, jak to mawia jeden z uczestników sesji testowej „Council of Spiders”, właściwie nie wiąże się z dodatkowymi bonusami. Po co zbierać coś, co właściwie na ekstremalnie niskim lub wysokim poziomie nie wynagradza gracza?

Z początku doskonały pomysł próby pokazania różnych motywacji obecnych w grze frakcji dość mocno mi się podobał, jednak przedstawione w recenzowanej pozycji rozwiązania niejednokrotnie nijak nie pasowały mi do drowiej filozofii. Ratowanie towarzyszy, których witamy mianem „przyjaciół”? Ktoś chyba zbyt mocno próbował uczynić rozgrywkę ogólnodostępną, zapominając o tym, iż drowem nie powinien grać nowicjusz, bowiem jego postać może co najwyżej rozbawić pozostałych swoją nieporadnością.

council of spiders

Sama historia jest lekko naciągana, jednak dobrze wpisuje się w wolę Lolth gromadzenia magicznych artefaktów. W powietrzu czuć frustrację magów rządami kapłanek w sytuacji, gdy Pajęcza Królowa osobiście w pewien sposób podniosła ich rangę, jednak „Council of Spiders” niczego właściwie w samym Menzoberranzan nie zmienia. Po prostu nasza historia pozostaje bez echa, zaś gdy dodać do tego brak jednego, wyrazistego i charyzmatycznego przeciwnika, ryzykujemy pojawieniem się jednej z najgorszych rzeczy podczas sesji – braku motywacji. Wystarczyło przecież rozbudować epilog i pokusić się o jakieś podsumowanie naszych dokonań. Nie spodziewałem się efektownego upadku matriarchatu, jednak aż prosi się o to, by nagrodzić graczy za ich trud. Nic więc dziwnego, że na drugą sesję od początku, już nie na potrzeby recenzji, nie udało mi się namówić całego oryginalnego składu.

Słów jeszcze kilka o stronie wizualnej. Obrazków właściwie nie uświadczymy, jednak sam tekst prezentuje się dobrze, zaś ramki czy podpowiedzi są umieszczone w widocznych miejscach, przez co nie musimy ich gorączkowo poszukiwać na końcu podręcznika. Gorzej ma się sprawa z załączonymi mapami, które nie wyróżniają się niczym szczególnym i dają nam bliskie prawdzie wyobrażenie o dużej powtarzalności odwiedzanych lokacji. Wrażenia wizualne ratuje nieco okładka, która stylem pasuje do wspominanego wcześniej kilkukrotnie „City of Intrigue”, jednak w przeciwieństwie do tamtej pozycji, nie razi swoją tandetnością i brakiem detali.

Chcąc podsumować swoją przygodę z „Council of Spiders”, muszę sporządzić listę zalet i wad, poddając je matematycznemu rachunkowi. Niestety, kiepsko wykonanych elementów jest tu zdecydowanie za dużo, zaś obsadzenie drużyny w skórze mrocznych elfów z miejsca odrzuca tych, którzy za drowami nie przepadają. Cała reszta może się skusić na kilka wieczorów, jednak to nie będą zapadające w pamięć sesje. Na rynku wciąż brakuje kampanii przygotowanych z myślą o postaciach nie mających wśród priorytetów ratowania dziewic oraz zdobywania zamków, co nie zmienia faktu, że „Council of Spiders” to produkt zbyt mocno niedopracowany, by polecić go bardziej wymagającym graczom.

Plusy Minusy
  • wcielamy się w drowy
  • Menzoberranzan
  • nawiązania do "City of Intrigue" i poprzednich "Encounters"
  • wcielamy się tylko w drowy
  • kiepski wstęp fabularny
  • niewykorzystany system "Worth"
  • długość
  • brak epilogu
Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników 9,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...