riese
Deus Ex: Bunt Ludzkości

Seria Deus Ex – aktualizacja

Dodał: Tokar, środa, 2 listopada 2016 · Komentarzy: 0

Courun nie łapie zadyszki – nic dziwnego, gdy ma się tyle augmentów i innych wszczepów do dyspozycji. Uzasadniałoby to regularność, drobiazgowość oraz ofiarność w uzupełnianiu przepastnych, lecz wiecznie nienasyconych zasobów korporacji Game Exe. Wszystko to ku Waszej uciesze, należy zaznaczyć.

deus ex

Co tym razem wyszło spod jego (zręcznie ukrytego w palcu wskazującym) szlachetnego pióra? Z pewnością znajdzie się coś dla kolekcjonerów, miłośników klasycznej dyplomacji za pomocą broni palnej, a także ambitnych kobiet. Więcej nie zdradzę, przekonajcie się sami.

Explosive Mission Pack to drobne DLC, które kiedyś stanowiło nagrodę za zamówienie gry w przedsprzedaży w określonych sklepach internetowych. Posiadacze tej paczki otrzymują nowy rodzaj broni, narzędzie do automatycznego rozszyfrowywania zamków AUD, jak też mogą podjąć się niedostępnej wcześniej misji. Warto pamiętać, że nie musimy kupować tego DLC w sytuacji, gdy posiadamy grę w "Wersji Reżyserskiej" (Director's Cut).

deus ex

Czytaj dalej...

Jeśli jakimś cudem nie udało wam się nabyć gry Deus Ex: Bunt Ludzkości w jednej z wielu promocji poświątecznych, to nie macie powodów do zmartwień, bowiem ten świetny tytuł będzie jedną z pełnych wersji, które zostaną załączone do najnowszego numeru czasopisma CD Action.

deus ex, human revolution, cd action

Bunt Ludzkości to ciepło przyjęta przez prasę gra, w której wcielaliśmy się w Adama Jensena. Nasz bohater, na skutek znacznych obrażeń, zostaje poddany rozlicznym operacjom, podczas których otrzymuje cybernetyczne wszczepy. Gra, która rozgrywa się w 2027 roku, porusza kwestię usprawniania rasy ludzkiej.

Pełna wersja, która zostanie załączona do najnowszego numeru CD Action, będzie jednak wersją premierową tego tytułu z 2011 roku, a więc pozbawiona dodatków DLC, w tym świetnego Brakującego Ogniwa oraz ulepszeń graficznych, które razem stanowiły Wersję Reżyserską. Tytuł ten będzie dostępny w polskiej wersji językowej w formie identycznej jak oryginał, a więc usłyszymy oryginalne głosy, okraszone napisami w ojczystej mowie.

W Europie rozszerzone wydanie Deus Ex: Buntu Ludzkości pojawi się już 25 października. Director's Cut, bo taki nosi ono podtytuł, będzie można jednak kupić na różne sposoby. Za grę na konsolę trzeba będzie zapłacić pełną cenę, lecz w przypadku wersji na komputery osobiste będzie to wyglądało trochę inaczej.

deus ex: bunt ludzkości

"Deus Ex 3" spotkał się z uznaniem zarówno ze strony graczy, jak i recenzentów. Aby daleko nie szukać, dobrze nam znany i przez większość lubiany – Tokar – w swojej recenzji wystawił "Buntowi ludzkości" ocenę – 8/10. Kwestią czasu było więc zapowiedzenie przez Square Enix kolejnej części. Tym bardziej, że wiadomo już, iż "Deus" zostanie zekranizowany; zatem temat jest, jak to się mówi, na topie.

deus ex: bunt ludzkości

No i doczekaliśmy się pierwszej, póki co "jedynie", wskazówki. Firma Square Enix 26 lutego zarejestrowała znak towarowy "Deus Ex: Human Defiance". Sądzę więc, że już jedynie kwestią czasu pozostaje zaprezentowanie oficjalnej zapowiedzi gry ze strony wzmiankowanej firmy. Uzbrójmy się zatem w cierpliwość i czekajmy.

deus ex: bunt ludzkości, soundtrack, michael mccan

Każdy, kto choć na chwilę zanurzył się w nieprzyjaznym świecie „Deus Ex: Bunt Ludzkości”, szczerze przytaknie, że przygody Adama Jensena były pełne od gęstej cyberpunkowej atmosfery, która okazała się wykwintną ucztą dla pasjonatów futurystycznych klimatów. Nie ulega wątpliwości, iż na taki stan rzeczy musiało zapracować wiele elementów, jak nieprzeciętna intryga czy urokliwe scenerie, lecz jeden aspekt wybija się dość znacząco w tej zacnej grupie. Oczywiście, mowa tutaj o oprawie muzycznej autorstwa Michaela McCanna – prawdziwym dziele sztuki. Pozwolę sobie na akt stuprocentowego narcyzmu i zacytuje fragment swojej recenzji, gdzie odnoszę się do kunsztu kompozytora:

„Kawałków stworzonych z myślą o „Buncie Ludzkości” nie powstydziłby się sam mistrz Vangelis i sprawiają wrażenie, jakby Eidos Montreal tworzył lokacje oraz poszczególne sceny z myślą o tych utworach, a nie na odwrót. Ta muzyka działa na wszystkie zmysły. Przemierzając ciemne korytarze klubu „Gniazdo” wyczuwasz duszną atmosferę, czujne spojrzenia członków kartelu, dym papierosowy i smak taniej whiskey. Z kolei podczas potyczek muzyka umiejętnie zwiększa adrenalinę i uruchamia nasze uśpione instynkty przetrwania. Kiedy nie myślisz nad sposobem pokonania danego bossa, a zamykasz oczy i delektujesz się nad wyśmienitym kawałkiem wylewającym się z głośników, to wiesz, że kompozytor stworzył coś wiekopomnego.”

Zdania nie zmieniłem do dziś, dlatego też cieszy mnie niezmiernie, że już 15 listopada do sprzedaży trafi oficjalny soundtrack z „Deus Ex: Bunt Ludzkości”.

Przyznam otwarcie, że mam problem z jednoznaczną oceną poczynań firmy Eidos, związanych z polityką wydawania rozszerzeń do niekwestionowanego hitu, jakim jest „Deus Ex: Bunt Ludzkości”. Z jednej strony, „Brakujące Ogniowo” zapowiada się znakomicie na zwiastunach i prezentacjach fragmentów prosto z rozgrywki, więc ciężko obok niego przejść obojętnie. W końcu mamy tutaj ponad sześć godzin dodatkowej gry, nieskrępowaną wolność wyborów i eksploracji (jak na DLC, to wyczyn godny wspomnienia), możliwość ponownego rozdysponowania punktów Praxis, nowego bossa (walka z nim ma być ulepszona – nie trzeba go nawet pokonywać, fani skradania mogą go sprytnie ominąć), klimatyczną scenerię, świeżych bohaterów oraz frapującą intrygę. Chłopcy z Montrealu strasznie nas rozpieszczają.

deus ex: bunt ludzkości

Niestety, jest również druga strona medalu. Ciężko ukryć fakt, iż mamy tutaj do czynienia z wykastrowanym fragmentem rozgrywki, który powinien znaleźć się w podstawowej wersji gry, a nie grać rolę dodatku. Pal licho, gdybyśmy zostali zmuszeni zapłacić za niego symboliczną kwotę (powiedzmy zwyczajowe 20 zł), wtedy trudno byłoby kręcić nosem. Okazuje się jednak, iż wszyscy zainteresowani nową przygodą Adama Jensena muszą wyłożyć na stół 14,99 $ (ok. 45 zł), co jest kwotą dość zaporową, bo to praktycznie połowa pieniędzy, jakie wydaliśmy na pudełko z „Buntem Ludzkości”!

Przyznam, że początkowo dość sceptycznie podchodziłem do konceptu „Brakującego Ogniwa”. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały bowiem, że Eidos Montreal pragnie wykorzystać kasowy sukces „Deus Ex: Bunt Ludzkości” do nabicia swojej kabzy na rozentuzjazmowanych fanach. Nie, żeby było to coś wyjątkowego, bo taki model biznesowy skutecznie praktykują najwięksi potentaci gatunku jak BioWare czy Bethesda, ale mimo wszystko nie chciałem, aby Adam Jensen sprzedawał się za marne srebrniki niczym dziewka portowa, bo polubiłem tego szorstkiego faceta. Na dodatek, totalny niesmak wzbudzało we mnie żerowanie na pasjonatach tego futurystycznego uniwersum, skoro już nie raz dostali po tyłku i zostali zrobieni w bambuko przez branżę (rana, jaką zadał „Invisible War” już nigdy się nie zasklepi). Taka ma być nagroda za ich cierpliwość i wyrozumiałość? Tanie dodatki, nad którymi można tylko załamać ręce?

Pierwsze DLC jawiło się jako wykastrowana przygoda, która została odrzucona przez twórców, z powodu cięć budżetowych i chęci dopięcia na ostatni guzik wszystkiego przed nieubłaganym „dniem zero”. W takiej sytuacji odrzuca się przecież najbardziej zgniłe kawałki, nieprawdaż?

the missing link, brakujące ogniwo

Poza tym „Brakujące Ogniwo” strasznie miesza w fabule gry, gdyż w moim mniemaniu draka na frachtowcu i trzydniowa cisza w eterze została wyjaśniona dość dobrze, a całość trzymała się kupy. W fabule są większe luki i ten fragment nie spowijał mi jakoś snu z powiek zbyt mocno, w przeciwieństwie do tego, gdzie się podziała eksploracja futurystycznego Montrealu, którym to twórcy tak się chwalili.

Postanowiłem jednak spuścić z tonu, gdy usłyszałem, że rozszerzenie zabierze nam z życia aż 5 godzin, co jest naprawdę godną podziwu liczbą przy tego typu zawartości. Usatysfakcjonował mnie również fragment rozgrywki, którym postanowili podzielić się twórcy. Mnogość ścieżek, intrygująca przygoda, mroczne oraz frapujące scenerie – między innymi za te elementy pokochaliśmy „Bunt Ludzkości” i wszystko wskazuje na to, że DLC nie będzie odbiegało w znaczący sposób od znamienitej „podstawki”.

Choć „Deus Ex: Bunt Ludzkości” jest niezaprzeczalnym kandydatem do zgarnięcia statuetki najlepszego cRPG tego roku, to nie ulega wątpliwości, że tytuł ma na koncie kilka grzeszków, które są przysłowiową łyżką dziegciu w tej beczce futurystycznego miodu. Jedni narzekają na uproszczony rozwój postaci, drudzy kręcą nosem na małą ilość miast przeznaczonych do eksploracji, inni nie mogą przejść obojętnie obok niewielkiej liczby misji pobocznych, natomiast mnie osobiście razi liniowa historia i dość znikome konsekwencje wyborów. Cóż, coś w tym jest, że ilu graczy, tyle opinii. Jednakowoż jednym z nielicznych punktów zbieżnych naszych żalów jest konieczność bezpośredniej konfrontacji z bossami. Istne skondensowane zło.

deus ex: bunt ludzkości

Do jasnej ciasnej, nie po to inwestuję w zmyślne triki hakerskie i cwane taktyki autoprezentacyjne, aby finalnie uczestniczyć w krwawych igrzyskach śmierci ku uciesze dekadenckiego tłumu. Mój Jensen brzydził się bronią palną i rozmyślenie unikał otwartej wymiany ognia. Jego najwierniejszymi sojusznikami były ciemne zaułki, szyby wentylacyjne czy terminale, dzięki którym z łatwością grał na nosie korporacyjnych buców. Co otrzymał w ramach podzięki za pacyfizm i finezję? Kopa w zęby i niepomierne ilości frustracji, związane z ustawicznym wczytywaniem gry. Dlaczego nie mogłem zasiać ziarna niepewności w umyśle oponenta, dzięki mojej gładkiej gadce? Z jakiego powodu nie miałem możliwości włamania się do systemów ochronnych i wykorzystania ich przeciwko danemu bossowi? Czemu nie mogłem przekraść się pod jego nosem w taki sposób, aby usłyszał dopiero echo mojego spazmatycznego śmiechu w odległym korytarzu? Dzięki, ale nie tak rozumiem radość płynącą z rozgrywki oraz wolność wyboru.

Jak się jednak okazuje, Eidos Montreal pokpił sprawę niczym minister Grabarczyk w przypadku nowego rozkładu jazdy PKP. Formalnie rzecz ujmując nie oni odpowiadają za ten burdel, tylko zewnętrzna firma, która otrzymała zlecenie zaprojektowania tych fragmentów gry. Niemniej, to Kanadyjczycy są głównym producentem tego tytułu i teraz muszą kosztować zgniłych fruktów, będących konsekwencją tej dziwnej decyzji.

Deus Ex: Bunt Ludzkości

Angry Joe kontra Adam Jensen

Dodał: Tokar, wtorek, 13 września 2011 · Komentarzy: 1

Niby „Bunt Ludzkości” został oceniony praktycznie ze wszystkich stron, my wystawiliśmy mu już odpowiednią laurkę jakiś czas temu, ale w tej nawałnicy entuzjazmu i innych pozytywnych reakcji nie mogło zabraknąć głosu jednego z największych krytyków branży gier – Angry Joe. Facet jak zawsze podszedł do sprawy niezwykle profesjonalnie i bezbłędnie wypunktował przygody Adama Jensena, okraszając swoją „wściekłą recenzję” nutką zdrowego szaleństwa. Nie było mowy o żadnych kompromisach, w końcu chodziło o prequel kultowej marki (a te zazwyczaj są kiepskie), a gdzieś w tle majaczyła korporacja Square Enix, która nigdy nie wzdrygała się przed dojeniem swojej własności.

angry joe, deus ex: bunt ludzkości, wściekła recenzja

Jeżeli nadal zastanawiacie się, czy warto zainwestować swoje oszczędności na „Deus Ex: Bunt Ludzkości”, to gorąco polecam recenzję, którą znajdziecie w rozszerzeniu. Choć pod względem humoru jest dość dyskusyjna (nie jest tak zabawna jak inne pozycje w bibliotece tego krytyka), to pod względem merytorycznym absolutnie niczego jej nie brakuje. Joe kolejny raz potwierdził, że w kwestii rzetelności jego marka jest wciąż nieskazitelna i za to mu chwała.

Wczytywanie...