Deus Ex: Bunt Ludzkości

Tomasz "Tokar" Tokarczyk sobota, 3 września 2011

Seria „Deus Ex”, jak każda legendarna marka, miewa swoje spektakularne wzloty i upadki, które zawsze elektryzują branżę elektronicznej rozrywki, nie pozwalając pozostać wobec niej obojętnym. Pomysł na cRPG osadzone w cyberpunkowym świecie, rządzonym przez zakulisowe machinacje chciwych korporacji i brutalne pociągnięcia zorganizowanej przestępczości, zrodził się w umysłach dwóch wizjonerów – Warrena Spectora i Harveya Smitha. Efekt końcowy przerósł oczekiwania wszystkich. Nastrojowe i sugestywne uniwersum, pełnokrwista intryga, fascynująca oraz świeża mechanika czy uzależniające poczucie wolności, które skłaniało do eksploracji każdego wirtualnego metra kwadratowego – te elementy spowodowały, że gracze wprost zakochali się w tej produkcji i w mig przyznali jej status kultowej.

deus ex

Niestety, era szampana i kwiatów przeminęła jak piękny sen, gdy twórcy w ogniu sukcesu pierwszej części chcieli upichcić kolejny kawał wołowiny. „Invisible War” powstawał w wielkich bólach. Developerzy zaczęli implementować do swojego dziecka niezbyt przemyślane zmiany, wprowadzane w atmosferze przemożnego stresu związanego z bezlitosnym terminami, co zaowocowało niezwykle chłodnym przyjęciem tego tytułu przez opinie publiczną. Ion Storm gdzieś po drodze zgubił tę wyjątkową magię, która przyciągała wiecznie nienasyconych ludzi, spragnionych wirtualnych przygód. Niespodziewanie, seria „Deus Ex” znalazła się na kolanach i szybko zniknęła z pierwszych stron pism w atmosferze rozczarowania oraz niesmaku.

deus exdeus ex

Jak jednak mówi ludowe porzekadło – prawdziwą markę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. „Deus Ex”, choć leżał wypunktowany w kałuży krwi i odmętach porażki, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Tytuł pod swoje skrzydła wzięli Kanadyjczycy z Eidos Montreal, obiecując powrót do sprawdzonych mechanizmów i przywrócenie dawnego blasku tej cyberpunkowej grze. Pomni wydarzeń, które doprowadziły do upadku „Invisible War”, nie śpieszyli się z pracami nad tym projektem. Wiedzieli, że wszystko zależy od drobiazgowego dopracowania nawet najdrobniejszego szczegółu, gdyż oczekiwania pasjonatów były wysokie, zaś kolejnej porażki mogliby już serii nie wybaczyć. „Bunt Ludzkości” musiał więc spełniać owe nadzieje i wynagrodzić długoletnie wsparcie fanów serii. Czy uniósł te niewygodne brzemię? O tak, moi mili, „Deus Ex” znów wraca na salony i usta całej branży.

Historia „Deus Ex: Bunt Ludzkości” rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, gdzie społeczeństwo stanęło na rozdrożu, w związku z głębokim postępem technologicznym. Rok 2027 okazuje się przełomowy w badaniach nad ewolucją człowieka i wytwarzaniu cybernetycznych ulepszeń, pozwalających na pokonanie własnych słabości oraz zerwanie okowów nałożonych przez biologię. Augmentacja początkowo miała pomóc ciężko chorym ludziom powrócić do społeczeństwa, zagwarantować im równość i możliwości, które, zdawało się, bezpowrotnie utracili. Niestety, do głosu błyskawicznie doszły bezduszne korporacje, posiadające na tyle środków finansowych i wypływów politycznych, iż mogły kontrolować każdego, o ile przyniesie to realne zyski. Demokracja, wolna wola czy równość, są dla nich tylko frazesami będącymi narzędziem do celów propagandowych. Wszczepy, implanty oraz nowoczesne protezy, stopniowo stawały się dostępne dla wszystkich i zaczęły wypaczać pierwotną ideę (wykorzystywanie augmentacji do celów militarnych, nowoczesny wyścig szczurów, krystalizowanie się nowych form dyskryminacji). Bezduszni przedsiębiorcy, starający się zrobić ze swojego gatunku bezwolne owce, zależne od ich woli? Może wizjonerzy, którzy doprowadzili do kolejnej ewolucji organizmu ludzkiego?

deus ex

Na takie pytania będzie musiał odpowiedzieć Adam Jensen, w którego się wcielamy. Nasz bohater to wielokrotnie odznaczany policjant, który jednak z powodu niewyparzonego języka i wpadki podczas akcji antyterrorystycznej w Milwaukee, został odsunięty od służby. Nieoczekiwanie pomocną dłoń wyciąga David Sarif, wizjoner i szef korporacji kontrolującej rynek augmentacji na terenie całej Ameryki, mianując go swoim szefem ochrony. Jego organizacja jest bliska odkrycia, które śmiało można porównywać do wynalezienia koła czy stworzenia żarówki.

Niestety, zawistni konkurenci i wywrotowcy nie śpią – z powodu tragicznych okoliczności, wyniki badań zostają zniszczone, a sam Adam cudem unika śmierci. Jego ciało zostaje naszpikowane nowoczesną technologią i eksperymentalnymi wszczepami, które prócz tego, że pozwalają mu na błyskawiczny powrót do zdrowia, to na dodatek otwierają przed nim nową paletę nadludzkich umiejętności. Kto jest odpowiedzialny za zamach? Trop, który początkowo wydawał się zwykłym atakiem terrorystycznym, stopniowo prowadzi naszego protagonistę w bagno brudnej polityki, nieczystych wojen korporacyjnych, spisków na najwyższych szczeblach władzy oraz zorganizowanej przestępczości. Natomiast gdzieś w tle wyczuwalna jest nutka skomplikowanych dylematów bioetycznych i powolnego zatracania człowieczeństwa na rzecz szalonej pogoni za postępem technologicznym. Pokusie nadużycia ciężko się oprzeć i tylko ktoś z solidnym kompasem moralnym potrafi przeciwstawić się podszeptom pychy. Tylko czy Adam Jensen jest takim człowiekiem?

deus ex

Fabuła to jeden z największych atutów „Buntu Ludzkości”. Intryga jest mroczna, pasjonująca i zawiera mnóstwo zaskakujących zwrotów akcji, które potrafią zrzucić gracza z jego obrotowego stołeczka. Niby historia jest dość liniowa (niestety, to nie „Wiedźmin 2” z jego fabularnymi konsekwencjami oraz koniecznością wybierania stron konfliktu), a obeznani z literaturą czy kinematografią cyberpunkową w mig wychwycą kilka charakterystycznych schematów, ale całość trzyma się kupy i już od pierwszych minut nie pozwala oderwać się od monitora. Prawda, od czasu do czasu zostaniemy postawieni przed pewnymi wyborami (typu zabij – pozostaw przy życiu), ale raczej grają one tutaj rolę smaczków (przewijanie się pewnych faktów w dialogach czy artykułach), które nie mają jednak większego wpływu na rdzeń opowieści. Przed prawdziwym dylematem zostaniemy postawieni tylko w czasie „la grande finale”, gdy jesteśmy zmuszeni do wybrania jednego z czterech zakończeń. Pasjonaci starego „Deus Ex” powinni być ukontentowani, reszta ma prawo kręcić nosem. Odkrycie źródła spisku i odnalezienie odpowiedzi na wszystkie pytania zajmie nam od 30 do 50 godzin, co jest wynikiem budzącym uznanie.

deus exdeus ex

Prócz głównego wątku fabularnego, Eidos Montreal przygotował kilka zadań pobocznych, których wedle naszego widzimisię możemy się podjąć bądź podziękować za tę ofertę. Misji jest bodajże dziesięć (nie liczę tych mniejszych, które wymagają od nas tylko pojawienia się w stosownym miejscu), co nie jest zbyt porażającą liczbą, lecz trzeba otwarcie przyznać, że twórcy w tym aspekcie postawili nie na ilość, lecz na jakość. Jensen jest w końcu profesjonalistą, a nie tanim kurierem cybernetycznej mąki czy mięśniakiem obijającym pyski czterech anonimowych zbirów. Każdy dodatkowy wątek jest równie fascynujący, co główna intryga, w wyniku czego serwuje nam różnorodne wyzwania, daje olbrzymie pokłady satysfakcji, a także pozwala jeszcze mocniej zanurzyć się w tę niepokojącą wizję niedalekiej przyszłości. W tym miejscu należy wspomnieć również o ogromnej ilości e-maili, e-booków, palmtopów czy elektronicznych gazet, na które natrafimy podczas rozgrywki – istna skarbnica wiedzy o paskudnej rzeczywistości 2027 roku, gdzie obok zakłamania, pychy i zazdrości, przeplatają się zwykłe rozterki oraz zwyczaje prostych ludzi. Prawdziwe źródło ambrozji dla graczy, którzy pragną zasmakować wszystkich soków wirtualnego świata i wycisnąć z nich ostatnie krople. Innymi słowy, to skondensowana masa frapujących informacji oraz odwołań do współczesnej popkultury.

deus ex

O ile fabuła nie pozostawia nam zbyt wielkiego pola do popisu w kwestii wolności, to projekty lokacji, a co za tym idzie sposób osiągnięcia ustalonego celu, są zupełnie inną parą kaloszy. Powiem wprost – mamy tutaj do czynienia z prawdziwym majstersztykiem i niedoścignionym geniuszem. Eidos Montreal przed premierą kładł mocny nacisk na promocję tego elementu i trzeba przyznać, że nie rzucał słów na wiatr. Możliwości eksploracji są tak ogromne, że gwarantuję, iż przechodząc grę kolejny raz nie podążycie już dawnymi ścieżkami. Każdą przeszkodę można pokonać na kilka sposobów, w zależności od stylu gry jaki preferujecie i ulepszeń, na które postawiliście. Lubicie się skradać i grać na nosie czujnych strażników, ale nie chcecie sobie brudzić rąk? Proszę bardzo, przekradajcie się przez szyby wentylacyjne, używajcie skomplikowanego systemu maskowania i wykorzystujcie środki usypiające. Preferujecie styl armii radzieckiej „hurrrra… i do przodu!”? Nie ma najmniejszego problemu, łapcie za karabin, utwardzajcie swoją skórę i wykorzystujcie eksperymentalne narzędzie zagłady typu „Tajfun”. Lubujecie się w hakowaniu? Wolna droga, łamcie skomplikowane zabezpieczenia i wkradajcie się do pomieszczeń, które pozwolą ominąć dziarskich przeciwników. Należy zaznaczyć, że to tylko wierzchołek góry lodowej.

deus ex

Za każdy udany ruch otrzymujemy punkty Praxis, które możemy wymieniać na poszczególne ulepszenia (usprawniające retorykę, hakowanie, skradanie czy odporność na obrażenia). Trzeba wybierać mądrze, gdyż aktywacja danej technologii otwiera nam wiele nowych możliwości na różnych etapach przygody. Co miłe, twórcy zręcznie uniknęli problemu potęgi naszego bohatera w późniejszych fazach rozgrywki, gdy jest on już naszpikowany augmentami. Użycie pewnych unikalnych zdolności (wspomnianego wcześniej systemu maskowania czy możliwość przebicia kruchych ścian) błyskawicznie zżera nasze akumulatory, a regeneracji podlega tylko jeden z nich (z kolei specjalnych specyfików przywracających pełnię naszej energii jest jak na lekarstwo), co wymusza na nas pewną oszczędność i inteligentne wykorzystywania naszych atutów. Natomiast wszczepy zwiększające umiejętności informatyczne czy oratorskie nie zwalniają nas z ciężaru podejmowania decyzji, tylko delikatnie je upraszczają za pomocą drobnych ułatwień czy porad.

deus ex

Przykładowo: niejednokrotnie zostaniemy postawieni przed specyficznymi pojedynkami krasomówczymi, których wygranie otworzy nam furtkę do ciekawych bonusów i ułatwi nam drogę do osiągnięcia danego celu (notabene – to kolejna z wielu możliwości). W przeciwieństwie do takiego „Mass Effect 2”, wykupienie implantu nie spowoduje magicznego pojawienia się dodatkowej opcji, która załatwi za nas całą sprawę i odpowiednio zmanipuluje oponenta. Zamiast tego otrzymasz jego specjalistyczny portret psychologiczny, który zdecydowanie ułatwi konwersację, ale nie zwolni z zachowania czujności i koncentracji. To my musimy uważnie obserwować emocje rozmówcy i rozważnie analizować jego słowa, aby obrać odpowiednią technikę. Twórcy wyszli z założenia, że nie zamierzają prowadzić graczy za rączkę i za to im chwała. Swoją drogą, wspomniane „bitwy na słowa” to czysta poezja pod względem realizacji, począwszy od napięcia, a skończywszy na tych drobnych smaczkach, gdy widzisz jak pod naporem argumentów Jensena złotousty polityk wpada w panikę i musi przyznać się przed opinią publiczną do różnorakich grzeszków. Szczerze pisząc, dawno nie czułem takiej satysfakcji z rozwiniętej umiejętności perswazji.

deus ex

W kwestii mechaniki rozgrywki „Bunt Ludzkości” to typowa komputerowa gra fabularna, nakierowana na akcję i skradanie. Dla niektórych szokujący może być widok z pierwszej osoby (choć gdy chowamy się za osłoną kamera przechodzi w gustowne TPP). Jednak zapewniam, że po pierwszej godzinie grymas konfuzji zastąpi zrozumienie, ponieważ tego typu rozwiązanie pozwala na lepszą kontrolę nad poczynaniami Jensena, a także większą koncentrację na otaczającym nas świecie, co w tego typu produkcji, gdzie jeden nierozważny ruch potrafi mocno skomplikować sytuację, jest na wagę złota. Kilku malkontentów może również kręcić nosem na niepopularny system stopniowej regeneracji zdrowia podczas wymiany ognia, ale po prawdzie w najnowszym „Deus Ex” praktycznie nie czuć tego ułatwienia. Trochę jak w życiu, z jednym czy dwoma przeciwnikami jakoś sobie poradzisz w otwartym boju, ale gdy rzuci się na Ciebie pięciu doborowych komandosów, wspomaganych różnorakimi ulepszeniami, to równie dobrze możesz wczytać grę, bo inaczej odegrasz wdzięczną rolę kaczki na polowaniu.

Trudno się temu dziwić, skoro nasi przeciwnicy to nie jacyś anonimowi imbecyle, którzy zachowują się, jakby byli na wiecznym kacu, ale doborowi żołnierze, którzy z niejednego pieca chleb jedli. Goście nie przebierają w środkach, a zmysły ich również nie zawodzą. Jeden głupi krok, niedokładne schowanie ciała czy niepokojący szmer, a już zaczną się domyślać, że coś tutaj nie gra. Kiedy stają się ostrożni, to potrafią być prawdziwym utrapieniem – zajrzą w każdy kąt, pod wszystkie biurka, a także do każdej psiej budy w okolicy kilometra, aby upewnić się, czy to na pewno był tylko wymysł ich wyobraźni. Wrogowie potrafią również ze sobą nieźle współpracować i umiejętnie kryją plecy swoich kolegów, a gdy dochodzi do wymiany ognia starają się nas oflankować. Gdy tylko wyczują, że nie masz już amunicji, to rzucą się na Ciebie jak chart na biednego zająca. Oczywiście, kilka zastrzeżeń związanych ze Sztuczną Inteligencją można wysnuć (o czym wspominał nawet sam Jean-Francois Dugas), ale generalnie Eidos Montreal i w tym aspekcie odwalił kawał dobrej roboty.

deus ex

Niestety w tym pucharze wypełnionym po brzegi słodziutkim trunkiem, przywodzącym na myśl uśmiech najdroższego przyjaciela, można wyczuć pewien element goryczy, który nie pozwala w pełni cieszyć się jego smakiem. Mianowicie rozchodzi się tutaj o dziwny wymysł twórców do bezsensownej walki z bossami. Nie będę nawet pisał jak wielką frustrację wywołały u mnie te pojedynki, ile nerwów mnie one kosztowały – mogę jedynie napomknąć, że moi sąsiedzi mogli dopisać kilka świeżych zwrotów do swoich książeczek zawierających wyrażenia powszechnie uważane za obelżywe. Dlaczego mój pacyfistyczny i wygadany Jensen musiał uczestniczyć w tej orgii przemocy oraz rozgrzanego ołowiu? Nie mam zielonego pojęcia. Jest to ewidentny ukłon w stronę graczy stawiających na bezpardonowe działania, co jest dziwne, gdyż przez lwią część rozgrywki bardziej premiowane są skryte, a nie bezpośrednie akcje. Jako gracz, który nie inwestował w pancerz czy celność, czułem tylko niesmak, tym bardziej, iż moje umiejętności oratorskie czy informatyczne były w tym wypadku nieprzydatne (wyjątkiem jest tylko finałowa walka, gdzie hakowanie może ułatwić wykończenie bydlaka) – wystarczyło tylko celne oko i solidna osłona. Nie zrozumcie mnie źle, grę nerwów z Jeleną Fedorową w serwerowni jednej z korporacji (trzeba przyznać, że i w wypadku projektowania tych aren walk twórców nie opuściła kreatywność), zapamiętam na długie lata i nie będą to tak do końca złe wspomnienia, ale… prawie dostałem apopleksji na tym etapie gry.

deus exdeus ex

Oprawa graficzna nie budziła jakichś specjalnych zachwytów podczas prezentacji czy zwiastunów i był to jeden z elementów, który rzucał trochę złego światła przed premierą „Buntu Ludzkości”. Szczęśliwie w praniu okazało się, że nie jest tak fatalnie i czy to postacie, z którymi konwersujemy, czy kunsztowne lokacje, jakie przyjdzie nam zwiedzić, potrafią pieścić nasze oczy. Nie jest to może poziom „Wiedźmina 2”, ale trzeba przyznać, że pod tym względem gra prezentuje się więcej nie przyzwoicie. Niestety, pozytywną opinię o tej kwestii potrafi zburzyć żenująca mimika oraz kiepskie animacje bohaterów (wyłączając oczywiście „finishery” Jensena, te są tak świetne, że można aż mlasnąć z zachwytu). Czasem ma się wrażenie, że przydałby im się implant wyluzowania, bo są tak sztywni jak fani Lady Gagi na koncercie Behemota. Należy również zaznaczyć, że choć całość jest dobrze zoptymalizowana (nie trzeba mieć komputerów podwędzonych z laboratoriów Sarif Industries, aby cieszyć się wszystkimi fajerwerkami graficznymi, wystarczy przyzwoity sprzęt), to od czasu do czasu zdarzają się pewne przycięcia związane z ewidentnym wyczytywaniem tekstur danego obszaru (co jest bolesne, kiedy próbujesz się przekraść się na drugi koniec pomieszczenia i każda sekunda jest cenna), a ładowanie stanu gry trwa stanowczo zbyt długo (poczujesz wagę tego minusa, gdy preferujesz metodę pacyfistyczną i chcesz przejść całą grę bez uaktywnienia alarmów). Te mankamenty przypominają trochę ból zęba – da się je przeżyć, ale są irytujące jak cholera.

deus ex

Natomiast oprawa muzyczna to prawdziwe dzieło sztuki, a Michael McCann dołącza do wąskiego grona artystów, których będę czcić i wielbić do końca swoich dni. Kawałków stworzonych z myślą o „Buncie Ludzkości” nie powstydziłby się sam mistrz Vangelis i sprawiają wrażenie, jakby Eidos Montreal tworzył lokacje oraz poszczególne sceny z myślą o tych utworach, a nie na odwrót. Ta muzyka działa na wszystkie zmysły. Przemierzając ciemne korytarze klubu „Gniazdo” wyczuwasz duszną atmosferę, czujne spojrzenia członków kartelu, dym papierosowy i smak taniej whiskey. Z kolei podczas potyczek muzyka umiejętnie zwiększa adrenalinę i uruchamia nasze uśpione instynkty przetrwania. Kiedy nie myślisz nad sposobem pokonania danego bossa, a zamykasz oczy i delektujesz się nad wyśmienitym kawałkiem wylewającym się z głośników, to wiesz, że kompozytor stworzył coś wiekopomnego.

Czas na ostateczną konkluzję i ciężko nie wywnioskować z tego mojego małego grafomaństwa, że „Deus Ex: Bunt Ludzkości” to w moim mniemaniu solidny kandydat na grę roku. Adam Jensen boleśnie obił twarz Geralta z Rivii, a z Hawke’a uczynił swojego podczaszego i traktuje go jako osobisty podnóżek. Jeżeli kochasz komputerowe gry fabularne z domieszką akcji, a klimaty znane z „Łowcy androidów” wciągasz niczym kreskę czystej kokainy, to zwyczajnie musisz zagrać w tę grę. Nieliczne grzeszki tego tytułu nie zmienią faktu, że mamy tu do czynienia z czymś naprawdę wyjątkowym i wartym każdego grosza.

Plusy Minusy
  • Wciągająca i trzymająca w napięciu fabuła
  • Sugestywny, klimatyczny świat
  • Zachwycająca oprawa muzyczna
  • Niezgorsza Sztuczna Inteligencja
  • Augmentacja i bioetyczne kwestie zmuszające do refleksji
  • Misje poboczne
  • Potyczki słowne i system hakowania
  • Eksploracja i otwartość w drodze do celu
  • Liniowa historia i dość znikome konsekwencje wyborów
  • Mimika i animacje postaci
  • Obowiązkowe potyczki z bossami
  • Długie czasy wczytywania stanów gry
Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 8,62 Średnia z 33 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Gość_Adams* · sobota, 3 września 2011, 20:55
0
Liniowa fabuła to lekka przesada, jest kilka wyborów, z których konsekwencji nie zdajesz sobie sprawy do momentu zorientowania się, że dało się zrobić inaczej (zabrzmiało nieco dziwnie, ale co tam). Co do potyczki z "Jeleną Fedorową" to nie wiem o co chodzi. Dla mnie trudniejszy był pewien mięśniak, a ta dlatego, że nie miałem wtedy żadnej broni poza pistoletem obezwładniającym.
Jezid · sobota, 3 września 2011, 21:32
0
Kupuję. I tak miałem zamiar, ale to:
...jak hart na biednego zająca.
jednak bym zmienił. Może być, że ten chart zahartowany, ale na forum tak poprawnym ortograficznie jednak razi. Wybacz.
Frey · sobota, 3 września 2011, 22:23
0
Gra mnie intryguje i zastanawiam się czy w nią nie zagrać. Ale po tej recenzji czuje, że raczej warto pograć bo skoro fabuła stoi na dobrym poziomi to warto poświęcić te 50h.
Tokar · sobota, 3 września 2011, 22:34
0
Dzięki wielkie Jerzy, poprawiłem Była pewna presja czasowa, stąd nie wychwyciłem tego żenującego błędu, którego nigdy nie powinienem popełnić Mea culpa, przepraszam

Cytat

Liniowa fabuła to lekka przesada, jest kilka wyborów, z których konsekwencji nie zdajesz sobie sprawy do momentu zorientowania się, że dało się zrobić inaczej (zabrzmiało nieco dziwnie, ale co tam).


No tak, ale te konsekwencje są często niezbyt bolesne (wspomniane artykuły w gazetach, odzywki NPC czy delikatnie trudniejsze/łatwiejsze przejście danego fragmentu) i nie zamkną Ci definitywnie żadnych drzwi (np. jakiejś wielowątkowej misji pobocznej). Jasne, miły detal (o czym wspomniałem), ale nie ta skala co u konkurencji. Przy takiej ilości frakcji i ogromu dylematów bioetycznych liczyłem na prawdziwą ucztę, a dostałem tylko hamburgera z McDonalda.

Cytat

Co do potyczki z "Jeleną Fedorową" to nie wiem o co chodzi. Dla mnie trudniejszy był pewien mięśniak, a ta dlatego, że nie miałem wtedy żadnej broni poza pistoletem obezwładniającym.


Ha, ja też, ale facet był wolny jak ślimak - strasznie statyczna ona jest. Można było się jakoś kryć przed jego seriami z karabinu, a po polu bitwy są porozrzucane różnorakie narzędzia mordu, więc nie było tak źle Co do Jeleny Fedorowej, to chodziło o sam klimat tej potyczki - błyskawiczna i brutalna wymiana ognia, zagrożenie czające się na każdym kroku, bitwa na kamuflaż oraz specyficzna zabawa w kotka i myszkę (raz ucieka ona, raz uciekam ja), gorączkowe poszukiwanie śladów na wodzie czy genialna muzyka. To było naprawdę epickie starcie, choć wyjątkowo trudne i frustrujące z racji tego, że trzeba było szybko podejmować decyzje, a jeden zły krok oznaczał śmierć.
krzyslewy · niedziela, 4 września 2011, 09:00
0
Mnie się wydaje mi się, że animacje postaci są podobne do tych w W2.
Gra jest świetna, jestem w trakcie przechodzenia i jak na razie jedyny minus to miasta. Ludzie tylko jarają, palą, ewentualnie czasem spotkamy ochroniarzy czy normalnych ludzi, ale zdecydowanie za rzadko i tylko w niektórych miejscach (nie spotkałem żadnego na ulicy). Samochody wszystkie takie same, tylko kolor inny i cały czas stoją w miejscu, szkoda, że główny bohater nie może sobie takim pojazdem pojeździć. Krótko mówiąc miasto jest drętwe i mało żywe. Ale tak czy siak gra jest świetna i w moim odczuciu jest lepsza od DA2 i W2.
Medivh · wtorek, 6 września 2011, 17:48
0
Bardzo fajna recka. Nabrałem ochoty na zagranie w nowego Deus Exa, ale z moimi możliwościami sprzętowymi, mogę tylko pomarzyć
Lavo · poniedziałek, 12 września 2011, 15:02
0
No cóż, muszę się zgodzić co do walk z bossami. W "jedynce" można było ich tchórzliwie wyminąć, zrobić taktyczny odwrót podczas walki, lub czasem... zagadać na śmierć A teraz krótko o bossach. Postaram się uniknąć mocnych spoilerów.

SPOILER
Najwięcej przekleństw rzucałem podczas walki z pierwszym bossem. Był wręcz beznadziejny! Tysiąc strzałów w łeb, a ten dalej lata niczym typowy boss z gier na Pegasusa: strzela na ślepo i co jakiś czas rzuca pęczek granatów -.- Walka z Fedorovą (czy jak jej tam było) moim zdaniem była świetna. Potyczka we mgle, niewidzialność i moja tajna broń: ulepszenie wzroku (aka widzenie przez ściany), dzięki któremu mogłem ją czasem zobaczyć Trzeci boss z plasma gunem był beznadziejny. potrafił czasem ubić jednym strzałem. A poza tym był bardzo łatwy... kiedy używałem ulepszonego magnuma z wybuchową amunicją xD Ostatni boss był wręcz tragicznie prosty. Stanąłem pod działkami, które mnie za cholerę nie mogły zobaczyć, hakowałem terminal i koniec Tylko na początku nie wiedziałem co trzeba zrobić i latałem jak głupi dookoła naciskając bez sensu guziki Podsumowując: większość walk z bossami jest raczej kiepska... Mogli sobie jednak je darować.


Poza tym nie podoba mi się tak uproszczony rozwój postaci. Dla porównania: W jedynce postać rozwijała się dwutorowo. Pierwszym takim "terem" był rozwój poprzez zdobywanie expa. Dzięki punktom doświadczenia można było wykupywać lepszą znajomość hakowania, pływania, pierwszej pomocy, czy wreszcie strzelania z pistoletów/karabinów itp. Co ciekawe, ulepszenie zdolności kosztowały daną ilość PD (nie zdobywało się żadnych 'leveli'), a o PD było naprawdę ciężko, więc należało być baaardzo rozważnym w wyborze umiejętności. Drugim "torem" rozwoju postaci były wszczepy. I tu też było bardzo interesująco. Kanistry ze wszczepami znajdowaliśmy w różnych miejscach podczas naszej rozgrywki. Owy kanister zawierał DWA wszczepy, z czego do wyboru mieliśmy tylko JEDEN, który już zostawał na stałe (traciliśmy możliwość używania drugiej umiejętności). Było to o tyle fajne, że grając w grę któryś raz z kolei, mogliśmy zupełnie inaczej rozbudować nasze umiejętności. Hakera ze wszczepem cichego biegania mogliśmy ustawić sobie zabijakę z możliwością skakania na 5 metrów w górę. Opcji było co niemiara. W Buncie Ludzkości niestety PD dają jedynie punkty Praxis, które przekładają się po prostu na wszczepy. Nie ma aż tak rozbudowanego rozwoju postaci. Nie stajemy przed trudnym wyborem czy wolimy lepiej otwierać zwykłe czy elektroniczne zamki. Albo wybierając jeden rodzaj wszczepu nie tracimy dostępu do pozostałych. Nie odczuwamy też braku odpowiednich narzędzi (nie ma lockpicków, multitooli)... Już w połowie gry miałem wszystkie wszczepy które chciałem. Pod koniec rozgrywki miałem jakieś 90% wszystkich możliwych wszczepów... Także rozwój postaci jest tu sporym minusem...

W związku z naszymi małymi przenosinami, kilka opcji forumowych nie działa. Dlatego też podmieniłem Twój spoiler na taką czystą prowizorkę, jeżeli się nie gniewasz. Przepraszamy za niedogodności - Tokar.
krzyslewy · poniedziałek, 31 października 2011, 11:05
0
Po dłuższym graniu stwierdzam, że jednak DA2 i W2 jest lepsze. Zbyt mało urozmaicenia jest jak dla mnie, a to musi być w każdej długiej grze. Ocena - 7/10

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...