riese
Guild Wars 2

Mike O'Brien na blogu o Guild Wars 2

Autor: Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek · Opublikowano: środa, 28 kwietnia 2010

Na firmowym blogu pojawił się wpis Mike'a O'Briena odnośnie przyszłego kształtu Guild Wars 2, w tym także graficznego wyglądu samej gry.

guild wars 2

Wpis zbiegł się z pięcioleciem GW, obchodzonym, o czym przypominamy, do jutra. Ekipa tworząca grę nie spoczęła na laurach po sprzedaniu 6 milionów pudełek i w pocie czoła pracuje nad kontynuacją, która ma być, jak czytamy na blogu, tytułem, w który zagra każdy, kto ma dość tradycyjnych gier MMORPG.

Twórcy starają się, aby historia przewodnia nie była jedynie dodatkiem, lecz czymś naprawdę wyjątkowym dla każdej postaci, czyli czymś, za co kocha się gry RPG. Mike pisze zatem, iż nasze wybory będą miały wcale nie marginalny wpływ na opowiadaną historię, którą cechować ma duża liczba zwrotów akcji. Docierając do miasta terroryzowanego przez bandytów dane nam być po prostu chwycić za broń i pomóc mieszkańcom – bez zbędnego czekania czy oglądania się na innych.

guild wars 2

Wszystko to jednak ma nie wymuszać na graczu tworzenia drużyny, gdyż GW2 ma być tytułem "solo-friendly". Mimo wszystko zajęcie wspomnianej wioski przez bandytów sprawi, iż każdy w okolicy może zdobyć motywację do jej oczyszczenia zaś każdy, kto faktycznie brał udział w walce, zostanie wynagrodzony punktami doświadczenia oraz złotem.

Przewidziano także zmiany w systemie walki. Dotychczas GW opierało się na setkach umiejętności, dzięki którym w teorii można było tworzyć przeróżne strategie dla każdej z klas. Teraz ma ich być znaczniej mniej a ich efekt wyraźnie widoczny. Mike przytacza tu przykład elementalisty, który wpierw rzuca ścianę ognia wiążącą część wrogów, podczas gdy reszta pada ofiarą zamrożenia. Ci rozpadają się na kawałki, podczas gdy reszta "szczęśliwców" ginie w płomieniach.

Cały wpis, w języku angielskim, znajduje się pod tym adresem.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...