szczury_wroclawia_szpital

Science Fiction Fantasy i Horror nr 75

sffih 75, okładka, science fiction fantasy i horror 75, sffih, science fiction fantasy i horror

Tegoroczny pierwszy numer SFFiH naprawdę skutecznie przyciąga wzrok swoją jaskrawopomarańczową stroną tytułową, która wyjątkowo nie reklamuje żadnych gier, a książkę Rafała Ziemkiewicza pt. "Śpiąca królewna, Pieprzony los kataryniarza". W tym miesiącu dostajemy solidną porcję literatury, która stoi na bardzo wysokim poziomie, oraz cztery, dość przeciętne, felietony.

sffih 75, okładka, science fiction fantasy i horror 75, sffih, science fiction fantasy i horror, cookie monster, ciasteczkowy potwór, dawaj okruszka, agnieszka woś
Dawaj okruszka!

Opowiadań jest aż siedem – jest to jednak dość złudna liczba, gdyż dwa z nich są bardzo krótkie. "Dawaj okruszka" Agnieszki Woś to nieco dłuższa od typowego szorta zabawna historyjka pokazująca dość odmienne spojrzenie na anioły. Czyta się je całkiem dobrze, jednak nie ma tu nic specjalnie odkrywczego czy zachwycającego.

Tekst Hanny Fronczak pt. "Deszczowe lato" jest zdecydowanie moim faworytem w tym numerze. Opowiada on o Stukaczu, pozornie niepełnosprawnym umysłowo chłopcu, który ma diametralnie inne spojrzenie na świat niż reszta ludzi. Potrafi dostrzec choroby trawiące otaczające go stworzenia, w tym ludzi, i "wystukać" je z nich (wyjaśnienie, czym jest owo "stukanie", pozostawiam wam do znalezienia w tekście – mnie zaskoczyło). Cała ta historia kończy się smutnym i przygnębiającym akcentem, który dodatkowo skłania do refleksji – czy aby na pewno rozumiemy osoby upośledzone? Być może to my jesteśmy zaślepieni, a oni widzą świat takim, jaki jest naprawdę?

Nad prawdziwością otaczającej nas rzeczywistości zastanawia się również Patryk Młynek w swoim opowiadaniu zatytułowanym "Ucieczka z króliczej nory". Jego akcja rozgrywa się w naszych realiach, to jest w Polsce, i w czasach obecnych. Główny bohater również jest nam bliski – to przeciętny młody człowiek, który próbuje połączyć pracę z życiem towarzyskim. Właśnie dzięki tym szczegółom, pozwalającym nam utożsamić się z bohaterami, tekst ten staje się tak wstrząsający. Cały wątek kręci się wokół tajemniczych pigułek, które pozwalają "zdjąć" ściany, okna, podłogę, sufit, a nawet ubrania niczym zwykłe dekoracje. Dekoracje zasłaniające rzeczywistość, będącą jednocześnie więzieniem, gdyż pod warstwą tych ozdób kryją się same ściany, bez żadnych drzwi. Opowiadanie to jest bardzo enigmatyczne, sprawia wrażenie niedokończonego, gdyż akcja urywa się w pewnym momencie, a my zostajemy bez dalszych informacji na temat losów głównego bohatera. Sądzę jednak, że autor specjalnie stworzył takie, a nie inne zakończenie – przekazał nam zaczątek myśli, zarzucił rzeczywistości nierealność, obłudę i sprawił, że ta myśl w nas kiełkuje skłaniając do zadumy i rozmyślań.

Następny w kolejce jest "Jej obraz" napisany przez duet Kasi Szewczyk i Jacka Skowrońskiego. To kolejny dobry tekst, czerpiący z konwencji grozy, a także nieco z kryminału. Jak sama nazwa wskazuje, opowiada o obrazie, który jest główną osią fabuły. Akcja jest tak wciągająca, że chwilami wręcz nie da się oderwać od lektury. Niewiele jednak da się powiedzieć o tym opowiadaniu, gdyż nie skupia się ono na niczym konkretnym – czyta się przyjemnie, zakończenie jest niezłe, choć da się je przewidzieć już kilka stron wcześniej. Mimo iż to tekst całkiem przyzwoity, to nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle pozostałych w tym numerze.

sffih 75, okładka, science fiction fantasy i horror 75, sffih, science fiction fantasy i horror, mojra, przebudzenie bezimiennej mojry
Mojry

"Przebudzenie Bezimiennej Mojry" Stanisława Truchana to opowiadanie, przez które najtrudniej było mi się przebić. Pełno w nim aluzji i różnych "smaczków", które jednak nie sprawiły na mnie pozytywnego wrażenia, a wręcz przeciwnie – czułem się przez nie przytłoczony. Historia, choć rozgrywa się współcześnie, to jednak w alternatywnej rzeczywistości, przypominającej czasy Chrystusa. I to właśnie na tym ostatnim skupia się cała opowieść, na którą patrzymy oczami bohatera o imieniu Jehuda, będącym odpowiednikiem biblijnego Judasza. Tekst nie jest błahy, nie streszcza również żywota Jezusa, a pokazuje go nam od nieco innej strony, jakby nieco ciekawszej. Mimo to, jego lektura bywa męcząca – głównie ze względu na zawiłość fabuły i mnogość obcych imion oraz nazwisk, a także z powodu początkowej dezorientacji towarzyszącej nam przez kilka pierwszych stron, gdy realia starożytności przedstawiane są na równi z rzeczywistością nam codzienną, gdzie Jehuda z telewizji dowiaduje się o wydarzeniach do złudzenia przypominające te z Biblii, a później autobusem dojeżdża do wyroczni w Delfach...

Kolejne opowiadanie to typowy kryminał osadzony w realiach fantastycznych. "Wieczny sen" Idy Żmiejewskiej przedstawia poczynania detektywa-wampira, który w pesymistycznym nastroju upija się gęstą krwią i narzeka na brak klientów. Nagle dostaje pilne i zawiłe zlecenie, podczas wykonywania którego wszystko rozwiązuje się niemal przypadkowo, a on zgarnia mocno niezasłużone laury za rozwiązanie zagadki. Coś wam to przypomina? Bez wątpienia autorka czerpała garściami z twórczości Chandlera, a cała ta historia jest wręcz obrzydliwie sztampowa i schematyczna, fantastykę wykorzystując jedynie jako detal i tło. Moim zdaniem to najsłabsze opowiadanie tego numeru, całkowicie rozrywkowe, a do tego do bólu odtwórcze.

Ostatni tekst, "Na początku był człowiek", traktuje o człowieku i jego pochodzeniu. Jagna Rolska wysnuwa tu koncepcję całkowicie odmienną od wszystkich. W jej opowiadaniu ludzie, gdzieś w odległym (a może i nie) kosmosie żyją jako pasożyty w ciele gigantycznej istoty. Ów żywiciel zostaje jednak pominięty w opisie – tak więc poza kilkoma elementami kluczowymi dla fabuły, nie wiemy o nim praktycznie nic. A szkoda – bo sama koncepcja takiej istoty jest bardzo nowatorska i ciekawa. Niewiele możemy również dowiedzieć się o samych ludziach-pasożytach, gdyż i w tym wypadku autorka skupia się raczej na akcji, która w finale doprowadza do ucieczki pary ludzi, mających kiedyś zapoczątkować gdzieś, na odległej planecie, gatunek homo sapiens.

sffih 75, okładka, science fiction fantasy i horror 75, sffih, science fiction fantasy i horror, mordercy, łukasz śmigiel, okładka
"Mordercy"

W publicystycznej części czasopisma znajdziemy standardowo cztery recenzje i tyle samo felietonów. Te pierwsze są, jak zwykle, bardzo krótkie i ogólnikowe, jednak swoją rolę spełniają – tak więc zostajemy zachęcani do sięgnięcia po "Miasteczko Nonstead" Marcina Mortki, "Morderców" Łukasza Śmigiela, antologię "Miecze i mroczna magia", a także po "Jedyne dziecko" Jacka Ketchuma. W każdym numerze SFFiH odnoszę jednak wrażenie, że te recenzje są pisane jakby od niechcenia; ich autorzy, zamiast analizować, jedynie opiniują daną pozycję.

Felietony wywołały u mnie diametralnie różne odczucia. I tak – Andrzej Pilipiuk w "Paru słowach o wojnie" po raz wtóry wałkuje temat konfliktów zbrojnych, wplatając to w mini-wykład historyczny suto zakrapiając go charakterystycznym dla siebie szowinizmem. Choć mnie się nie podoba, nie znaczy to, że tekst jest definitywnie zły – Pilipiuk ma to do siebie, że albo się go uwielbia, albo nie cierpi. "Względnie smaczny kanibal" Tomasza Kołodziejczaka to spekulacje na temat względności przyłożonej do różnych kultur i społeczeństw oraz próba spojrzenia na ludzi prawdziwie obcym (nieantropocentrycznym) okiem. Wszystko to odniesione jednocześnie do fantastyki i naszej rzeczywistości, która coraz bardziej przypomina dawne wizje fantastyczne. Jeden z lepszych felietonów, jakie ostatnio czytałem. Dariusz Domagalski i jego "Era Wodnika" to streszczenie i podsumowanie pomysłów na "nowy wspaniały świat", jaki teoretycznie może nastać po roku 2012. Nie ma tu nic odkrywczego, jednak gdyby ktoś przespał ostatnie kilka lat – miałby jak znalazł, by zaznajomić się z tematem teoretycznie nadchodzącej apokalipsy. Jarosław Grzędowicz, podobnie jak Pilipiuk, w swoim felietonie pt. "Jak pisać do pary", znów narzeka. Ostatnio ktoś uświadomił mnie, że "tytuł rubryki ("Jeremiady na początek wieku") do czegoś zobowiązuje". W związku z tym przestaję krytykować Jeremiasza polskiej fantastyki i powiem tylko kilka słów o jego najnowszym felietonie. Nawiązuje w nim do modnego ostatnio steampunku, pastwiąc się nad nazewnictwem i pokrótce opisując, co mu się w tym nurcie podoba, a co nie.

Podsumowując, styczniowy SFFiH zawiera jedne z lepszych opowiadań, jakie zdarzyło mi się czytać ostatnimi czasy, oraz jeden wybitny felieton. Czy warto poświęcić kilka złotych by je przeczytać? Moim zdaniem – jak najbardziej tak.

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...