The Walking Dead. Tom 1 i 2

Tamer "Tamc." Bsoul wtorek, 2 grudnia 2014
the walking dead

To miał być jeden ze zwykłych deszczowych wieczorów w Zabrzu. 23-letni student kierunku lekarskiego wszedł do budynku, w którym miał się odbyć obowiązkowy wykład, zdjął kaptur i wmieszał się w ludzką masę zmierzającą w tym samym kierunku. Gdy wkroczył do sali, obrzucił ją badawczym spojrzeniem od lewej do prawej, zastanawiając się, które miejsce będzie najlepsze do zrobienia "tego". Szybko upatrzył sobie krzesło pod samą ścianą, z tyłu, po lewej stronie. Kiedy otaczający go ludzie pozajmowali swoje miejsca, a wiszący na ścianie zegar wskazał godzinę 17:00, skupiający spojrzenia ludzi asystent przyciemnił oświetlenie, rozsiewając delikatny półmrok po całej sali i zaczął prowadzić swój wykład. Młody mężczyzna tylko na to czekał – starając się nie zwrócić na siebie uwagi, sięgnął do torby i wyjął telefon komórkowy... Nie dajcie się zwieść, to nie wprowadzenie do fabuły "The Walking Dead. Tom 1 i 2", a jedynie opis mojego "pierwszego razu" z recenzowanym słuchowiskiem.

"The Walking Dead. Tom 1 i 2" stanowi pierwszą na świecie dźwiękową adaptację kultowego komiksu autorstwa Roberta Kirkmana. 31 października 2010 roku w telewizji ukazał się stworzony na jego podstawie i wyjątkowo dobrze oceniany serial – obecnie trwa jego piąty sezon. Przyznam się szczerze, że nie miałem styczności z komiksami i nie widziałem ani jednego odcinka wspomnianego serialu. Czy jednak nie jest fajnie odkrywać nieznane i poszerzać swe horyzonty? Prezentowane słuchowisko opowiada historię Ricka Grimesa (Jacek Rozenek), rzetelnego policjanta z niewielkiego miasteczka leżącego w okolicach amerykańskiej Atlanty. W trakcie jednej ze służbowych akcji mężczyzna zostaje postrzelony i trafia do szpitala, zapadając w śpiączkę. Gdy się budzi, nie zdaje sobie sprawy, iż dotąd znany mu świat stał się melodią przeszłości. Szybko przekonuje się, że obecnie nigdzie nie ma śladu ludzi i wszędzie panoszą się gromady krwiożerczych zombie. Naszykowana przez los niespodzianka nie uśmierciła jednakże jego poczucia obowiązku i, mimo nieciekawego położenia, Rick zamierza odnaleźć swą żonę, Lori (Anna Dereszowska) i ukochanego syna, Carla (Aleksander Brunov). By tego dokonać, musi zmierzyć się ze stającymi na drodze żywymi trupami, które widzą w nim dwunożną, smaczną przekąskę. Jak sobie poradzi?

the walking dead

Słuchowisko składa się z 12 zeszytów, które w sumie trwają niespełna 3 godziny. Każdy z nich przedstawia krótką historię: jej wstęp, główny wątek i frapujące zakończenie. Dzięki niemu od razu ma się nieodpartą ochotę włączyć kolejną część, by prędko dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. Sama fabuła jest ciekawa i potrafi zainteresować słuchacza. Szybko zostaje nakreślony główny trzon wydarzeń, do którego czasem dokładane są wątki poboczne, ubarwiające opowieść. Rozgrywające się wydarzenia na ogół potrafią zaskakiwać, stanowią niemałe niespodzianki i zachęcają do dalszego słuchania, choć zdarzają się i takie, jakie z łatwością można przewidzieć. Jednak w tym momencie poddaję ocenie pracę Roberta Kirkmana, gdyż to przecież w jego umyśle zrodziła się cała powieść, a przecież nie o to do końca tu chodzi.

Skupmy się na tym, na czym powinniśmy: pracy studia Sound Tropez, walorach muzycznych i aktorach wcielających się w poszczególne postacie. Jak to zwykle bywa, gdy przychodzi komuś oceniać kilkanaście osób, zawsze znajdą się wśród nich ci najlepsi, przeciętni i zostający w tyle. Krzysztof Banaszyk zdecydowanie sprawdził się w roli narratora. Toczące się zdarzenia przedstawia w odpowiedni sposób, właściwie pracuje głosem i ze spokojem oraz pewnością siebie prowadzi całość do przodu. Jacek Rozenek, wcielający się w głównego bohatera, spisał się równie dobrze. Tak jak Rick przewodził grupie, tak w głosie aktora słychać tę władczość i dominację. Spodobali mi się też Stanisław Elsner Załuski (Hershel Greene), Robert Czebotar (Tyreese) czy Marcin Przybylski (Glenn). Z pań najbardziej zaimponowała mi Sylwia Nowiczewska (Andrea).

Jeżeli chodzi o ogólnie pojętą muzykę, rozbrzmiewającą w trakcie słuchowiska, należy ją ocenić jak najbardziej pozytywnie. Pojawiające się od czasu do czasu melodie nie tylko nadają odpowiedniego uroku, ale jednocześnie dają słuchaczowi wolną chwilę na ułożenie sobie w głowie opowiedzianych kwestii. Fragmenty piosenek umieszczone czy to na początku, czy na końcu poszczególnych zeszytów odpowiednio wprowadzają do nich, budując coraz większe napięcie i kończą je właściwym klimatem. Specjalne efekty: syczenie zombie, wystrzały z broni lub dźwięki silnika brzmią nad wyraz realnie i ułatwiają wyobrażenie sobie danych zdarzeń. Całość cichnie, gdy potrzeba, a w kluczowych momentach decybele rosną adekwatnie do rozpędzającej się akcji i powodują spory wyrzut adrenaliny do krwi.

the walking dead

Zbliżając się do zakończenia, pragnę podkreślić, że całość zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Przedstawiona historia skutecznie wciąga, a pod względem muzycznym słuchowisko stoi na dobrym poziomie. Z pewnością każdy ze słuchaczy znajdzie wśród występujących aktorów tych, którzy najbardziej podpadną mu swą barwą i pracą głosu. Co najlepsze, opowieść zakończyła się ciekawie i spowodowała, że nie mogę doczekać się chwili, w której sięgnę po jej następną część – tom 3 i 4, by poznać kolejne wydarzenia. Drodzy czytelnicy, od dziś żaden wykład nie będzie wam straszny.

Dziękujemy wydawnictwu Sound Tropez Studios za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 9,25 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...