riese
Tłusty Czwartek

Jabłecznik i makowiec. Sernik i szarlotka. Wszystko pojmuje. Ale makiełki?

Tlusty czwartek

Nigdy nie byłam wielką fanką makiełek. Powiem Wam nawet dlaczego. Nie lubię makaronu, wolę ryż. Wszystkie tego typu węglowodany powinny trzymać się odpowiednich pór dnia, to jest znaczy się obiadu. Makaron z sosem, w formie spaghetti – cokolwiek. Ryż z sosem, ryż z curry – cokolwiek. Ale nigdy proszę państwa, nigdy, nie łączymy tego typu węglowodanów z rzeczą tradycyjnie dodawaną do ciasta, to jest makiem. Takich rzeczy się po prostu nie robi! Zresztą, kto w dzisiejszych czasach je makiełki? Je, je ktoś? U mnie w domu nigdy jakoś nie było chętnych – ale i tak się je szykowało. Po dwóch dniach robi się to kwaśne, pojawiają się małe pajęczynki, a potem zaczyna się wszystko ruszać. Nikt jednak nie zwracał na to uwagi, bo lepiej było zająć się bigosem.

Tłusty Czwartek

Odkryłam dzisiaj coś niesamowitego. Odkryłam dlaczego nigdy nie przepadałam za jabłkami. Powodem tego jest matematyka.

Każdy ma jakiś powód, dla którego nienawidzi matmy, nie? Niektórzy nie mogą jej zrozumieć, inni wyrywać zaczynają sobie włosy z nosa na widok całek, niektórym humanistom zaniża ona średnią, a inni kochają ją tak bardzo, że przez to nie mają żadnych przyjaciół... W każdym razie, ja nie lubię matmy za to, że obrzydziła mi jabłka. Widzicie, zawsze krył się we mnie niesamowity talent humanistyczny (co widać po tym, że po 18 latach życia i nieco mniej edukacji w zeszłym tygodniu po raz pierwszy opublikowałam czwartkowego newsa zanim ktoś rzucił na niego okiem). Oczywiście, jak to bywa, nic w życiu nie może być idealnym, więc i ja nie byłam, albowiem do matmy zawsze byłam kompletnym tukiem.

Tlusty czwartek
Tłusty Czwartek

Tłusty Czwartek #79 – Owsianka a muesli...

Dodał: , · Komentarzy: 0

Jem kokosowy jogurt, bo skończyła mi się owsianka. Nie no, tak właściwie to nigdy nie miałam owsianki w szafce. Muesli też nie. Za to mam miks owsianki z muesli. I jest to o wiele lepszym rozwiązaniem, przyznaję szczerze. No, bo taka owsianka to niby dobra dla mózgu jest, ale takie muesli to dobre dla języka, bo przecież suszone owoce to smaczne są, nie? A takie mleko dobre dla kości. No to, zamiast produkować wszystko osobno, mogliby zacząć właśnie robić więcej takich mieszanek, bo zazwyczaj to i tańsze dla klienta i bardziej ekonomiczne dla producenta. Oczywiście, taka mieszanka ma nie zawierać w sobie jakiegoś mleka w proszku, bo jak mleko to tylko prosto od krowy... Albo ewentualnie ze sklepu, jak się krowy nie ma, ale to takie płynne wtedy zawsze, a nie proszkowane. I nie gadajcie mi, że na rynku powinno być tysiąc możliwości, bo większość z nich to i tak chała, której nikt nie kupuje i ona tak stoi, stoi i podniesienia doczekać się nie może.

Tlusty czwartek
Tłusty Czwartek

Skarpetki i piżamy. Jedne z najbardziej oryginalnych prezentów świata. I to na każdą okazję. Nie rozumiem ludzi, którzy nie zatwierdzają egzystencji piżam, no pomyślcie tylko. Jakieś tradycje trzeba zachować, nie? A skoro ewolucja pozbawiła nas futra, to pomimo centralnego ogrzewania i innych pierdół, jakieś odzienie powinno się na sobie mieć. Naprawdę, niektóre rzeczy po prostu powinno się robić. A, że piżam 'modeli' i stylów dostępnych jest tysiące, zaczynając od pociętych kawałków byle jakiego materiału, a kończąc na krowich wzorach... To, to już inna sprawa.

To samo pytanie stawiam do ludzi, którzy nie korzystają z kapci w domu. Ja wiem, w skarpetach albo na boso wygodniej, ale jak ktoś te kapcie Wam kupił, to już je noście. Mamy naprawdę nie lubią widoku poprzecieranych skarpet wyciąganych z pralki, a po to jest elektroluks (potocznie zwany odkurzaczem poza Poznaniem ponoć), żeby wyczyścić takowy dywan, a nie Wasze skarpety. A już zwłaszcza nie białe. Błagam Was.

Tlusty czwartek
Tłusty Czwartek

No, więc tego. Ostatnim razem pisałam do Was... Ostatni raz w zeszłym roku. Czas – magiczna rzecz, co nie? Podobny do wiatru, bo ani jednego ani drugiego nie da się złapać, a obydwa wpływają na naszą skórę – albo ją wysuszają, albo marszczą.

Przyznam szczerze, że po raz pierwszy cieszę się, że prezentuję dziś publikowane artykuły, bo jeden z nich dotyczy Neverwinter Nights. Aktualnie trzaskam maniakalnie w Wiedźmina i coś mi się wydaję, że przejdę tę grę więcej niż jeden raz, co dotychczas zdarzyło się tylko w przypadku wspomnianego Neverwinter. Czułam się więc, jakbym zdradzała czczony tytuł z Wiedźminem... Tak po prawdzie mówiąc, gdyby przyszedł do mnie taki białowłosy paker z długim mieczem, to pewnie nie długo bym się wahała, żeby zdradzić z nim nieco pozbawione herosów Neverwinter. W każdym razie, po raz pierwszy chcę przejść grę jeszcze raz nie w ten sam dokładny sposób co za pierwszym razem (czyli nie tą samą postacią, chociaż tutaj nie mam za bardzo wyboru, ale chodzi o wybierane zdolności, z nie tą samą zbroją, mieczem i zaklęciami) – brawa więc dla twórców Wiedźmina. Wnieśliście nieco różnorodności do mojego życia.

Tlusty czwartek
Tłusty Czwartek

Tłusty Czwartek #76 – Ostatni raz

Dodał: , · Komentarzy: 2

Ostatni raz w tym roku wypisuję w imieniu redakcji pierdoły w czwartek. Normalnie wymyśliłabym jakąś niesamowicie nieprawdopodobną historię albo ponarzekała na (choć tak nie uważam) banalność świętowania nadchodzącego nowego roku, co równa się z nowymi zmierzeniami ze zmarszczkami, kolejnym wybiciem się Lady Gago-podobnego stwora czy nadchodzącego nowego wydania magazynu "Kobietki", w której Courun ukaże się w swoim prezencie gwiazdkowym (różowym stroju balerinki). Ale dzisiaj sobie odpuszczę i bynajmniej nie jest to spowodowane spożytym już przedwcześnie alkoholem.

Tlusty czwartek
Tłusty Czwartek

Tłusty Czwartek #75 – Tłusta Wigilia

Dodał: , · Komentarzy: 6

Nadchodziły święta. Na pałacowych salonach zapanował chaos i radość (znów). Z powodu kryzysu finansowego w redakcji tegoroczny, odwieczny problem prezentów został rozwiązany poprzez losowanie jednej osoby, dla której psychicznie świrnięci członkowie redakcji mieli wykombinować prezent. Jak to się skończyło? Oczywiście porażką. Do czasu wigilijnej kolacji po pałacu krzątało się dwóch ludzi (a raczej ludzio-podobne stwory), starających się udekorować cały dwór. Z powodu jego rozmiaru przypisano do tego więcej niż jedną osobę – co również skończyło się porażką. Tegorocznymi dekoratorami zostali bowiem nekromanta Tamc. oraz bzduro-wymyślajka Eirin – po paru godzinach połowa dworu była więc przystrojona w biało czarne plamy ze zwisającymi wszędzie maskotkami świnek morskich i puszczonymi wolno z obory krowami przeżuwającymi cukierkowe trumny i czaszki porozwieszane przez nekromantę po drugiej stronie dworu.

Tlusty czwartek
Tłusty Czwartek

Boże, jak ja nienawidzę transportu publicznego. Czy już kiedyś o tym pisałam? Na pewno o tym pisałam. To chyba jedna z moich największych zagwozdek życiowych. Ja wiem, sama używam transportu publicznego, więc teoretycznie nie powinnam narzekać, bo przecież bez niego nie dałabym rady dotrzeć do schroniska świnek morskich znajdującego się po drugiej stronie miasta. Sugerujecie rower? No dajcie spokój, toż to urządzenie diabła, najbardziej niebezpieczny środek transportu na świecie – już wolę na hulajnodze się parę godzin od ziemi odpychać niż wsiąść na rower. Co jest takiego złego w transporcie publicznym? Powiem Wam. Raz, że wiecznie się spóźnia... Właściwie to Wam nie powiem tego, co już wiecie i co sami używacie jako argument, gdy narzekacie tak samo jak ja teraz. Powiem Wam za to, co ostatnio zaobserwowałam, co jeszcze bardziej zniechęca mnie do używania autobusów, metra oraz wszystkiego innego diabelstwa.

Tlusty czwartek
Tłusty Czwartek

Elektroluks chciał mnie zabić. Przyrzekam, kable chciały mnie udusić, a gniazdko elektryczne zaczęło strzelać we mnie iskrami. Po chwili czajnik zaczął pryskać gotującą się wodą, a żelazko gonić mnie, ciskając kulami pary. Winić za te wydarzenia oczywiście mam kogo i podejrzewam, że to właśnie news o teasarze Transformersów 3 Tokara ożywił moje urządzenia elektroniczne. Jak byłam fanem ożywiających maszyn, tak teraz już nie jestem – na laptopie piszę ciskając w klawisze chińskimi pałeczkami, bo za każdym razem, gdy przybliżę do nich palec próbują mnie dziabnąć.

Tlusty czwartek
Tłusty Czwartek

Smutne zapanowały czasy na Dworze w czasie ostatnich tygodni. Co czwartkowe życie zakłócane było kryzysami w departamencie Dworzan odpowiedzialnych za prawa niewolników redakcyjnych, którzy od powrotu Wymyślaczki Pierdół łamali sobie głowy nad jej oczywistą dolegliwością. Zakłócenia na linii doprowadzały do tego, że nawet najbardziej szanowani Dworzanie przełykali swoją dumę i zmuszeni byli do podjęcia dość radykalnych i kontrowersyjnych wyzwań, które zapewnić miały spokój wśród pospolitych kmieci niewplątanych w sprawy dworskie (mowa tu o jakże desperackiej przebierance nekromanty Tamc.a). Wspomniane kryzysy doprowadziły do tego, że władcy Matthiasowi, który sprawy dworskie zawsze traktował jako najważniejsze (czyt. znajdowały się one na około dziesiątym miejscu jego zwyczajnych zainteresowań: zaraz po makijażu, fryzurach, aerobiku i tak dalej), pojawił się... siwy włos. Budząc się wczorajszego ranka i od razu biegnąc do lustra, aby się przejrzeć, nasz nieszczęsny władca (znając swe oblicze na pamięć) od razu zauważył tę niepoprawność i wysłał pół armii do odległej krainy na poszukiwanie lekarstwa tej strasznej dolegliwości. Od tego czasu nie opuszcza on swych komnat.

Tlusty czwartek
Wczytywanie...