szczury_wroclawia_szpital

Środek ciężkości

okladka, ciężar ciężkości

Od wielkiej obrony Ziemi nie minęło wiele czasu, a dzielna postawa admirała Koeninga została nagrodzona awansem. I to podwójnym – co zaproponowano mu w sekrecie? Nie jest to zbyt ważne, bowiem obchodzi go tylko jedno – kontratak i zemsta. Właśnie dlatego proponuje ponowne rozpatrzenie swojego planu, opatrzonego kryptonimem "Crown Arrow", czyli błyskawicznego uderzenia na jeden z układów (potencjalnie zajętego przez tajemniczych Sh’daar). Mówiąc krótko: chodzi o przeniesienie wojny głęboko w kontrolowane przez przeciwnika układy, by uniknąć rozpaczliwej obrony Ziemi, której z kolei chcą politycy Federacji.

O ile pierwsza część była po prostu militarnym science-fiction – druga przenosi swój "ciężar" na polityczny aspekt wojny z Sh’daar. Na szczęście nie na długo, bowiem dość szybko "Ameryka" znów znajduje się w przestrzeni kosmicznej, mknąc ku nowemu celowi. Ian Douglas wspaniale sobie radzi z kreacją spójnego i rozległego świata przyszłości. Można by się pokusić o stwierdzenie, że momentami jego opisy są zbyt dokładne i czytelnik gotów jest się pogubić w meandrach fizycznych praw kosmosu. Z drugiej strony, jest to ogromny plus powieści, ponieważ żadne zdarzenie nie pozostaje bez fachowego komentarza. Natomiast rozległe opisy nie tylko obrazują zmiany, jakie zaszły w społeczeństwie Konfederacji, ale także zasady funkcjonowania niektórych technologii.

Zdecydowanie bardziej kuleje strona obyczajowa książki. Kreowane postaci są płytkie, a ich zachowania dość… infantylne. Wkurzony Gray rozlewa sok na głowie wrednej koleżanki, Koening czasem odczuwa smutek na myśl o utraconej ukochanej. Poza tym wydają się oni być jedynie kukiełkami w rękach pisarza. Szkoda, ponieważ gdyby nie to, "Star Carrier" byłby wspaniałą powieścią nie tylko dla fanów science-fiction. Nawet Shay Ryan – nowa postać wprowadzona do kanonu bohaterów – wydaje się kompletnie pozbawiona charakteru i poważniejszej roli, poza tym szczegółem, że zapewne stanie się "kimś bliskim Grayowi".

Jest jeszcze jeden element, świeżo wprowadzony w tej części – obcy. Tym razem Douglas skupia się nieco bardziej na sprzymierzeńcach Sh’daar walczących z ludźmi. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, z jaką łatwością pisarzowi przyszło wykreowanie całkowicie odmiennie myślących istot i jak przejrzyście tę inność odwzorował. Co więcej, obce rasy zostały opisane całkowicie bezstronnie, jakby w gestii czytelnika miało pozostać zaklasyfikowanie ich do złej lub dobrej strony konfliktu. Ba, w pewnym momencie zdałam sobie sprawę (i to z niemałym zdziwieniem) z tego, iż nawet Sh’daar – wydawałoby się, główny wróg ludzkości – nie jest do końca określony. Wiemy, że jest przeciwnikiem, dlatego z miejsca można odczuć antypatię do tych tajemniczych istot. Ale jednocześnie ich główną pobudką jest strach przed możliwościami, jakie może dać dalsze rozwijanie technologii GRIN, a także niejako troska o rodzaj ludzki, będąca rezultatem własnych doświadczeń. Czy ich ostrzeżenie wynika z samolubnych pobudek i chęci władzy, czy ze wspomnianej troski?

Nietrudno zatem dojrzeć w całości swoisty paradoks. Ian Douglas wspaniale opisuje i kreuje obraz przyszłości, nie tylko technologicznej, ale i społecznej, kosmosu oraz militarnych międzygwiezdnych starć. Znacznie gorzej jest natomiast z rzeczami tak prozaicznymi, jak charakter postaci czy dialogi. Niemniej uważam, że każdy miłośnik naukowej i militarnej fikcji powinien zwrócić uwagę na książki z cyklu "Star Carrier".

Dziękujemy wydawnictwu Drageus za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
6
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...