Ostatni Smokobójca

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 7 lutego 2013
ostatni smokobójca

Smoki – wielkie, ziejące ogniem, kłapiące paszczą i latające jaszczury – stały się oznaką gatunku fantasy dzięki „Hobbitowi, czyli tam i z powrotem” J.R.R. Tolkiena, który swoją powieścią zapoczątkował modę na te stworzenia, a także na samą literaturę fantasy. Dziś smoki pojawiają się w grach („Dragon Age”, „The Elder Scrolls V: Skyrim”, „Wiedźmin 2: Zabójcy królów”), książkach, a nawet, choć obecnie nieco rzadziej, filmach („Ostatni smok”, „Władcy ognia”, „Hobbit: Niezwykła podróż”). Najczęściej jednak smoki to istoty wymarłe. Tak też jest w najnowszej powieści wydawnictwa Sine Qua Non, napisanej przez Jaspera Fforde – w „Ostatnim Smokobójcy”.

Bohaterką książki jest piętnastoletnia Jennifer Strange. Jest znajdą, co oznacza, że jako dziecko została porzucona i przygarnięta przez zakon Błogosławionych Służek Homara, który, zważywszy na jej predyspozycje, oddał ją do pracy w firmie Kazam, gdzie jest agentem czarodziejów. Jednak od jakiegoś czasu zastępuje też kierownika Kazam, Wielkiego Zambiniego, gdyż ten w tajemniczy sposób zniknął i nie wiadomo, kiedy znów się pojawi. Sprawy dla Jennifer komplikują się jeszcze bardziej, gdy świat nawiedzają przepowiednie o śmierci ostatniego żyjącego smoka, wśród czarodziei zaczyna krążyć wieść o odnowie mocy, a dziewczyna zostaje mianowana na smokobójcę. W ten sposób zaczyna się jej droga od zera do bohatera.

Świat stworzony przez Jaspera Fforde wyrywa się z ram zwykłego fantasy i z pewnością można go określić, jako "atrakcyjny" i "zwariowany". Mamy tu do czynienia z połączeniem elementów fantastycznych ze współczesnością i szarą codziennością, co daje ciekawy efekt. Czarodzieje wykorzystują swoje moce, aby wykonywać różne prace dla ludzi (np. wymianę instalacji elektrycznej) w zamian za pieniądze. Mają znacznie mniej mocy niż kiedyś i ich ruchy wiąże prawo – każde zaklęcie musi zostać odnotowane, a karą za niesubordynację jest spalenie na stosie. Dlatego Jennifer musi nie tylko kłaść kres ich kłótniom, kierować ich pracą, załatwiać im robotę, pomagać, ale też zajmować się wszelkimi sprawami papierkowymi. Na świecie żyją też magiczne stworzenia, chociaż w tym tomie pojawiają się jedynie kwarkostwory i smoki, a o trollach mamy jedynie wzmiankę. Pozostała część świata pozostaje już podobna do współczesnego – z mediami, telewizją i polityką na czele – z taką różnicą, że Wyspy Brytyjskie są podzielone na królestwa, będące na razie w fazie pokoju.

Choć uniwersum „Ostatniego Smokobójcy” wypada interesująco, wręcz znakomicie, to inaczej sprawy się mają z fabułą. Tutaj mamy do czynienia ze schematyczną historią, która rzadko zaskakuje, a tempo akcji pozostawia wiele do życzenia. Wydarzenia rozgrywają się wolno, a fabuła jest podzielona na nużące etapy związane z kolejnymi poczynaniami bohaterki. Są to między innymi spotkania z nowymi postaciami, większości których charakterystykę da się zamknąć w kilku zdaniach, bądź trafienie w tarapaty, jednak te trzymające w napięciu kłopoty znajdują się dopiero w ostatnich rozdziałach. Mam wrażenie, że autorowi zabrakło pomysłu, w jaki sposób dynamicznie poprowadzić historię, przez co otrzymaliśmy wolno rozwijającą się powieść, która, choć wciąga, to jej najlepsze momenty stanowią niewielką część całości. Żałuję, że Jasper Fforde nie zdecydował się zaprezentować nam coś bardziej niekonwencjonalnego, wręcz szalonego, co by wyróżniało „Ostatniego Smokobójcę” spośród innych tego typu pozycji.

ostatni smokobójca

Postacie są sympatyczne, aczkolwiek nieskomplikowane. Fforde znowu postanowił nie ryzykować, więc książce brakuje barwnych osobowości. Wszystkie są płaskie i dążą do jednego, prostego celu. Król chce wojny, gwiazda popularności, czarodzieje szacunku... Na dodatek postacie są jasno podzielone na dobre i złe, a ich cechy się powtarzają. Zasadniczo każdy dobry jest szlachetny, a zły chciwy. Większość pojawiających się osób mógłbym streścić w kilku zdaniach, bo występują epizodycznie i nie wnoszą nic do powieści. Ale nie ma to większego sensu, więc na tym zakończę.

Wydanie trudno jest mi ocenić. Nie z powodu formatu książki czy okładki, bo wygląda świetnie, a grafika wzbudza ciekawość, gdyż podobną spotkać można bardziej przy komiksach, co zapowiada albo coś niekonwencjonalnego, albo uproszczonego. Jak się okazało, „Ostatni Smokobójca” łączy elementy obu tych zagadnień. Jednakże wydanie trudno jest ocenić z powodu ilustracji. Za granicą takich samych nie znajdziemy, bo są ozdobą jedynie polskiego wydania. Zostały wykonane przez Roberta Sienickiego i mają komiksowy styl, co mnie się podoba, ale czasem nie zgadzają się z treścią książki (dana postać jest opanowana, spokojna, zaś na ilustracji mamy sytuację zupełnie odwrotną), niektóre fragmenty wyglądają kiepsko i brakuje im szczegółowości, a część z nich Sienicki stworzył nie bazując na niczym, gdyż autor nie podał dokładniejszych szczegółów. To jednak nie wszystko – pod koniec książki znajdziemy listę smokobójców tj. ich ilustracje, jednak większość zaprezentowanych tam postaci nie jest nawet smokobójcami! Tak więc wydanie z jednej strony jest świetne, a błędów w ogóle nie uraczyłem, ale z drugiej strony ilustracji nie należy traktować w inny sposób niż jako miłego dodatku.

Koniec końców muszę przyznać, że „Ostatni Smokobójca” wzbudził moją sympatię. Czytało się go przyjemnie i miło, choć przeznaczony jest bardziej dla młodszych czytelników ze względu na małą liczbę stron oraz uproszczenia postaci i fabuły. Starsi raczej nie będą usatysfakcjonowani książką, więc im raczej ją odradzam. Gdyby przynajmniej Jasper Fforde popuścił wodze fantazji i zaprezentował nam coś szalonego... No cóż, może w drugim tomie?

Dziękujemy wydawnictwu Sine Qua Non za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5,5  
Ocena użytkowników 5,38 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...