Ojczyzna

4 minuty czytania

Podmrok, kraina niezmierzonych korytarzy i jaskiń położonych głęboko pod powierzchnią Faerunu, najpopularniejszego kontynentu świata Zapomnianych Krain, jest domem dla wielu potworów. Obok obdarzonych zaledwie szczątkową inteligencją i opierających swą egzystencję na morderczym instynkcie hakowych poczwar, krabopodobnych łowców, prastarych corby i innych niebezpiecznych stworzeń, żyją jeszcze groźniejsze, bo inteligentne, rasy, takie jak duergarowie, illithidzi czy drowy. Robert Anthony Salvatore w „Ojczyźnie”, pierwszej powieści z Trylogii Mrocznego Elfa, przenosi nas do tego bezlitosnego, skazanego na wieczny mrok świata, a na warsztat bierze przede wszystkim społeczeństwo niegodziwych i do cna przesiąkniętych złem drowów.

Czytając książkę zwiedzimy całkiem pokaźny obszar Podmroku, a nawet będzie nam dane przez chwilę odetchnąć świeżym powietrzem powierzchni. Jednak to Menzoberranzan, które nie jest może dużym, ale niewątpliwie pięknym miastem należącym do podziemnego świata, będące domem dla blisko dwudziestotysięcznej populacji mrocznych elfów, stanie się główną areną dla wydarzeń opisywanych w „Ojczyźnie”. Salvatore bardzo skrupulatnie opisuje kulturę, religię i ustrój polityczny miasta. Sześćdziesiąt siedem liczących się domów szlacheckich, z czego osiem pierwszych ma największy wpływ na Menzoberranzan i jego politykę, to rdzeń społeczeństwa drowów. Nadrzędną rolę odgrywają tu kobiety, a mężczyźni zostali zdegradowani do roli żołnierzy i dawców nasienia. Wszelkie pośledniejsze rasy są doskonałym materiałem na niewolników i ewentualne mięso armatnie w czasach kryzysu. Przeznaczeniem drowek, z kolei, jest kapłaństwo, służba Lloth, zwanej również Pajęczą Królową, okrutnej i kapryśnej bogini, wymagającej od swoich wyznawców absolutnego posłuszeństwa. I właśnie, jakie bóstwo, takie społeczeństwo. Jak już pisałem, mroczne elfy są przesiąknięte złem i okrucieństwem do szpiku kości, o czym Salvatore przypomina nam na każdej stronie. Rytuały opierające się na krwawych ofiarach z pobratymców, mające na celu przebłaganie Lloth, ciągłe walki o pozycję, niekończące się intrygi, oszustwa i matactwa są codziennością w pozbawionym światła Menzoberranzan.

W takich właśnie realiach poznajemy głównego bohatera, Drizzta Do’Urdena. Nowo narodzony drow leży na ofiarnym ołtarzu i czeka nieświadomie na nieuchronną śmierć. Jednakże, (nie)szczęśliwym zrządzeniem losu (bratobójcza walka o pozycję w rodzinie), zostaje uratowany od okrutnego przeznaczenia. Rozbiegane, purpurowe oczy niemowlęcia, wskazujące na niezwykłe zainteresowanie otaczającą go rzeczywistością, są pierwszym wyróżnikiem świadczącym o odmienności Drizzta. Historię młodego Do'Urdena będziemy śledzić od lat chłopięcych, aż do mniej więcej trzydziestego roku życia. Otworem przed nami staje wizja wychowania młodzieńca i jego roli, jako księcia służebnego, czyli szlachetnie urodzonego sługi, kiedy to głównym czynnikiem motywującym stanie się obdarzony życiem wężowy bicz – atrybut kapłanek Lloth. Dalej, zobaczymy jak będzie sobie radził w Tier Breche, akademii drowów, szczególnie w Melee Maghtere, szkole wojowników, której mury opuszczają najgroźniejsi, bo pozbawieni jakichkolwiek uczuć, zabójcy. Na koniec, poznamy rolę, jaką przyjdzie pełnić mrocznemu elfowi na licznych patrolach i wyprawach wojennych. Salvatore uczyni nas również świadkami wydarzenia, które przepełni czarę goryczy i ostatecznie ustosunkuje głównego bohatera do swoich pobratymców. Jak się okazuje, nie każdy drow jest z natury okrutnym potworem nieznającym pojęcia moralności.

Salvatore co krok rzuca Drizztowi nowe wyzwania i przeszkody, ale jednocześnie nie jest na tyle okrutny, żeby pozostawić go bez pomocy. Młody Do’Urden pozna wielu przyjaciół, ale czy są nimi w istocie? Co tak naprawdę kryje w swoim sercu Zaknafein, mentor i druh w jednej osobie? Na ile prawdziwa jest przyjaźń Kelnozza z domu Kenafin? Jak potoczą się losy magicznej kocicy Guenhwywar i jej pana – Masoja Hun’etta? Te i wiele innych pytań będzie zaprzątać głowę czytelnika i nie pozwoli mu odejść od lektury na dłuższą chwilę.

Jeżeli chodzi o strukturę powieści, to 342 strony wartkiej akcji zostały podzielone na pięć części, z których każda jest poprzedzona przemyśleniami, czy też mniej lub bardziej udanymi wywodami filozoficznymi na tematy wszelakie. Oczywiście, Salvatore podpisuje owe refleksje imieniem i nazwiskiem głównego bohatera. Język książki jest banalnie prosty – ciężko znaleźć jakąkolwiek bardziej złożoną figurę stylistyczną niż, powiedzmy, epitet. Wcale jednak, nie przeszkadza to w odbiorze powieści, ani nie czyni jej pozycją niewartą czytania, a wręcz przeciwnie. Prosta forma przekazu i ogromne natężenie czasowników zapewniają niesamowitą dynamikę akcji. Dodatkowo, Salvatore jest mistrzem bardzo żywych opisów zarówno pojedynków, jak i walk z udziałem dużej ilości postaci. Czytelnikowi bez problemu przychodzi wizualizacja właśnie toczonej wymiany ciosów. Ich największym atutem jest mała ilość profesjonalnej terminologii szermierczej, co pozwala laikowi zaoszczędzić masę czasu, którą musiałby poświęcić na wertowaniu opasłych słowników czy encyklopedii. Mimo, że fabuła przebiega raczej jednotorowo, a wątki poboczne są dobrem rzadkim, to bardzo dobrze oddany świat mrocznych elfów z doskonale naszkicowaną kulturą i religią oraz ciekawymi postaciami o dosyć skomplikowanych dylematach są w stanie to zrekompensować. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że recenzję oparłem na pierwszym wydaniu powieści i z przykrością muszę stwierdzić, że obfituje w mniejsze lub większe babolki, zwłaszcza literówki. Mogę mieć jedynie nadzieję, że kolejne wydania poprawiły błędy, przez co odbiór zostałby o wiele bardziej ułatwiony.

Podsumowując, R.A. Salvatore sprzedaje nam całkiem zgrabnie napisane czytadło, skłaniające mimo wszystko do pewnych refleksji. A wszystko to opakowane w skrupulatnie zaprojektowany świat wiecznych ciemności z wcale nie tak strasznie banalnymi bohaterami, do jakich przyzwyczaiły nas twory amerykańskich fantastów. Co tu dużo pisać, „Ojczyzna” jest powieścią plasującą się niewątpliwie w czołówce książek spod znaku Forgotten Realms, ale arcydziełem bym jej nie nazwał. Równie duża odległość dzieli ją od doskonałości co od przeciętności.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
7,71 Średnia z 7 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
To jest już raczej stara książka. Czytałem ją dość dawno temu i jeśli mam być szczery, to najlepsza książka o Drizzcie (cała trylogia była dość ciekawa).

Dodaj komentarz

Wczytywanie...