szczury_wroclawia_szpital

Jurassic World

jurassic world

Ideały kontra Rzeczywistość

Colin Trevorrow podjął się tytanicznego zadania. Wskrzesić legendarny "Park Jurajski" w czasach, gdy zblazowani kinomani co roku zalewani są istną kawalkadą wysokobudżetowych blockbusterów pełnych od efektów specjalnych, czarów z komputera i akcji, która pompuje prosto w serce widza podwójną dawkę adrenaliny. Czy w czasach, gdy ogromne roboty z "Pacific Rim" chwytają się za łby z przerośniętymi monstrami, a ekipa "Mścicieli" z każdym kolejnym zagrożeniem podbija stawkę w kwestii przepychu i rozwałki, pozostało jeszcze miejsce dla starego, poczciwego T-Rexa?

jurassic world

Nowi właściciele placówki i spadkobiercy wizji Johna Hammonda stają przed podobnym dylematem. Choć ich nietypowy park rozrywki wciąż pęka w szwach, zadziwiając kolejne pokolenia atrakcjami z dinozaurami w roli głównej, to kompleksowe badanie słupków zadowolenia oraz drobiazgowa analiza komentarzy nie pozostawia absolutnie żadnych wątpliwości. Dinozaury, które żyły przed milionami lat na naszej planecie, są już passé. Widzowie podchodzą do nich z coraz większą obojętnością lub nawet chłodem, więc perspektywy na przyszłe lata nie prezentują się zbyt słodko. Ludzie oczekują czegoś nowego. Czegoś, co ich zadziwi i zarazem przerazi. Masywniejszego, głośniejszego oraz z większą ilością ostrych kłów. Dla włodarzy "Jurassic World" maksyma "klient ma zawsze rację" jest najwyższą świętością, dlatego kolejny raz bawią się w bogów i zaczynają genetyczny taniec. Krzyżując jednak gatunki, zapominają, że z Matką Naturą nie da się wygrać – zawsze wymierzy należytą karę za pychę.

Przyznacie sami, że potencjał fabularny jest olbrzymi? To mógł być naprawdę znakomity i wyjątkowy film. Mistrzowski pamflet na bezmyślne przekraczanie granic rozrywki oraz wkraczanie w coraz bardziej ryzykowne rejony tylko po to, aby zadowolić hedonistyczne pragnienia konsumentów. Bicz na efekciarstwo rządzące obecnie w Hollywood, a co za tym idzie, stopniowe zapominanie o istocie filmu. Odłożenie na zakurzoną półkę ideałów, które przyświecały jego twórcom i zastąpienie ich bezdusznymi statystykami. Dodatkowo wszystko podlane twardym kinem przygodowym. Letni blockbuster, którego nie powstydziłby się Christopher Nolan. Niestety, ledwie prześlizgnięto się po tym temacie, a niewiele ponad dwugodzinny film został wypełniony schematami, lekkim głupotkami oraz familijnymi truizmami.

jurassic world

Boli to tym bardziej, że "Jurassic World" największy pazur pokazuje właśnie w momentach czysto przygodowych, gdzie Trevorrow świetnie stopniuje napięcie. Doskonałym tego przykładem jest pierwsza scena potyczki z genetycznie zmodyfikowanym gadem, gdy z każdą kolejną sekundą zarządcy parku przekonują się, że wysłali swoich ludzi na pewną oraz brutalną śmierć. Reżyser znakomicie łączy dobrodziejstwo efektów specjalnych z chłodnym minimalizmem (ekran kontrolny oddziału i przeraźliwy dźwięk przerwanego pulsu, który rozbrzmiewa w tym momencie co chwilę). Takich mocnych akcentów w tej produkcji jest kilka i trzeba przyznać, że to jedne z jej największych atutów.

jurassic world

Szkoda tylko, że za plecami reżysera stał Steven Spielberg i ciągle szeptał mu do ucha – "Colin, ale to ma być też familijny film z rzewnym przesłaniem, więc wyluzuj...". Okey, całkiem zrozumiałe, ponieważ konwencja jest taka, a nie inna, więc trzeba to uszanować i jakoś do niej dostosować. Tylko dlaczego, do jasnej ciasnej, rzuca nam się bezczelnie w twarz banały, których nie powstydziłyby się "Trudne sprawy"?! Kolejny raz ta sama papka o niemożności znalezienia wspólnego języka z powodu różnicy wieku, ukrytych problemach rodzinnych, a także znaczenia familii w kwestii prawidłowego rozwoju emocjonalnego. Swoją drogą wątek rozwodowy został wprowadzony na siłę i w tak pobieżny sposób, że zamiast wczuć się w dramatyzm dość nieciekawej sytuacji, ziewamy z nudów lub zaciskamy zęby z irytacji.

Zbędne wydaje się również wprowadzenie motywu tajnych badań wojskowych. Rozumiem, że twórcy chcieli stworzyć fundamenty pod ewentualny sequel, ale kiedy połączono wszystkie elementy fabularnej układanki, to zamiast ładnego obrazka wyszedł kompletny miszmasz. Fani bezpardonowej akcji i przygody poczują niedosyt, a ciężko zabrać na film małoletnich amatorów kina, bo mrocznych oraz brutalnych scen tu nie brakuje. Poczucie zaprzepaszczonych szans ciąży nam na każdym kroku.

W tym wszystkim starają się odnaleźć aktorzy i trzeba przyznać, że wychodzi im to różnie. Chris Pratt ponownie potwierdził, że obecnie niepodzielnie rozdaje karty w gatunku kina przygodowego. Jako eks-marine i "Tańczący z Dinozaurami" Owen Grady daje z siebie dosłownie wszystko, a swoją charyzmą, jak również ekranową zuchwałością, wygrywa wiele scen. Bryce Dallas Howard jako pracoholiczka, będąca mokrym snem zarządu każdej korporacji, nie wypada już tak świetnie. Jej rola to głównie krzyki, płacze i utyskiwania, a próba ukazania postaci silnej oraz niezależnej kobiety, która w momencie zagrożenia nie boi się wkroczyć w sam środek akcji, wypada komicznie. No i te cholerne szpilki! Grrrrr...

jurassic world

Zdecydowanie największym rozczarowaniem jest Vincent D'Onofrio. Nie dlatego, że zagrał jakoś specjalnie źle – wprost przeciwnie. Sęk w tym, że przez większość filmu snuje się gdzieś po kuluarach, a jego talent został ograniczony do zgranych gestów i niepokojących uśmieszków, które mają zakomunikować: "tak, jestem świnią pierwszej wody ze skrzywionym kręgosłupem moralnym". Nie tak powinno się traktować aktora tej klasy.

jurassic world

...a dzieciaki? Ty Simpkins i Nick Robinson dają radę, lecz to jest raczej poziom "nie mam ochoty wydłubać sobie oczu na ich widok", a nie "jestem pod wrażeniem ich aktorstwa".

Strona techniczna filmu, do czego przyzwyczaiła nas seria, stoi na bardzo wysokim poziomie. CGI wykorzystywane jest inteligentnie, a świetny montaż niezgorzej zakrywa pewne niedociągnięcia współczesnej technologii. Całość jest miła dla oka i nie razi sztucznością, jak to było w przypadku "Hobbita" czy "Transformersów". Boli tylko marginalizacja klasycznych rozwiązań oraz mechatroniki, na której bazował protoplasta – szumne zapowiedzi o szacunku dla tych technik można więc włożyć między bajki. Nie zmienia to jednak obrazu całość.

Plastyczność filmu dopełnia również świetna oprawa muzyczna. Choć Michael Giacchino nie ma tylu atutów, aby startować do legendy Johna Williamsa, to nie dostał Oscara za brzdąkanie do kotleta. Jego kawałki dobrze dopełniają to, co dzieje się na ekranie i doskonale wpisują się klimat "Parku Jurajskiego". Wielkie uznanie, bo to zadanie nie należało do najłatwiejszych.

Kolejna wycieczka na Isla Nublar to mimo wszystko całkiem satysfakcjonująca podróż. Apetyty co prawda były zdecydowanie większe, lecz "Jurassic World" to godna kontynuacja sagi. Czuć ducha przygody, humor jest zauważalny i stoi na niezgorszym poziomie, sceny akcji są przemyślane, a morał opowieści (choć okazał się czerstwy) można kupić bez bólu zębów. Koniec końców, nikt nie ukrywał, że głównym celem jest zapewnienie widzowi dobrej zabawy w letnie popołudnie – i został on spełniony. Nostalgiczne wzruszenia za pomocą licznych odwołań, cytatów oraz parafraz macie w cenie biletu.

Ocena Game Exe
6
Ocena użytkowników
7,5 Średnia z 10 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Dobry film, choć jestem zdziwiony, że pobił rekord otwarcia w historii kina i dalej zbiera sporą sumkę pieniędzy. Niby blockbuster, do tego z dawna wyczekiwana część słynnej serii, więc nie powinno to dziwić, ale w końcu jakością nie rzuca na kolana. Z większością zarzutów się zgadzam, jednak przyznam, że niektóre umknęły mi podczas seansu - np. dopiero teraz zdałem sobie sprawę ze sztuczności i braku sensu tego wątku rozwodowego. Marnotrawienie talentu D'Onofrio zauważyłem - gigantyczna obniżka z kreacji antagonisty w "Daredevilu" do przeciętnego złego typowej familijnej produkcji. Bryce Howard biegającą na szpilkach akurat odebrałem pozytywnie, ot taka zabawna pani naukowiec, próbująca poradzić sobie w ekstremalnych warunkach.

Z zaletami wszystkimi się zgadzam, więc już nie będę je tutaj powtarzał. Filmowi dałbym 7/10.
1
·
rozbicie banku w boxoffice nie dziwi wcale biorąc pod uwagę wartość tytułu oraz sumkę wydaną na promocję. Co jak co, ale hajs się musi zgadzać Co do samej recenzji filmu to po pierwsze w żadnym wypadku nie mogę przystać na to, i bezczynnie słuchać, że Giacchino godnie zastąpił Williamsa- nawet nie dlatego, że nie wymyślił sposobu na zaistnienie w tej serii z czymś całkiem od siebie, ale dlatego, że oddtwórcza kompozycja na modłę Williamsa brzmi właśnie jak "coś na modłę Williamsa"... Pomysł na film - cóż tutaj od samego początku twórcy konfundują stary, hermetyczny fandom, ponieważ kolejna część jurajska po raz pierwszy jest sensu strickto monster movie i już na tym etapie pojawia się smród.

Z jednej strony jest to naturalna droga ewolucji tej serii, jak zostało to powiedziane w pierwszej części filmu, same dinozaury już dzisiaj nie wystarczą aby zaciekawić widownię. Z drugiej zaś strony w tym miejscu każdy fan parku, który kojarzy serię ze swoim dzieciństwem/młodością/najlepszymi czasami kina familijnego staje w pół kroku by powiedzieć: "nie, dość!" ponieważ tutaj zauważa poważne ryzyko pojawienia się dubstepów i nachalnych lens flar z postprodukcji, gwałcące miłością od tyłu od kilku lat wszystkie filmy które większość z nas zna i kocha ze złotego okresu kina familijnego.

Wiąże się z tym fakt taki, że ta konserwatywna grupa mogła pójść na seans z dość konkretnym, niezbyt przychylnym nastawieniem... Tak, odgadłeś Tokarze, jestem jednym z wyżej opisanych. Mimo to, również uważam, że film ten zasłużył na taką właśnie ocenę, jednak nie za muzykę, nie za Chrissa Pratta, który owszem, emanuje w filmie humorem jak zawsze i wszędzie, ale nie podnosi jakości całości. Nie dam filmowi sześciu gwiazdek również w ramach kary za źle obsadzoną postać kobiecą, ponieważ moim zdaniem była ona całkiem zgrabnym łącznikiem między akcją a feelerami, w filmie dającymi nam chwile wytchnienia. Nie zepsuł mi seansu nawet tytułowy potwór o kretyńskiej nazwie i umiejętnościach, których miał tyle, że nawet naukowcy, którzy go stworzyli, nie byli w stanie przewidzieć, iż go takowymi obdarzyli. Naprawdę jedynie delfiny byłyby od niego groźniejsze(krypto-spoiler). Seansu nie zepsuło mi nawet irracjonalne rozwiązanie sceny finałowej. Serio, ja wiem, że rozmawiamy tu o żywych dinozaurach, ale nawet w ramach takiego uniwersum mam prawo oczekiwać jakiejkolwiek logiki wydarzeń... Film, pomimo wszystkich swoich wad oraz zalet, po prostu pozostał tym, czym był od początku - pełnym akcji kinem familijnym o nieskomplikowanym przekazie z dinozaurami w roli głównej. Zamierzony cel, został osiągnięty.
0
·
Mi się ten film podobał. Znaczy, owszem, jak skupić na szczegółach to robi si głupi, ale dopóki ogląda się go dla rozrywki to jest świetny. To przecież blockbuster, nie kasowy dramat.
Chris Pratt świetnie kpi sobie z archetypu filmowego macho, a na Claire trochę za bardzo się uwzięliście. Ile razy w podobnej roli wyskakiwał mężczyzna i wszyscy tylko uśmiechali się z politowaniem? Moim zdaniem została dobrze poprowadzona, była korposuką, ale taką bardziej żywą, która ma swoją robotę i też boi się, że ją zawali. Przecież zanim zaczęła biegać po dżungli w szpilkach miała na głowie ogromny park tematyczny obsługujący 20 000 ludzi i robiła to twardą ręką, znając każdy słupek. Później jej głównym zadaniem było ocalenie siostrzeńców i chociaż nawet nie wiedziała ile mają lat itp to robiła co się da, żeby zrobić swoje. Była twarda, robiła swoje, ale też była emocjonalna. Nie wiem, czy nie była bardziej autentyczna niż Czarna Wdowa. Taka superbohaterka prawdziwego życia.

Poza tym nie macie wrażenia, że cały ten film ma taki meta-przekaz, że to co działo się z parkiem, dzieje się też z filmami? Że od Avengersów nikt już nie pyta o sens i rolę filmów, tylko chce więcej wybuchów, transformersów, potworów i wrażeń?

Mi się podobało, może dlatego, że specjalnie poszliśmy do Imaxa, żeby zobaczyć dinozaury i cieszyć się tą widowiskową stroną. Dla mnie zdecydowanie 8/10.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...