Ja, inkwizytor. Bicz boży

Wyobraźcie sobie świat, w którym Jezus zstąpił z krzyża i osądził niewiernych, wyrżnął w pień całą Jerozolimę, po czym na czele armii udał się do Rzymu, gdzie przykładnie ukarał cesarza Tyberiusza. Potem zniknął, powołując jednak wcześniej Święte Inkwizytorium, by stało na straży jedynej świętej wiary. Pomyślcie o rzeczywistości, w której ludzie modlą się do Matki Boskiej Bezlitosnej i Jezusa Najmściwszego. Brzmi to jak bluźnierstwo, jest to jednak jedno z najbardziej fascynujących polskich uniwersów fantasy od czasów Wiedźmina, wykreowane przez Jacka Piekarę.

ikwizytor, bicz boży, mordimer madderdin, książki, fantasy

"Ja, inkwizytor – Bicz Boży", to kolejna książka o przygodach Mordimera Madderdina, inkwizytora jego Ekscelencji biskupa Hez-Hezronu. Jest to postać, która całkowicie różni się od typowego bohatera fantasy. Przede wszystkim jest uosobieniem inteligencji, cynizmu i braku litości. Kiedy trzeba wziąć jakiegoś biedaka na tortury, których na pewno nie przeżyje, Mordimer nie ma żadnych rozterek moralnych – zawsze ma jednak zabawne i logiczne wytłumaczenie swoich postępków. Matka z dzieckiem jest podejrzana o herezję? Inkwizytor nie będzie się wahać czy wrzucić ją do lochu – on to po prostu zrobi. Trzeba spreparować dowody przeciwko komuś, by zakończyć sprawę na swoją korzyść? Nie ma problemu – liczy się jedynie osiągnięcie celu. Wszystko to, co robi, wykonuje z przeświadczeniem, iż działa dla dobra Kościoła i w imieniu Boga Jedynego, a jego motywy nie budzą w czytelniku żadnych wątpliwości. Posiada on również ciekawą opinię na temat swojej skromności – mimo tego, że jest arogancki, wygadany, przepada za luksusem oraz kobietami, to bezustannie nazywa siebie "naszym uniżonym sługą", któremu wystarczy jedynie kubek wody i kawałek czerstwego chleba. Tej postaci z całą gamą sprzeczności, którą reprezentuje, nie można po prostu nie lubić.

Wróćmy jednak do książki. Trochę nietypowo, jak na Jacka Piekarę, który preferuje zbiory opowiadań, jest to powieść i w dodatku o całkiem przyzwoitej objętości – około 500 stron. Fani, którzy w ostatnim czasie narzekali na krótkość jego utworów, będą więc zadowoleni. Jest to zarazem koniec cyklu "Ja, inkwizytor", który opowiadał o losach Mordimera na początku jego kariery. Sama akcja osadzona jest w alternatywnej rzeczywistości renesansu, w Cesarstwie Niemieckim.

ikwizytor, bicz boży, mordimer madderdin, książki, fantasy

Przejdźmy do fabuły. Do siedziby inkwizycji w mieście Beltsztad przychodzi dziwny list, który informuje, iż na szubienicznym wzgórzu, niedaleko miasta Lowenbergu sekta heretyków popełni zbrodnię. Inkwizytorzy postanawiają to sprawdzić. Gdy docierają na miejsce, okazuje się, że stoi tam stos, na który wchodzi biskup i sam się podpala. W ten sposób rozpoczyna się bardzo ciekawe śledztwo, które będzie miało dosyć gorzki koniec.

Nie chcę zdradzać więcej, ponieważ jest to bardzo dobra powieść detektywistyczna, na każdym kroku pojawiają się nowe, intrygujące wątki. Zostaje nam ukazane miasto, które pozornie jest oazą spokoju i moralności, lecz tak naprawdę to siedlisko głębokiego zepsucia. Piekara funduje nam to, co lubimy najbardziej – upadek moralny, niewłaściwe zachowania seksualne i okrucieństwo. Niewiele jest książek, w których możemy przeczytać o karze dla sodomitów polegającej na wsadzeniu rozgrzanego pręta w otwór, który wcześniej im służył za bramę do rozkoszy albo przypadku wyrwania sobie genitaliów i zjedzenia ich. W tej książce przedstawiona jest niejedna dewiacja i to beż żadnych zahamowań czy cenzury.

Pytanie, które do dziś sobie zadaję, brzmi: w jakim stopniu rzeczywistość "Inkwizytora" to uniwersum fantasy, a w jakim zręcznie ukryta krytyka Kościoła. Inkwizytorzy, chociaż mają bronić wiary, tak naprawdę są skorumpowani – często skazują niewinnych na stos jedynie po to, by przejąć ich majątki (dobra heretyka przepadają na rzecz inkwizytorium), Kościół jest pełen sodomitów i gwałcicieli, księżom zależy na pomnażaniu swojego bogactwa, a w dodatku konkurują z inkwizytorami w przejmowaniu go od "zbłąkanych owieczek". Podobnie Piekara odnosi się do przedstawionego obrazu chrześcijaństwa – czy to odwrócenie wartości (miłosierdzia na karę), które jest świetnym zabiegiem fabularnym, ma jakiś głębszy sens, jakieś drugie dno? Do tych rozmyślań skłania mnie fakt, iż Piekara uwielbia odnosić się do społecznych problemów, takich jak równouprawnienie czy małżeństwa homoseksualne, sprytnie je maskując – w tej książce nie ma ich tak dużo, jak w innych jego dziełach, a jednak istnieją.

ikwizytor, bicz boży, mordimer madderdin, książki, fantasy

Książka ta, mimo bycia pełną czarnego humoru historią śledztwa, ma jeden poważny problem. Po okołu 350 stronach dochodzenie Mordimera się kończy, a nas czeka niezbyt interesujący ciąg dalszy, czyli ponad 100 stron, które zdają się być jakby wrzucone na siłę. Najbardziej denerwujące są pseudo-filozoficzne wywody o religii, z których nic sensownego nie wynika. W wielu momentach fabuła zbytnio zwalnia, a my, przewidując dalszą treść, popadamy w irytację. Zakończenie również może być lekko rozczarowujące, szczególnie dla tych, którzy czytali czwartą część cyklu inkwizytorskiego ("Łowcę Dusz") – po prostu dowiadujemy się, że stanie się coś złego i czujemy, że po raz kolejny zostawiono nas bez odpowiednich wyjaśnień.

Podsumowując, Jacek Piekara napisał kolejną dobrą książkę, która ma jednak swoje małe wady. Jest za to wystarczająco długa, estetycznie wydana (na uwagę zasługują tutaj nastrojowe ilustracje), co sprawia, że jest warta swojej ceny (trzydzieści parę złoty). Wszystkich fanów ucieszy również fakt, że kończy ona ten cykl, co pozostawia dwa inne do dokończenia – "Płomień i Krzyż" opowiadający o wydarzeniach rozgrywających się zanim Mordimer trafił do akademii oraz główny cykl inkwizytorski, który już od dawna czeka na swoją kontynuację. Z czystym sumieniem polecam tę pozycję każdemu.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
7,66 Średnia z 16 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...