dziki_lad

Znak Jednorożca

3 minuty czytania

Gdy piszę te słowa, zastanawiam się, dla kogo pracuję nad tym tekstem. Logiczne jest, że osoba nie mająca pojęcia o świecie Amberu, zacznie od recenzji tomu pierwszego. Po co czytać informacje o części trzeciej, w której z pewnością znajdą się spoilery fabularne? Natomiast weterani pierwszych dwóch ksiąg z pewnością nie traciliby czasu na czytanie moich wypocin, gdyż w tym samym czasie biegają po okolicznych antykwariatach w poszukiwaniu księgi trzeciej. Niemniej jednak pozostaje mi liczyć na tych, którzy chcą odświeżyć sobie pamięć na temat serii czy też tych, którzy chcą po prostu poznać opinie innych ludzi.

okładka, znak jednorożca

"Karabiny Avalonu" zostawiały czytelnika w momencie, gdy Dara przeszła Wzorzec i wypowiedziała pamiętne słowa: "Amber będzie zniszczony". "Znak Jednorożca" zaczyna się mniej więcej tydzień po wydarzeniach znanych z poprzedniej części. Nie będę chyba przesadzał, gdy powiem, że jesteśmy od samego początku wrzuceni w jeden z wielu punktów kulminacyjnych. Obserwujemy bowiem jak to dobrze znany nam książę Corwin niesie zwłoki mordercy Caine'a – swojego brata. Nie byłem zaskoczony tym faktem, gdyż wcześniej zdążyłem przeczytać o nim na okładce książki. Moim zdaniem taki zabieg ze strony wydawcy jest niezbyt miłym i nieprzemyślanym posunięciem.

W każdym bądź razie mordercą okazuje się jeden z dziwnych stworów, które ścigały Randoma w "Dziewięciu książętach Amberu". Zdeterminowany Corwin prosi najmłodszego brata o wyjaśnienie, dlaczego go goniły. Już po kilku stronach dowiadujemy się, iż byli to strażnicy kolejnego uwięzionego Amberyty – Branda, któremu Random ruszył na ratunek. Trzeba niestety powiedzieć, że z małym powodzeniem. Zaintrygowany Corwin niedługo po tym organizuje mały zjazd rodzinny, który to podejmuje desperacką próbę ratunku więzionego braciszka. Nie będę zdradzał, jak zakończyła się ta próba. Nadmienię jednak, że podczas jej przebiegu wychodzi na jaw, iż jeden bądź więcej Amberytów są zdrajcami...

W tomie trzecim jest zdecydowanie mniej poruszania się między Cieniami, a więcej rodzinnych intryg. W końcu dowiadujemy się, jak Amberyci są dokładnie ze sobą spokrewnieni. Kto miał jaką matkę, kto jest czyim "pełnym" bratem czy siostrą, kto był pierwszy, a kto ostatni. Co prawda podział ten jest subiektywnym punktem widzenia Corwina, ale konsekwencją tego jest tylko to, że możemy mu nie do końca dowierzać w sprawie kolejności sukcesji tronu. Cała reszta powinna być w pełni wiarygodna.

Spotkałem się wśród fanów z poglądem, iż takie swoiste drzewko genealogiczne powinno pojawić się dużo wcześniej. Moim zdaniem byłby to błąd pana Zelaznego. Do tej pory zdążylibyśmy zapomnieć, kto był w jakim miejscu na drzewie. A teraz, znając już mniej więcej wszystkich Amberytów, jesteśmy w stanie lepiej przyswoić takie informacje. W "Znaku Jednorożca" dowiadujemy się także więcej o przeszłości naszego protagonisty Corwina. Poznajemy kilka powodów, dlaczego miał amnezję, lecz ciągle nie jest to pełen obraz. Pan Roger odkrywa również przed nami kolejne prawa rządzące światem, co powoduje, że książka powinna zostać pochłonięta stosunkowo szybko.

Uważni czytelnicy z pewnością zauważyli, że autor lubi w ten czy inny sposób nawiązywać do znanych dzieł stuki. Bardziej oczytanym nie mogło umknąć, że pan Zelazny uwielbia odnosić się do Szekspira. Ciekawe, aczkolwiek stanowi to pewien problem dla tłumacza. Gdy nie wychwyci on takiego nawiązania, może przetłumaczyć je źle, co sprawi, iż przekaz zostanie przeinaczony. Z każdą częścią widać, że praca korekty poprawia się – jest coraz mniej literówek, a błędów stylistycznych nie zauważyłem. Jednakże Piotr W. Cholewa, który ponownie podjął się tłumaczenia, nie ustrzegł się wspomnianego przeze mnie błędu. Czytając tę niezwykle ciekawą lekturę, natknąłem się na takiego dziwoląga:

okładka, znak jednorożca
I tak przybył Childe Random do mrocznej wieży, tak jest, z pistoletem w jednej ręce i mieczem w drugiej.

Zaintrygowany udałem się po pomoc do wujka google i znalazłem. "Childe Roland to the Dark Tower Came" jest poematem angielskiego autora Roberta Browninga. W Polsce tekst znany jest jako "Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął". Nie muszę więc już chyba mówić nikomu, jak powinien wyglądać fragment przeze mnie zacytowany.

Mam ochotę udusić, zastrzelić i obedrzeć ze skóry (niekoniecznie w tej właśnie kolejności) gościa odpowiedzialnego za okładki serii. Nie potrafię wytłumaczyć sobie, dlaczego na przedzie książki widzę białowłosą pannę na zwykłym koniu. Już pal licho laseczkę, która zapewne wpadła powiedzieć "cześć" z innej powieści. Ale dlaczego nie dosiada ona jednorożca?! Być może jestem misiem o bardzo małym rozumku, ale mój umysł tego po prostu nie ogarnia.

Podsumowując, troszkę mniej tu akcji, więcej gadania, lecz nie wpływa to źle na odbiór książki. Ba, wręcz przeciwnie. Pomimo mniejszej ilości podróżowania wśród Cieni i tak dane nam będzie poznać kilka ciekawych lokacji. Nadmienię tylko Tir-na Nog'th, tajemnicze miasto na niebie, o którym wspominano w poprzednich częściach. Naprawdę jest to żyć, nie umierać, a raczej czytać, nie ociągać się. Zdecydowanie polecam!

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
8,5 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...