Unicestwienie

Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek poniedziałek, 30 grudnia 2013
unicestwienie, okładka

Philip Athans swoimi literackimi wywodami w obu częściach "Wrót Baldura" zdecydowanie nie zachwycił. Dość powiedzieć, że widząc jego nazwisko na okładce piątego tomu "Wojny Pajęczej Królowej", zastanawiałem się, czy tytułowe unicestwienie czeka mój mózg, czy też jest to swoisty testament pisarza, którego dopadły hordy rozwścieczonych fanów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bowiem dotychczasowe części trzymały wysoki poziom. Czego spodziewać się po "Unicestwieniu"?

Przede wszystkim możemy liczyć na ciąg dalszy przygód drużyny drowów udającej się śladem milczącej Lolth. Menzoberranzańczycy, chociaż podzieleni, wciąż walczą z okrutną rzeczywistością, w której dotychczasowa wiara w Pajęczą Królową okazuje się niewystarczająca, zaś kapryśne bóstwo zdaje się czerpać satysfakcję z chaosu, jaki przetacza się przez cały Podmrok. Drużyna Quenthel szykuje się do podróży przez Plany, podczas gdy wrogie armie duergarów i tanarukków nieustannie szturmują słabnące powoli Menzoberranzan.

Wciąż pamiętając przeciągającą się akcję "Zagłady", spodziewałem się znacznego podkręcenia tempa wydarzeń i w tym elemencie nie czuję się zawiedziony. Athans dostał do opisania kawałek naprawdę ważnych wydarzeń, gdzie nie brak zdrady, knowań oraz braku stabilizacji. Bałem się za to, że autor ponownie pokusi się o napisanie książki na wzór sesji RPG. Tak się jednak nie stało, przez co chociaż walki jest tu sporo, to jednak tylko nieliczne elementy mogły budzić pewien niepokój.

Wszystko z winy drobnych niedoróbek w zakresie dialogów, które momentami rażą po oczach swoją naiwnością. Drowy przypominają w nich dzieci, które łatwo skusić byle lizakiem. Chociaż sytuacje takie można policzyć na palcach jednej ręki, to jednak za każdym razem dziwiłem się, że Athans tak nieumiejętnie wczuwa się w sytuację. To oczywiste, że opisanie mrocznych elfów nie jest sztuką łatwą, jednak "opieka" nad serią przez R. A. Salvatore powinna być nieco dokładniejsza. "Unicestwienie" staje się przez to mieszanką świetnych fragmentów, jak chociażby pojedynek magów w Menzoberranzan, z tymi gorszymi, dodanymi wyraźnie po to, by zwiększyć objętość książki.

Nieco lepiej jest w kwestii kreacji bohaterów. Pharaun Mizzrym znów odzyskuje sporo wigoru z początków serii, zaś pozostałymi targają różnego rodzaju emocje. Każdemu z bohaterów autor daje okazję do wykazania się i odniosłem nawet wrażenie, że stara się, by pokazać daną postać w jej żywiole. Warto przy tym zauważyć, że Athans skupił się w tym elemencie tak na drowach, jak i ich przeciwnikach, nie bojąc się choćby na moment oddać narrację w ręce przeciwnej strony konfliktu.

Mieszane uczucia towarzyszyły mi w kwestii odwiedzanych lokacji. Co prawda Athans nie popełnił w tym elemencie żadnych rażących błędów, jednak pewne charakterystyczne miejsca aż prosiły się o więcej szczegółów, podczas gdy "Unicestwienie" okazało się szybką przejażdżką w kolejne obszary bez zwalniania choćby na chwilę. Rozgoryczenie jest tym większe, że cała seria wciąż skupia się przede wszystkim na Mieście Pająków, czyli Menzoberranzan, pomijając zupełnie pozostałe osiedla mrocznych elfów.

Polskie wydanie, niczym sama książka, także nie jest pozbawione błędów. Wypada rozpocząć od świetnej okładki, ponownie autorstwa jednego z rysowników Wizards of the Coast, czyli Broma. Widnieje na niej postać Rylda Argitha, jednego z członków drużyny. Tym samym jest kontynuacją rozpoczętego od samego początku trendu, by kolejno ukazywać uczestników wyprawy z Menzoberranzan. Wprawne oko czytelnika wyłapie jednak, iż mistrz Melee-Maghtere nie jest jedyną postacią, która znajduje się na okładce. W środku mamy do czynienia z tymi samymi rozwiązaniami, znanymi doskonale od czasu "Upadku". ISA, czyli polski wydawca, wciąż słabo radzi sobie z korektą książek, bowiem w tekście można się natknąć na spore błędy interpunkcyjne, które wyłapie nawet mało wytrawny poszukiwacz.

Podsumowując, "Unicestwienie" to swego rodzaju rehabilitacja Philipa Athansa. Nie wiem, czy za tą poprawą stoi R. A. Salvatore, czy też autor doznał jakiegoś olśnienia, co nie zmienia faktu, że piąty tom serii czyta się całkiem dobrze, ale zarazem nie dorównuje on poziomem poprzednikom. Trochę za dużo tu drobnych błędów oraz zbyt mocno wyolbrzymionych scen walki i rozbrajającej naiwności bohaterów. Athansowi trafił się naprawdę dobry fragment fabuły sagi i mimo wszystko pisarz sprostał niełatwemu zadaniu.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 8 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...