Sztejer 2

3 minuty czytania

"Praca" redaktora ciągle obfituje w nowe wyzwania. Jakiś czas temu dostałem egzemplarz recenzencki trzeciego tomu opowiadań o bezwzględnym najemniku, Vincencie Sztejerze. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że miałem styczność jedynie z pierwszą częścią autorstwa Roberta Forysia. Dlatego też zdecydowałem się zakupić za ciężko zarobione pieniądze drugą odsłonę "Sztejera", jednocześnie mając obawy, ze względu na "jedynkę", która mnie nie zachwyciła. Czy było warto?

Akcja utworu rozgrywa się kilka miesięcy po wydarzeniach ze "Sztejera". Najemnik rozstał się, po upojnym romansie, z płatną zabójczynią imieniem Jiang i zaczyna działać na własną rękę. Zmienia także otoczenie, bo przebywanie w rodzinnym Piołunie zagrażało jego życiu. Tymczasowym domem stał się Syrdak, będący okazałym, portowym miastem, lecz nie dorównującym potędze Piołunowi. Nowe lokum nie zmienia jego życia o 180 stopni, gdyż nadal przebiera w nowych zleceniach, będących głównym źródłem zarobków znanego najemnika. Czy chodzi o zabicie straszliwego Ścierwojada, czy odbicie uwięzionej kobiety – Sztejer wszystko wykonuje z łatwością.

Jednak po gładko wykonanych zadaniach mężczyzna nie osiada na laurach i usługach prostytutek. Przyjmuje bez chwili namysłu następne zlecenie dzięki swojemu wpływowemu przyjacielowi Arkinowi. Tym razem Vincent staje na czele najemników Syrdaku. Ich zadaniem jest ochrona ekspedycji przed mutantami i okolicznymi tubylcami. Sama wyprawa ma na celu zabezpieczenie zachodnich lokacji, które przestały współpracować z portowym miastem. Tereny są ważne dla Syrdiackiej szlachty, ponieważ obfitują w złoża nafty, będącej bardzo ważnym minerałem w dzisiejszym świecie. Na takim obrocie spraw korzysta Sztejer, który za wykonaną misję dostanie oszałamiającą sumę tysiąca srebrnych miedziaków, nie licząc bonusów za każdą głowę unicestwionego potwora. Początkowo wyprawa przebiega po myśli podróżników, jednak na skutek chorób, a później ataku nieznanych ludzi, głównym celem Sztejera staje się przetrwanie.

Zazwyczaj pisząc recenzję staram się powstrzymać z określeniem, czy książka jest dobra, czy beznadziejna do końca tekstu. Lecz w przypadku tego artykułu nie chcę trzymać w niepewności – druga część "Sztejera" jest najgorszą, obok "W Grobie" Jeamiene Frost, powieścią, jaką miałem okazję czytać w tym roku. Zanim jednak zacznę moją subtelną krytykę, wspomnę o dobrych stronach dzieła Roberta Forysia. Najjaśniejszym atutem "dwójki" jest z pewnością słowiański klimat. Cieszy on tym bardziej, że obecnie niewielu autorów decyduje się na taki zabieg. I choć nie jestem ortodoksyjnym fanem słowiańszczyzny, to dzięki temu elementowi czytało mi się "Sztejera 2" znośnie. Warto też wspomnieć o tytułowym bohaterze, który nie zmienia się, zarówno pod względem postępowania, jak i charakteru. Muszę przyznać, że pomimo powielanych schematów Forysiowi udało się wykreować całkiem interesującą postać.

Klimat i bohater jeszcze jakoś trzymają tę pozycję w ryzach, lecz porażki przysłaniają dobre strony książki. Na pierwszy odstrzał idą osoby drugorzędne, na których się bardzo zawiodłem. O ile w pierwszym tomie można było na to przymknąć oko, głównie ze względu na fakt, iż Vincent działał w odosobnieniu, to tutaj się po prostu nie da. Wszelkie postacie, które ukazuje nam historia, są bezbarwne i nieciekawe. Dochodząc do końca książki zdałem sobie sprawę, że z postaci drugoplanowych pamiętam tylko Arkina! A jak wiadomo, nie da się opowiedzieć ciekawej historii bez wyrazistych osób trzecich.

Dobra, kwestie bohaterów mamy już za sobą. Czas na fabułę, w której Foryś także się nie popisał. Już od początku lektury wiedziałem, że coś jest tu nie tak. Autor, w porównaniu do "jedynki", podzielił książkę na trzy rozdziały. Wszystko niby ok, jednak po przeczytaniu pierwszego rozdziału zastanawiałem się, o czym ona konkretnie była? Na około 90 stronach autor opisuje, jak Sztejer zabija z łatwością Ścierwojada, który ponoć jest nie do pokonania, następnie przyjmuje zlecenie, a na końcu odbija córkę bogatego człowieka z klasztoru dla mężczyzn. Rozumiem, że trzeba jakoś urozmaicić historię (w końcu kto wydałby powieść mającą 220 stron), ale żeby robić to tak nieudolnie? Szczerze mówiąc, po 90 stronach miałem już dość czytania! Nawet "W Grobie" nie udało się tak szybko mnie zniechęcić do siebie.

Lecz największy dramat był dopiero przede mną. Drugi rozdział, najdłuższy ze wszystkich, okazał się całkiem strawny, dzięki czemu obudziły się we mnie nadzieje na pozytywne i interesujące zakończenie. Teraz mogę powiedzieć tylko jedno – nadzieja matką głupich. Czytając ostatnie kartki nie sposób odnieść wrażenia, że Foryś sam do końca nie znał zakończenia swojej historii, a cała intryga powstała zupełnie spontanicznie. Chyba miało to na celu zaskoczenie czytelnika niespodziewanym zakończeniem. W rzeczywistości koniec żenuje i totalnie zniechęca do trzeciej części.

Generalnie mógłbym kontynuować moją krytykę na temat powieści. Tylko po co kopać leżącego? Klimat i bohater tej książki nie ratują. Autor nie wysunął wniosków ze wcześniejszych porażek i napisał kontynuację pod każdym względem gorszą od swojej poprzedniczki. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że "Sztejer 3" zrekompensuje moje wyrzucone w błoto pieniądze. Chociaż czy ja nie powiedziałem, że nadzieja jest matką głupich?

Ocena Game Exe
3
Ocena użytkowników
9 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...