Solomon Kane. Okrutne przygody

4 minuty czytania

solomon kane. okrutne przygody, okładka

Kroczy powoli i z dystynkcją, w posępnym, czarnym płaszczu, mężczyzna wysoki i chudy. Rondo kapelusza bez piór oblewa cieniem jego bladą, beznamiętną twarz. Wzrok taksuje namacalne znamiona upadku ludzkości, której zgroza rzeźbi mefistofeliczne rysy twarzy wędrowca. Mówi o sobie: człowiek bez ziemi – samotny podróżnik dzierżący w dłoni czarnoksięski, plemienny kostur voodoo o magicznej mocy, z wysłużonym rapierem w skórzanej pochwie u pasa, w towarzystwie dwóch pistoletów i dirka. Kroczy, by zabijać w imię sprawiedliwości. Solomon Kane, Anglik bez domu, wuj Conana i Kulla, awanturniczy archetyp bohatera „magii i miecza”; za pośrednictwem Rebisu po raz pierwszy ze wszystkimi przygodami w jednym tomie.

Zanim Robert E. Howard wymyślił postać, która przyniosła mu sławę – barbarzyńskiego Cimmeryjczyka – w wieku 22 lat zaczął drukować w pulpowym czasopiśmie „Weird Tales” pierwsze opowieści o Solomonie Kanie. Dziś niepokonany purytanin może się pochwalić sporą liczbą przygód: kilkudziesięciostronicowych, sporo krótszych, zachowanych jedynie we fragmentach, a nawet wierszowanych, zazwyczaj w luźnym związku ze sobą, z drobnymi jedynie nawiązaniami w sferze postaci, miejsc i zdarzeń. Jeśli chcemy mówić o fabule „Okrutnych przygód”, należy wspomnieć, że nasz bohater – w myśl zasady: nigdy nie umykać przed pojedynczym nieprzyjacielem – przemierza ponure torfowiska i bagna, grożące na każdym kroku śmiercią lasy i dżungle, zatęchłe grobowce, obskurne knajpy, zamki w nocnej poświacie oraz demoniczne miasta o prehistorycznej proweniencji. Pozornie bez celu, a jednak zawsze odnajdując upadłe miejsca i ludzi, których należy uwolnić od nieszczęścia. W atmosferze opowieści o zemście, okrucieństwie, czarnej magii i wielkich plemiennych wojnach spiętych osobliwą klamrą, Solomon Kane w pełnym uzbrojeniu przebywa Howardowskie światy, by godzić, zabijać i nieść wolność. Jeśli lubicie, gdy opisy walk podnoszą wam ciśnienie, a kolejne konflikty ekwilibrystycznie zażegnuje idealny wojownik, to nie mogliście lepiej trafić. Gdyby spisywać definicję niesamowitej przygody, „Solomon Kane” posłużyłby za przewodni tekst źródłowy.

solomon kane. okrutne przygody

Realizując wszystkie założenia gatunkowe „magii i miecza”, książka Howarda mogłaby być niczym więcej ponad dostarczającą lekkiej rozrywki nawalanką w dobrym stylu, ale na szczęście nie przesadzę mówiąc, że wypatruję w przygodach purytanina głębszego sensu. Kane nie jest płaską postacią, choć niewiele o nim wiemy poza tym, że wędruje, rozsiewa sprawiedliwość i zabija złych. Może właśnie jego tajemnica oraz to, czego autor nie dopowiedział, potęguje wokół niego aurę ciekawości. Przygody Anglika szybko nabierają rumieńców, a czytelnicy wrzuceni w nowe miejsce i czas prędko odnajdują się w motywacjach towarzyszących bohaterowi – temu, który pół świata przebędzie, by sprawiedliwości stało się zadość, by kara dosięgła złą jednostkę. Nieprzypadkowo akcję nowych opowiadań często zawiązuje piękna niewiasta, a Solomon – jak niejeden szlachetny wojownik – ochoczo zajmie się każdą oznaką bezbronności. Zdarza się też, że celem jest zemsta, a wtedy wspomniane już pół świata również nie będzie stanowić przeszkody. Należy dodać, iż mimo bezbłędnych umiejętności szermierczych i celnego oka, purytanin nie jest chodzącą nieskazitelnością. Nie wie wszystkiego o niesamowitościach świata, jaki dane mu jest przemierzać, z trudem pojmuje skutki czarnej magii, a nawet boi się jej. Przerażenie to odczuwa czytelnik, przez co chwilami postać Kane’a wydaje się zwyczajnie ludzka. O ile oczywiście ludzkim można nazywać człowieka, który z finezją wybije w pień całą kulę ziemską, napotykając trudności może tylko z… harpiami i żywymi trupami.

solomon kane. okrutne przygody

Każde opowiadanie w sadze prezentuje równy poziom (no, oprócz naprawdę krótkich shortów, które nie mają nawet miejsca, by się rozwinąć), co jest fenomenem w obliczu podobnych zbiorów. Co prawda punktuje tu jedność postaci, chronologia zdarzeń i obecność pewnych nawiązań, ale same historie można traktować oddzielnie i cieszyć się ich dynamizmem w każdym momencie. Żaden z tekstów nie oszałamia sprawiając, że na dłużej zostanie w waszej głowie, ale ich solidny poziom z gracją wpisze się w szare jesienne wieczory, które aż błagają o dawkę adrenaliny w klasycznym wydaniu. „Solomon Kane” to rzemiosło mogące porwać wielbicieli literatury opartej na akcji, a przede wszystkim oddanych fanów Howarda i Conana. Chwilami doskwiera jednak fakt, że bohater jest niezaprzeczalnym mistrzem walki wszelakiej, jak Cimmeryjczyk, przez co nie uświadczyłem troski o jego los i większego zaangażowania w powodzenie danej misji. Starcia są dynamiczne i emocjonujące, ale brak w nich elementu niepewności. Konstrukcję przygód natomiast oparto na schematach, lecz dzięki różnorodności tematów oraz fantastycznych zdarzeń i miejsc nie istnieje ryzyko nudy. Poczucie sprawiedliwości i niespotykany etos postępowania zawiedzie Solomona z XVI-wiecznych angielskich wiosek w najdziksze afrykańskie dżungle, gdzie wybryki natury owładnięte plemienną magią każą mu wielokrotnie stawać nad przepaścią dzielącą kruche życie od najgorszej śmierci. Jeśli uśmiechacie się z zadowoleniem na myśl o nieludzkich stworzeniach, echach potęgi Atlantydy, królowych odległych afrykańskich krajów (ekhm, Haggard…) i zewie pchającym bohatera w najniebezpieczniejsze zaułki – bierzcie w ciemno! Książka, w której wyjaśnienie części z howardowskich osobliwości znajduje swoje źródło w legendach zakorzenionych głęboko w kulturze i religii – laskę o specjalnej mocy wieńczy wizerunek bogini pradawnego Egiptu, harpie prowadzą do historii Jazona, a demony w jednym z opowiadań to te wypędzone na zachód przez biblijnego imiennika Solomona – nie może nie wciągnąć miłośników fantastyki spod znaku „magii i miecza”.

solomon kane. okrutne przygody

Czy Solomon Kane ma szansę w starciu z Conanem? Trudno orzec. Barbarzyńca zadomowił się w kulturze tak mocno, że tworzy wokół siebie mur nie do ominięcia. A jednak Solomon daje radę; mimo prostych przekonań kryje się w nim jakiś fatalizm. On intryguje, ale rzadko daje odpowiedzi. Chyba taki właśnie miał być – w opozycji do wartkiej akcji, dla zrównoważenia prostych, nastawionych na tempo opowiastek. „Okrutne przygody” mieszczą się w specyficznej niszy fantastyki, która porzuca ambicję i oferuje rozrywkę serwowaną z doskoku, kiedy tylko zechcemy trochę powalczyć. Bez problemów natury politycznej, bez walk o tron i skomplikowanych knowań. Rewelacji nie uświadczycie, ale możecie się zwyczajnie dobrze bawić. To prawdziwa literatura dla mężczyzn, choć damom rozkochanym w buchającej męskości walecznych wojowników też może przypaść do gustu (tylko czy ja w to wierzę?). Aha, każdy istotny dla fabuły przedmiot, każda potworna bestia lub piekielna walka purytanina są wiernie odtworzone w szkicach Gary’ego Gianniego. Umieszczone tuż obok, wyrywają się swą ekspresją i dynamiczną kreską z kart powieści. Chwała Rebisowi, że właśnie w takim stylu przypomina polskim czytelnikom pierwszego wojownika zrodzonego w głowie Howarda. Za te grafiki też wyższa nota – uatrakcyjniają solidne literackie rzemiosło, które podniesie ciśnienie łaknącym adrenaliny, nie zostawiając jednak w pamięci i sercu trwałych śladów.

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
8 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...