wampir_maskarada

Rezydent wieży. Księga I

3 minuty czytania

rezydent wieży, okładka

"Rezydent wieży" to powieść, która zwyciężyła w konkursie literackim "Nowej Fantastyki". Jej autorem jest Andrzej Tuchorski, który przed wydaniem omawianego tu utworu, na swoim pisarskim koncie miał zaledwie jedno opowiadanie opublikowane w ww. czasopiśmie. Sam fakt wybrania właśnie tej powieści spośród stu dwudziestu innych może świadczyć o jej walorach. Czy jednak słusznie nadano jej miano "(prawdopodobnie) najlepszej książki na świecie"?

Uważam, że niesłusznie. Przede wszystkim dlatego, że jest to pozycja czysto rozrywkowa i nie niesie ze sobą praktycznie żadnego przesłania. Składa się z pięciu historii, luźno powiązanych osobą głównego bohatera – maga Klavresa. Już tutaj pojawia się u mnie lekka irytacja, bo przecież konkurs dotyczył powieści o określonym limicie znaków, a nie pięciu tekstów, które bez straty na ich wartości można byłoby opublikować osobno.

Idąc dalej, kolejnym mankamentem tego utworu jest jego fabuła, która zawodzi na każdej linii. Jak już wspomniałem, jest pięć niemalże niezależnych od siebie rozdziałów. Każdy z nich opowiada o jakimś wydarzeniu z życia Klavresa. I nie byłoby to złe, gdyby nie fakt, że prawie wszystkie pomysły, bohaterowie czy historie już się gdzieś kiedyś przewinęły. Przykładowo, motyw walczącego tytana ze smokiem został tak opisany, że każdy, kto kiedykolwiek grał w "HoM&M III", skojarzy go z intrem tej właśnie gry. Podobnie rzecz ma się z większą częścią treści; osobiście odnalazłem tu podobieństwa (jeśli nie wręcz dokładny opis) do takich gier, jak "Icewind Dale", "Baldur's Gate" czy wspomniany wyżej "Heroes".

Na plus autorowi można zaliczyć język, jakim się posługuje. Jest bardzo obrazowy i barwny, przez co opisywane miejsca, postaci czy sytuacje można sobie wyobrazić z najmniejszymi szczegółami. Jednak i tu pojawia się problem – mniej więcej od połowy książki monotonia opisów staje się drażniąca; praktycznie każda postać jest obrazowana w ten sam sposób: wzrost, budowa ciała, twarz i znaki szczególne. I tak w koło Macieju...

Również styl jest tu dosyć zróżnicowany. Momentami, najczęściej przy relacji jakiejś walki, ciężko się oderwać od lektury; książka wtedy wręcz kipi od akcji i czyta się to naprawdę z wielką przyjemnością. Było również kilka chwil, kiedy Tuchorskiemu udało się mnie rozśmieszyć, miałem wtedy szczery uśmiech od ucha do ucha. Częściej jednak pojawiały się nic niewnoszące monologi (ach, ta pierwszoosobowa narracja) lub drętwe, choć w założeniu autora pewnie śmieszne, przeróbki idiomów, typu "nie zagląda się darowanemu centaurowi w zęby" – tych ostatnich było naprawdę sporo i autentycznie robiło mi się od nich niedobrze.

Niekwestionowaną zaletą tej powieści jest sam pomysł na głównego bohatera. Jest nim tytułowy rezydent wieży – mag Klavres, jednocześnie będący narratorem. Wraz z rozwojem akcji poznajemy go coraz lepiej. Początkowo wydaje się być znudzonym, choć dopiero dwudziestokilkuletnim, czarodziejem. Później odkrywamy jego tajemniczą historię, kiedy, jako rozbitek, trafił na odległe, nieoznaczone na mapach wyspy, gdzie poznał pewnego smoka i zaprzyjaźnił się z nim. W dwóch ostatnich historiach dowiadujemy się paru szczegółów o jego dzieciństwie i rodzinie, a także o tym, jak i dlaczego został magiem. Mamy również okazję poznać losy jego miłości oraz obiekt jego westchnień, czyli medyczkę Verenę. Jednak i tu nie obędzie się bez mojego narzekania. Choć każda z tych opowieści osobno przedstawia się całkiem interesująco, to jednak nie są powiązane ze sobą prawie wcale. W szczególności ta ze smokiem, która wydała mi się najciekawsza, jest praktycznie odgrodzona od innych barierą milczenia i czasu, tak jakby toczyła się w innym świecie bądź dotyczyła kogoś innego.

Również większość z opisywanych bohaterów, a jest ich całkiem sporo, została dobrze przedstawiona. Począwszy od drużyny śmiałków wyruszających na wyprawę po złoto i chwałę, przez obcokrajowców rodem ze starożytnego Egiptu, aż po najbliższe otoczenie Klavresa, czyli jego przyjaciela, Sobrinusa, oraz wspomnianą wyżej Verenę. Każda z postaci została wykreowana szczegółowo, zarówno pod względem charakteru, jak i wyglądu, co sprawia (mimo irytującej monotonii w sposobie ich opisu), że czytelnik bez większych trudności może się z nimi utożsamić i poczuć do nich coś na kształt sympatii.

Po lekturze "Rezydenta wieży" byłem naprawdę zdezorientowany. Z jednej strony jest to książka naprawdę wciągająca, miejscami napisana językiem tak barwnym i bogatym, że Tuchorskiemu pozazdrościłby go niejeden pisarz światowej sławy. Jednakże jest to też powieść całkowicie bez przesłania, wręcz niewymagająca użycia mózgu. Moja ocena byłaby znacznie wyższa, gdyby nie irytujący fakt, że pozycja tak bardzo rozrywkowa zwyciężyła w konkursie literackim "Nowej Fantastyki". Bo przecież jest to czasopismo stawiające sobie za cel niesienie wartościowego przesłania skłaniającego do refleksji, a publikowane w nim utwory, jak dotąd, prezentowały bardzo wysoki poziom intelektualny, rozrywkę stawiając na drugim miejscu. W tym przypadku jest jednak dokładnie na odwrót – to rozrywka została tu postawiona na piedestale.

Dziękujemy wydawnictwu Prószyński i S-ka za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
4
Ocena użytkowników
4,5 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Jak dla mnie twoja końcowa ocena jest nieco zbyt surowa.

Koncepcja osobnych opowiadań luźno ze sobą połączonych, zupełnie jak u Ćwieka, i mnie nie przypadła do gustu. Przekształcone przysłowia, od których gęsto na samym początku książki, również i u mnie wywoływały jedynie uczucie politowania.

Aczkolwiek ja jednak odebrałem całą powieść bardziej jako pastisz wszelkich opowiadań fantasy typu miecza i magii, niż poważną lekturę. Fakt, że pojawiają się niby jakieś poważniejsze wątki, ale Klavres co i rusz wyśmiewa wszelkich bohaterów, a kulminacja tego znajduje się w teorii magii opowieści.

Zupełny brak tutaj czegokolwiek odkrywczego, ale powieść jest krótka (niestety nie zawsze wciągająca) i szybko się ją czyta. Daję 5,5/10 i z chęcią sięgną po drugą część w ramach niewymagającej lektury

Dodaj komentarz

Wczytywanie...