Ponura drużyna

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski poniedziałek, 22 września 2014
ponura drużyna

„Ponura drużyna” to kolejny debiut w gatunku fantasy opatrzony niezwykle zachęcającymi hasłami wyzierającymi z okładki. Określenia typu: „powieść, której nie można przegapić” nie powinny już raczej robić na czytelnikach wrażenia, bo znajdują się na większości nowych tytułów. Zastanawia mnie jednak inna rzecz – czy autorom tych pozytywnych opinii książka naprawdę się podoba? Nieraz miałem wrażenie, jakbym miał do czynienia z zupełnie odmienną pozycją niż ta, która rzekomo ich zachwyciła... Pewnie nigdy się tego nie dowiem, ale prawda jest taka, że reklamujące oceny często okazują się zwodnicze (tak, mam tu na myśli kiepską imitację wikińskiego fantasy, „Miecze dobrych ludzi”). Czy podobnie jest w przypadku dzieła Luke'a Sculla?

„Ponura drużyna” wbrew moim oczekiwaniom nie jest powieścią drogi, w której ekipa bohaterów wędruje w określone miejsce, przeżywając fascynujące przygody, odkrywając samych siebie i przede wszystkim ratując świat od zagłady. Nie oznacza to jednak, że wcale nie korzysta z dóbr klasycznego fantasy. W debiucie Luke'a Sculla znajdziemy powszechnie znane elementy jak młodzieniec z magicznym mieczem i zamiarem zamordowania potężnego tyrana (Davarus Cole) czy podstarzały wojownik uciekający przed tragiczną przeszłością (Brodar Kayne). Pozornie nie ma w tym nic wyjątkowego, lecz kiedy zapoznacie się z zawartością, uwierzcie mi – zmienicie zdanie. Siłą książki są główne postacie odbiegające swoimi osobowościami od przyjętych archetypów. Ten sam chłopak, który pragnie uwolnić miasto od okrutnego władcy, to zadufany w sobie osioł. Marzy mu się kariera prawdziwego bohatera, uwielbienie tłumów, szacunek mentorów, miłość ukochanej i wielka sława... Do tego mimo że nie jest obojętny na ludzką krzywdę, na herosa wcale nie wygląda. To mięczak, o czym świadczy między innymi fakt, że osoby, które próbuje uratować, zazwyczaj niedługo później i tak giną... Pech czy nieudolność? Stawiałbym na to drugie. Brodar Kayne nie próbuje przynajmniej udawać bohatera, lecz pisarz również przy jego kreacji nie zapomniał obdarzyć go własnymi problemami. Ot, na przykład mężczyzna ma kłopoty z wydalaniem moczu. Starość nie radość, prawda?

Można wręcz stwierdzić, że Luke Scull naśmiewa się z wykorzystywanych w gatunku fantasy schematów. Postacie mające ratować świat, obdarzone atrybutami, jakie niekoniecznie przypisalibyśmy herosom, pokazują, że autor lubuje się w czarnym humorze. Dlatego nierzadko główni aktorzy powieści mogą wzbudzać pogardę dla ich czynów będących na przykład wynikiem zwykłej zazdrości. Czy z tego powodu również antypatię? Ciężko udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Z pewnością nie łatwo z nimi sympatyzować, niemniej niektórzy dają się lubić. Wilk to jeden z takich charakterów – pod agresywnym zachowaniem, grymasami niezadowolenia i gniewu skrywa w sobie lojalność i inteligencję, a pełne wulgarności słowa potrafią rozśmieszyć bądź trafić w samo sedno, zaskakując błyskotliwością. Sytuacja nie wygląda więc tak, że autor przy tworzeniu bohaterów uznał bardziej pozytywne cechy za zbędne. Wyjątek stanowi tylko Cole, naprawdę mocno denerwujący swoim postępowaniem, które ma go wywyższyć ponad resztę. Jednak sądzę, że tutaj pisarz stara się przedstawić zupełnie co innego – starcie dziecięcych marzeń z brutalną i niesprawiedliwą rzeczywistością.

Luke Scull przy tworzeniu świata „Ponurej drużyny” poszedł w ślady Joego Abercrombiego. Przedstawia więc go z zupełną szczerością, bez ceregieli opisując śmierdzące Szare Miasto pełne odchodów i małych trupów na ulicach. Codziennie ktoś umiera – dzieci, starcy, dorośli – a przechodnie traktują to z lodowatą obojętnością, martwiąc się o własny los. Po niebie krążą myślostrzębie wyszukujące oznak buntu przeciwko władcy, potężnemu magowi Salazarowi. W tym świecie nie ma miejsca na szlachetność, o czym każdy, nawet Cole, w końcu się przekonuje. Pisarz ubarwia to interesującą historią o minionych już czasach, podkreślając w ten sposób beznadziejność teraźniejszości. Bogowie zginęli z ręki Władców Magii urodzonych jako zwykli ludzie, którym udało się uzyskać nieśmiertelność i pokłady niezrównanej mocy. Nikt teraz nie czuwa nad ludzkością, a ta sama zakłada na swoją głowę pętlę...

ponura drużyna

Należy też zwrócić uwagę na sceny walki, przy których autor nie patyczkuje się, nie znajdując umiaru dla słowa „ostre” czy „niesmaczne”. Krew się leje strumieniami, trupów jest niemało, a poodrywane kończyny sumiennie zdobią pola walki. Dla nikogo nie ma taryfy ulgowej, dlatego i jedna z głównych postaci łatwo może zaliczyć niezbyt chwalebną śmierć. Pojedynki sprawują się jeszcze lepiej niż w dawno temu chwalonej przeze mnie w tym aspekcie „Mongoliadzie”. Zasadniczą różnicą jest to, że nie toczą się przez kilka rozdziałów, dlatego trudno o ich przesyt. Przy tym jednak są bogate w nie zawsze piękne szczegóły oraz prezentują się na tyle dynamicznie i nieobliczalnie, aby ich lektura nie tylko nie była męczarnią, lecz stanowiła miłą odmianę od innych atrakcji. Wśród nich nie brak między innymi intryg, prowadzonych na przemian kilku wątków oraz trzymających w napięciu dialogów. Niestety przy tym wszystkim...

...„Ponura drużyna” nie pokazuje nic, czego byśmy już nie widzieli. To solidna książka z szybką akcją i paroma niezłymi zwrotami zdarzeń, lecz jeśli jest się zagorzałym miłośnikiem fantasy, trudno o bycie zaskakiwanym. Można drążyć temat, czy aby gatunek powoli nie zjada własnego ogona, czy można z niego jeszcze wykrzesać iskry oryginalności... Debiut Luke'a Sculla zdecydowanie nie kończy tych rozmyślań i mimo dobrych intencji, nie tworzy na kanwie popularnych schematów czegoś innowacyjnego. Przyznam, że jestem odrobinę rozczarowany. Dostałem porządną rozrywkę na kilka wieczorów, która potrafiła mnie odciągnąć od innych spraw, ale... w swoim czarnym humorze, beznadziejności świata i nietypowych bohaterach nie odchodzi daleko od klasycznego fantasy oraz całkowicie nie porywa snutą opowieścią.

To jednak już zwykłe marudzenie, więc jeśli nie zdążyliście znudzić się gatunkiem, możecie natychmiast biec do księgarni po „Ponurą drużynę”. W dobie kiepskich debiutów (oczywiście mam tu na myśli „Miecze dobrych ludzi”) dzieło Luke'a Sculla pozytywnie się wyróżnia i stanowi przykład, jak powinno się pisać książki.

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 8,33 Średnia z 6 ocen
Twoja ocena

Komentarze

erykro · wtorek, 30 września 2014, 23:59
0
Przeczyatne, oceniam 5/10 - dość słaba książka, chociaż pomysł dobry.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...