szczury_wroclawia_szpital

Lśnienie

Stephen King zyskał sławę nie tylko z powodu swoich niewątpliwych umiejętności pisarskich. Nie bez znaczenia są liczne ekranizacje jego dzieł, a jednym z chyba już kultowych jest "Lśnienie" w reżyserii Stanleya Kubricka z 1980 roku. Co ciekawe, film ten był bardzo chłodno przyjęty, a autor książki rozczarowany taką wizją swojego dzieła. Obejrzałam go właściwie zaraz po zamknięciu powieści i zgadzam się z zarzutami stawianymi Kubrickowi przez Kinga, a także fanów powieści, ale nie sposób odmówić reżyserowi geniuszu. Czy jest to arcydzieło? Zdecydowanie tak. Czy jest to ekranizacja? Zdecydowanie nie.

lśnienie

Nie dałaś dokończyć mi zdania. Mówiłem – nie skrzywdzę cię, ja ci tylko rozwalę łeb! Rozwalę ci ten zasrany łeb!

Jack Torrance

Zawsze mam mieszane uczucia, kiedy powstaje film na podstawie powieści. Takie skrzywienie osobowości objawiające się pod postacią hasła: książka jest zawsze lepsza. Bo jest, ale zdaję sobie sprawę z tego, że przekazanie w postaci filmowej historii opisanej na ponad 500 stronach i to rozgrywającej się w dużej mierze w umysłach bohaterów, nie tylko nie jest łatwe. Jest właściwie niewykonalne. Stanley Kubrick podejmuje jednak wyzwanie, a nawet całkiem nieźle sobie radzi. Film spełnia wszystkie podstawowe kryteria horroru: trzyma w napięciu, przeraża, wprowadza czytelnika we własny świat, z tym że ten świat jest zupełnie inny niż zarysowana przez Kinga rzeczywistość. Pomijam tutaj konieczne skróty i łączące się z nimi spłycenia, bo – jak już wspomniałam – trudno byłoby oddać na ekranie wewnętrzną walkę Jacka Torrance’a. Myślę, że dzisiaj byłoby to możliwe. Wystarczyłoby podzielić "Lśnienie" na jakieś 5 części, ostatnią jeszcze na dwie, ogłosić daty kolejnych premier, dodać wybuch wulkanu oraz atak kosmitów, i można przeliczać zyski. A jednak dobrze, że ten film zrealizowano 34 lata temu.

lśnienie

Stanley Kubrick zabiera nas w podróż do słynnej Panoramy, lecz jest to zupełnie inna wycieczka niż ta, w którą wybraliśmy się dzięki Stephenowi Kingowi. Jack wraz z żoną i małym synkiem trafia do hotelu, gdzie ma objąć posadę dozorcy. Budynek jest zamknięty ze względu na niekorzystne warunki pogodowe, a zatem troje bohaterów ma w założeniu spędzić kilka miesięcy w odosobnieniu, a przy okazji odbudować bardzo nadszarpnięte alkoholizmem Jacka więzi rodzinne i wyjść wiosną jako zupełnie nowa, ulepszona wersja rodziny Torrance’ów. Jack przy okazji ukończy powieść i wróci na szczyt. Jak to jednak zwykle w takich historiach bywa, droga będzie bardzo stroma i wybitnie trudna do pokonania.

lśnienie

Przede wszystkim Stanley Kubrick nie trzyma się kurczowo pierwowzoru i nie stara się za wszelką cenę pokazać wszystkiego, co wcześniej opisał mistrz horroru. Moim zdaniem całe szczęście, bo inaczej film ciągnąłby się godzinami, a widz wyszedłby z sali kinowej zmaltretowany bardziej niż turysta po pobycie w Panoramie. Reżyser przede wszystkim nie przedstawia nam początkowej wizji sielanki i szczęścia rodzinnego, ale od razu buduje napięcie, otacza dusznym, przytłaczającym niemalże klimatem zła wiszącego w powietrzu. W powtarzających się motywach zwiastujących późniejszą katastrofę, jest coś psychodelicznego. Coś, co jednocześnie przeraża i sprawia, że oglądający ma ochotę odwrócić wzrok od ekranu, ale jednocześnie ten sam czynnik mami, przyciąga, powoduje, że chce się wniknąć w ten świat jeszcze głębiej. Dodajcie do tego jeszcze długie ujęcia, które potęgują napięcie i przytłaczający klimat miejsca, w którym przebywają bohaterowie, a otrzymacie idealny przepis na film kultowy. Kubrick jak nikt potrafi grać obrazami i muzyką w taki sposób, aby zawładnąć odbiorcą i nie puszczać go jeszcze długo po zakończeniu seansu. Właściwie w każdej minucie tego filmu czai się uśpione zło, które z sekundy na sekundę ujawnia się coraz bardziej.

Trzeba także zaznaczyć, że niezwykły wręcz magnetyzm tego filmu to w dużej mierze zasługa brawurowego Jacka Nicholsona w roli Jacka Torrance’a. Dla mnie podstawowym zadaniem aktora jest sprawienie, że widz mu uwierzy i to właśnie dzieje się na naszych oczach, gdyż z każdą kolejną minutą projekcji, coraz bardziej wierzyłam w to, że główny bohater po prostu zwariował i nie ma znaczenia, czy akurat wpatruje się nieobecnym wzrokiem w dal, czy też biega po hotelu, ściskając w dłoniach siekierę. Na jego tle grająca rolę żony Shelley Duvall staje się właściwie niezauważalna, choć ma swoje filmowe "pięć minut", gdy odkrywa, jak wygląda rzeczywista praca jej męża i niemal rozpaczliwie przerzuca kolejne kartki maszynopisu.

lśnienie

Filmowe "Lśnienie" to film, który na pewno zapewni wam wiele wrażeń. Nie jest on jednak wierną ekranizacją powieści Kinga, więc jeśli tego właśnie oczekujecie – będziecie rozczarowani tak, jak autor pierwowzoru.

Ocena Game Exe
10
Ocena użytkowników
8,5 Średnia z 4 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...