posiadlosc

Kolory sztandarów

2 minuty czytania

Rzadko się zdarza, żebym kupował książkę „na twarz”, oceniając jedynie jej okładkę w księgarni. Kiedy już do tego dojdzie, to zakup okazuje się być trafny. Ot, losowy splot intuicji i dobrej karmy. Pierwszym takim zakupem był „Szatański interes” Tomasza Pacyńskiego, ale o nim opowiem innym razem. Drugim zaś „Kolory sztandarów” Tomasza Kołodziejczaka, której to pozycji poświęcona jest ta recenzja. Pierwsze wydanie tej powieści ukazało się w roku 1996, gdy wasz drogi recenzent miał lat siedem i dopiero wprawiał się w sztukę czytania. Książkę uhonorowano bardzo prestiżową nagrodą Zajdla i zniknęła ona ze sceny na długie lata. Dopiero we wrześniu roku 2010, nakładem wydawnictwa Fabryka Słów, „Kolory sztandarów” wróciły na półki księgarń.

Akcja powieści jest osadzona w odległej przyszłości, na kolonii na planecie Gladius, znajdującej się w niezależnym systemie Multona. Fabuła obraca się wokół poważnego problemu trapiącego Gladiusa – inwazji wysoce zaawansowanej technologicznie rasy kosmitów, zwanych korgardami. Pokazuje ona liczne konsekwencje tego wydarzenia – od walki politycznej pomiędzy dwiema frakcjami, przez działania armii próbującej bronić obywateli i zatrzymać inwazję, po problemy zwykłych ludzi. Sytuację dodatkowo komplikuje Dominium Solarne – organizacja zrzeszająca większość ludzkości, która wesprze wysiłki kolonistów pod jednym warunkiem: utratą niepodległości. Na to nie ma zgody, choć opór powoli się łamie w miarę wzrostu liczby ofiar konfliktu… Zarysowana przez autora sytuacja zdaje się być bez wyjścia i przez to śledzenie losów bohatera staje się znacznie, znacznie ciekawsze.

Głównym bohaterem „Kolorów sztandarów” jest Daniel Bondaree, tanator – połączenie sędziego i żołnierza oddziału szturmowego. Skojarzenia z sędzią Dreddem są jak najbardziej na miejscu. Z powodów, na temat których nie będę się rozwodził, zostaje on wcielony do specjalnego oddziału walczącego z korgardami. Daniel nie jest może najgłębszą z postaci, jakie spotkałem, ale jest dobrze zarysowany – konkretny, z zasadami i jajami. W świecie i otoczeniu, w którym się znajduje, jego cechy to zarówno zaleta, jak i wada. By nie spoilerować, powiem tylko, że autor poddaje bohatera wielu próbom. Nie ze wszystkich wychodzi on obronną ręką…

Tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie podczas lektury, było uniwersum, w którym toczy się akcja powieści. W ponurym świecie przyszłości wszczepy są na porządku dziennym, chirurgia plastyczna osiągnęła status mody, pokręcone subkultury wymagają licznych zmian w ciele, prawo jest surowe, a życie niełatwe. W celu opisania tego złożonego uniwersum, autor wytworzył wiele własnych pojęć i określeń, które czytelnik musi sobie przyswoić po drodze. W trakcie lektury zwiedzimy tajne ośrodki militarne, futurystyczne miasta oraz stację kosmiczną położoną w atmosferze gazowego giganta. Główni źli powieści, korgardzi, są przedstawieni wiarygodnie, choć nie są czymś zupełnie nowym.

Parę słów o wydaniu. Grafika na okładce przypadła mi do gustu i skłoniła do zakupu. W trakcie lektury nie natknąłem się na żadne brakujące przecinki lub błędy. Ilustracje autorstwa Dominika Brońka są jak zwykle dobrej jakości i dobrze oddają klimat uniwersum.

Podsumowując, jeśli poszukujesz pełnokrwistego science-fiction made in Poland, to „Kolory sztandarów” są książką dla ciebie. Fabuła trzyma w napięciu, każde nowe wydarzenie pobudza apetyt na więcej, który następnie jest zaspokajany. Świat przedstawiony w książce jest przekonujący i intrygujący. A kontynuacja… Cóż, to materiał na kolejną recenzję.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
6 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...