Dawno, dawno temu – Sezon 3

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski środa, 19 sierpnia 2015
dawno, dawno temu

Trzeci sezon „Dawno, dawno temu” wita widzów nowym miejscem akcji – Nibylandią. Tak, „Piotruś Pan” to kolejna fantastyczna historia, która została wpleciona w fabułę serialu. I bynajmniej nie jest epizodyczna, ponieważ wątkowi przywódcy Zagubionych Chłopców poświęcono całą pierwszą połowę serii – czyli jedenaście odcinków. Czy przeniesienie tam wydarzeń było dobrym pomysłem, a trzeci sezon kontynuuje dobrą passę produkcji ABC? Odpowiedź na to pytanie niestety nie jest tak jednoznaczna, jak bym sobie życzył.

dawno, dawno temudawno, dawno temu

Trzeba jednak oddać twórcom, że nieźle zaplanowali początek nowej serii, wciągając widza w ekscytującą przygodę w nieznane miejsce. Co prawda napotykane motywy są strasznie oklepane, ale nie zapominajmy, iż mamy do czynienia z przyjemnym serialem fantasy, który stawia na magiczny klimat i zróżnicowane postacie, a nie na oryginalność. Dlatego nacisk na wątek podróży czy skłóconej drużyny nie powinien budzić zniechęcenia. Sądzę, że każdy, kto dotrwał do trzeciego sezonu, doskonale zdaje sobie sprawę z heroicznego charakteru „Dawno, dawno temu”, więc stosowanie znanych schematów nie będzie żadnym zaskoczeniem.

dawno, dawno temu

Wad należy upatrywać zupełnie gdzie indziej. Wciąż rzuca się w oczy niezadowalająca scenografia. Początkowo Nibylandia stanowi miłe odświeżenie od solidnie wyeksplorowanego miasteczka, Storybrooke, jednak z czasem nabiera się przekonania, że bohaterowie właściwie chodzą w kółko. Mijają te same drzewa, idą nazbyt podobną trasą, co ledwie odcinek temu... Całe szczęście, że trwa to tylko połowę sezonu, w trakcie którego twórcy zabierają nas też, choć na krótko, w inne miejsca, dlatego, koniec końców, pożegnanie z Nibylandią nadchodzi w odpowiednim czasie – zanim na dobre będziemy nią zmęczeni. dawno, dawno temu Później już lokacje nie są tak jednostajne, choć dla odmiany powraca szafowanie komputerowymi efektami.

Tak więc i tutaj dla obeznanego z serialem szoku nie ma. Prawdziwe nieprzyjemności dopiero pojawiają się z czasem. Owszem, scenarzyści wykreowali kolejnego genialnego antagonistę, który pod względem charyzmy, inteligencji i uroku osobistego pokonuje większość pozytywnych bohaterów. Do tego również odkrywa przed nami interesujące oblicze w dalej prezentowanych retrospekcjach. W Piotrusia Pana wciela się Robbie Kay – doskonale grający starszą postać niż sugerowałby to jej wygląd. W tej kreacji nie ma mowy o jakimkolwiek błędzie, problem znowu stanowią protagoniści. Zamiast skupić się na ratowaniu Henry'ego, wdają się w trójkąty miłosne, co oczywiście prowadzi do konfliktów – jakżeby inaczej. Ratunkiem okazuje się pirat, któremu udaje się zachwycać nawet podczas miłosnych flirtów i dzielenia się patetycznymi wyznaniami (wygląda wtedy, jakby miał się zapaść pod ziemię, co zgadza się z jego charakterem, wszak Kapitan Hak nie jest przyzwyczajony do bycia dobrym ani szczerym). Cecha godna pochwały.

dawno, dawno temu

Wciąż męczony jest związek Śnieżki i Księcia z Bajki. Szczerze mówiąc, całą pierwszą połowę sezonu para budzi najgorsze uczucia. Scenarzyści nie mają już nic ciekawego do powiedzenia na ich temat, czy to w aktualnych czasach, czy retrospekcjach, więc dalsze rozwinięcia są sztuczne i budzą skojarzenia z melodramatami. Na domiar złego zapanowała moda na tworzenie problemów tam, gdzie ich nie ma. Wcześniej czarne charaktery (Kapitan Hak i Zła Królowa) były przeciwnikami bohaterów – źle. Teraz chcą pomóc – też źle, więc koniecznie trzeba się wyzłośliwiać w rozmowach z nimi. Domyślam się przyczyny tej sytuacji – scenarzyści nie potrafią w inny sposób zaprezentować nieufności wobec dawnych wrogów i w miarę ciekawie poprowadzić relacji w drużynie. dawno, dawno temu Efektem jest nierówna jakość stosunków w ekipie – raz odrzucą dyrdymałami, innym razem obserwowanie ich rodzącej się współpracy wypada interesująco i całkiem wiarygodnie. Ze złej strony pokazuje się także sam Henry – zbyt łatwo daje sobą manipulować. W pewnym momencie jego los kompletnie przestaje obchodzić, skoro nastoletni bohater – podobnie jak dawniej Mulan – nie słucha głosu rozsądku z banalnych powodów.

Druga połówka sezonu znacznie ratuje sytuację. Serial powraca na dobre tory, wprowadza tajemniczą atmosferę, podsyca napięcie i odstawia na bok frustrujące wcześniej postacie (z jednym wyjątkiem: Emma zaczęła gwiazdorzyć, a w pobliżu nie było snickersa). Historia trzyma równy poziom, zaś nowy antagonista (w tej roli Rebecca Mader) niewiele ustępuje Piotrusiowi Panowi. Ponownie padają zwroty akcji, tylko jeszcze bardziej zaskakujące niż do tej pory. Czarne charaktery, które już przeszły drogę do zostania dobrymi, ogląda się wyśmienicie. Wątki miłosne są subtelne i dwuznaczne, więcej czasu dostaje Robin Hood (dobrze się zaaklimatyzował w serialu, choć wcześniej raczej tego nie planowano, skoro zaszła zmiana aktora) oraz Kapitan Hak, często raczący nas świetnym sarkastycznym humorem.

Słynny pirat w emocjonującym, dwuodcinkowym finale jest nawet bohaterem równorzędnym z Emmą. Zwieńczenie sezonu to zresztą doskonała zabawa w stylu „Powrotu do przyszłości” z nawiązaniami do „Gwiezdnych wojen” oraz cliffhangerem, po którym należy zbierać szczękę z podłogi i z miejsca rozpoczynać oglądanie czwartego sezonu. Prezentowane w drugiej połowie serii wydarzenia wiążą się z nową fantastyczną historią – „Czarnoksiężnikiem z krainy Oz”. Brakuje mi tylko obecności paru pobocznych postaci – przede wszystkim Czerwonego Kapturka, który w trzecim sezonie zszedł na dalszy plan, ale nie pogardziłbym też większym zaangażowaniem w rozwój akcji Doktora Frankensteina czy Szalonego Kapelusznika.

dawno, dawno temudawno, dawno temu

„Dawno, dawno temu” nie ma żadnej konkurencji. Tylko w produkcji ABC uświadczymy nieco przesłodzonej, ale baśniowej historii, w której występują znane z różnych fantastycznych opowieści postacie. Jednak sukces serialu tkwi również w rewelacyjnych kreacjach czarnych charakterów, które przechodzą metamorfozę i także chcą dla siebie szczęśliwego zakończenia. To sprawia, że „Dawno, dawno temu” jest wciąż wartym poznania serialem, szczególnie dla fanów fantastyki, a na bolączki trzeciego sezonu łatwo przymknąć oko. Dlatego ja zawiedziony nie jestem – to wciąż kawał dobrego fantasy.

Recenzja Sezonu 1

Recenzja Sezonu 2

Recenzja Sezonu 4

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 7,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...