Fragment książki

środa, 4 grudnia 2013

Prolog

Lipiec 2040
Trzy miesiące po udostępnieniu Nexusa 5
Symfoniczny

Dłonie pianistki prześlizgnęły się po klawiaturze, rozbiegły się w przeciwne strony, palce synchronicznie uderzały klawisze. Fortepian odpowiedział, muzyka wypełniła powietrze. Skrzypce podjęły melodię. Czuła je w swoim umyśle, tuż za sobą, czuła wibrowanie strun pod naciskiem smyczka, czuła te struny pod koniuszkami palców, czuła instrumenty dociskane podbródkami, muzykę, która się z nich wydobywała. Potem poczuła wejście perkusji. Poczuła, a zarazem usłyszała. Rytm dźwięków i umysłów stanowił kontrapunkt dla jej melodii.

Kade zatonął w muzyce całkowicie, zatracił się. Jego ciało leżało na drugiej półkuli, ale umysłem był wewnątrz mózgu pianistki, obserwował, przyswajał, a wszystko to dzięki tylnemu wejściu, które wraz z Ranganem ukryli w Nexusie, by móc obserwować, jak wykorzystywana jest stworzona przez nich technologia.

Umysł pianistki był połączony z umysłami innych muzyków. W pustej sali koncertowej grało ich łącznie siedmioro, ich myśli splotły się ze sobą tak jak muzyka, czuli każdy swój ruch, każdą czynność, stanowiąc wspólnotę. Nie było innego dyrygenta poza tym, który tworzyło połączenie ich umysłów. Nie mieli publiczności, ale pewnego dnia zagrają z całą orkiestrą, dla pełnej sali, pozwolą ludziom poczuć, jak to jest tworzyć taką muzykę.

Pianistka pochyliła się nad klawiaturą, jej dłonie frunęły, ślizgały się, uderzały, palce stały się rozmazaną plamą, przygarbiła ramiona, gdy uderzała w klawisze, wykorzystując wagę całego ciała. Kade czuł krople potu na jej brwiach, pierś unoszącą się coraz szybciej, gładkość klawiszy pod palcami, klawiszy, którymi zawładnęła bez reszty, zawiłość utworu odtwarzanego z nieprawdopodobną lekkością. Słyszał muzykę w jej umyśle, czuł tę muzykę, narastające crescendo Trzeciego koncertu fortepianowego” Rachmaninowa, rejestrował oczekiwanie na kulminację. Odpowiedziała jej perkusja. Zaśpiewała waltornia. Smyczki dołączyły w idealnej harmonii. Czuł muzyków, ich umysły, ich ekscytację, gdy budowali napięcie... budowali... i budowali.

Tak. To...

To właśnie potrafił Nexus. Kade czuł, jak mury między umysłami muzyków rozwiewają się w nicość, unosi się woal złudzenia, iluzji, że są oddzieleni. Czuł, jak się łączą, scalają, stają się czymś więcej, pojedynczym umysłem znacznie większym niż tworzące go jednostki. Kade zatracił się w doświadczeniu, w muzyce, w strukturze wyższego umysłu, który formował się przed nim.

Wtedy wiadomość o wysokim priorytecie mignęła mu w polu widzenia.

[alarm]

Co? Kade stracił dech. Rangan? Ilya? Czy boty odnalazły jego przyjaciół?

[Alarm: wykryto kod submisji.
Status: aktywny].

Nie. To nie Rangan. Nie Ilya. Coś innego. Coś potwornego. Coś, co musiał powstrzymać.

Pianistka wybiła ostatnie żywe akordy Rachmaninowa. Bębny i smyczki dołączyły w kulminacji w tej samej chwili. Wyczerpana i przepełniona radością pozwoliła, by jej dłonie ześlizgnęły się z instrumentu. Wszyscy czuli obezwładniającą radość, w ich połączonej wyobraźni publiczność poderwała się na nogi, klaszcząc.

Kade z żalem przerwał transmisję, kliknął na ikonę alarmu, otworzył zaszyfrowane łącze, przywołał jedne z trzech tylnych drzwi, wpisał hasło, którego nikt poza nim nie znał, i przeniósł się prosto w strach.

Arkady Wołodin wyrzucił pięść w powietrze, podskakując na piasku, i wykrzyczał uciechę, gdy melodia wzniosła się do punktu kulminacyjnego. Pięć tysięcy innych uczestników imprezy wrzasnęło razem z nim wprost w aksamitne nocne niebo nad plażą. DJ pozwolił im na dwie sekundy odpoczynku, a potem bit rozległ się ponownie. Dźwięk basów rezonował w piersi Arkadego, wibrował w kościach. Tłum ryczał jeszcze głośniej. Arkady czuł ich w swoim umyśle niczym wzbierającą niepowstrzymanie falę, przepełnionych bezgraniczną radością, nakręconych tą epicką nocą w tym epickim miejscu.

Boże, jak ja kocham Chorwację, uświadomił sobie Arkady. Ci ludzie wiedzą, jak się bawić!

Ponad jego głową laserowe światła prześlizgiwały się po niebie, znacząc jaskrawym błękitem i czerwienią chmury dymu wznoszące się znad imprezy na plaży. Czysty piasek wibrował muzyką, wysyłając rytmiczne drgania wprost do stóp Arkadego. Fale raz po raz obmywały brzeg i nogi uczestników imprezy odzianych w skąpe bikini lub kąpielówki. Za rusztowaniami, na których stały reflektory i maszyny do dymu, łagodnie kołysały się palmy. Na platformach ponad szalejącym tłumem wirowały tancerki go-go.

– Mogę tu dostać Nexusa? – spytał wcześniej Arkady. W Moskwie byłoby to zbyt ryzykowne, ale skoro był tutaj...

– Ten facet, tam – usłyszał w odpowiedzi i pokazano mu wysokiego smukłego mężczyznę, który palił papierosa, opierając się o ścianę budynku nieco dalej na wzgórzu. – Możesz dostać od Bogdana.

Kilka minut później, w cieniu, do którego nie sięgały światła, wymienił zwitek gotówki na fiolkę ze srebrnym płynem. Natychmiast wypił jej zawartość. Ciecz spłynęła do gardła, oleista, zostawiając w ustach metaliczny posmak. Arkady postanowił znaleźć jakiegoś drinka, który pomoże mu pozbyć się posmaku i dziwnego uczucia w gardle.

Zanim dopił drinka, Nexus zaczął działać. Faza kalibracji. Miał halucynacje – był pieprzonym carem w pałacu w starej Rosji. Nie był pałacem. Nie – był całym cholernym miastem!

Arkady parsknął śmiechem. Sama prawda. Był carem, a co. Młodym władcą, jeśli wziąć pod uwagę innych klientów tutaj. Pieniądze z ropy. To było jego królewskie pochodzenie. Przyjechał tutaj, żeby wyssać szpik z tego państwa, skupował prawa do przybrzeżnych złóż metanu dla Gazpromu. Był zdobywcą. Och, podbije cały ten kraj z jego plażami, prochami, kobietami i gazem. Wszystko będzie jego. Lepiej niż w pieprzonej Moskwie.

Muzyka osiągnęła punkt kulminacyjny. Arkady podskakiwał zgodnie z jej rytmem, trzęsąc się szaleńczo, czuł, jak wokół niego tancerze robią dokładnie to samo.

[Kalibracja ukończona].

Informacja przesunęła się w polu jego widzenia.

[Królicza Nora gotowa. Chcesz wejść?]

Wołodin uśmiechnął się szeroko. Słyszał o tym. Aplikacja rzeczywistości wirtualnej, jaką oferował ten klub. O tak, chciał spróbować.

***

W polu widzenia, z boku, pojawiły się klawisze kontrolne nakładek, które mógł włączać bądź nie. Pierwsza z nich była już uruchomiona. Arkady obrócił się i roześmiał.

Tancerzy wokół niego spowijało złoto i srebro, niczym błyszczące aury. Ocean był teraz płynnym srebrem, toczył fale po diamentowej plaży. Gwiazdy stały się nagle znacznie jaśniejsze, ich blask przebijał się przez kłęby dymu, wirowały powoli, gdy na nie patrzył. Na niebie wznosił się księżyc w pełni. Arkady dostrzegł tancerki. Ich aury były warstwami czystej energii, iskrzyły i trzeszczały nieustannie. Dziewczyny wyciągały w tańcu dłonie, a błyskawice strzelały z nich wprost w roztańczony tłum.

Arkady krzyknął zadowolony i jeszcze bardziej zapamiętał się w tańcu, z całej siły uderzając stopami w piasek. Czuł, jak tłum mu odpowiada, czuł niesamowite upojenie chwilą tętniące w nich wszystkich.

Zajebiste!

I wtedy powiew wiatru uderzył go w plecy. Arkady obrócił się na tyle szybko, by zobaczyć, że coś leci w jego stronę, coś wielkiego, uzbrojonego w potężne kły. Nurkowało wprost z rozgwieżdżonego nieba, znad oceanu płynnego srebra – drapieżnik kierujący się w stronę roztańczonego tłumu z łakomie rozwartą paszczą. Arkady widział, jak między gigantycznymi szczękami tańczą płomienie. Smok dmuchnął i plażę zalał ogień.

Rosjanin rzucił się na piach. Żar oblał mu plecy. Uderzył go kolejny podmuch wywołany potężnymi skrzydłami.

Arkady podniósł głowę i zobaczył, jak smok wznosi się ku iskrzącej Drodze Mlecznej, młócąc powietrze skrzydłami. Wokół imprezowicze w blasku kolorowych aur kulili się lub przykucali. Inni wciąż tańczyli, śmiejąc się z tamtych, ale nie złośliwie.

Ja pierdolę! – pomyślał Arkady.

Myślami sięgnął do panelu kontrolnego, usunął warstwę i spojrzał w górę. Smok zniknął. Tak samo gwiazdy przesłonięte dymem i laserowymi światłami. Rozejrzał się. Nikt nie miał aury. Woda była wodą, a fale uderzały o brzeg z piasku. Tancerki go-go też nie ciskały błyskawicami.

Kurwa, zajebiste! – pomyślał Arkady.

Wyprostował się, podniósł ręce i czekał, aż smok zrzuci na nich deszcz ognia.

Bogdan Radić zaciągnął się papierosem. Oczy miał zamknięte, jego myśli biegły od umysłu do umysłu, szukając idealnego celu. Francuzka w butach od drogiego projektanta? Para Włochów nosząca krzykliwą biżuterię? Wszyscy wzięli narkotyk, jego specjalną wersję Nexusa, i teraz ich umysły stały przed nim otworem.

To wcale nie było takie trudne. Naprawdę. Nexus 5 był teraz oprogramowaniem otwartym. Bogdan musiał tylko wziąć kod, zmodyfikować go odpowiednio do swoich potrzeb, żeby zapewnić sobie tylne wejście do umysłu każdego, kto zażył narkotyk, a potem załadować zmodyfikowanego Nexusa do fiolek. Jeśli ktoś umiał, mógł zmienić Nexusa w dowolny sposób. A Bogdan potrafił programować jak cholera.

Odrzucił Francuzkę. Pochodziła z bogatej rodziny, ale nie umiał znaleźć w tej ślicznej główce żadnej drogi do bogactw. A porwania nie były dla niego. Zbyt poważne ryzyko. Zbyt duże szanse na przemoc fizyczną.

Włosi... Przejrzał ich umysły w trakcie fazy kalibracji, gdy ogólna dezorientacja maskowała jego poczynania. Nie. Zgrywali bogatych, ale ich zyski nie pokrywały nawet połowy kosztów. A aktywa mieli zbyt płynne, jak na potrzeby Bogdana. No i dwa trupy trudniej ukryć niż jednego.

Teraz Rosjanin. Bogdan przesiewał chaotyczne myśli Arkadego w trakcie fazy kalibracji. No, no, no. Wygrany los.

Radić wślizgnął się do budynku klubu, do magazynu, zebrał swoje oprzyrządowanie. Potem sięgnął myślami i przyciągnął ku sobie Wołodina.

Arkady uniósł ramiona w obronnym geście, gdy jaszczur zawrócił w ich kierunku. Bestia otworzyła paszczę i bluznęła ogniem. Żar uderzył w Arkadego z potężną siłą, oblał jego twarz, ramiona, pierś. Naparło na niego powietrze pchane gigantycznymi skrzydłami. Chciał się skulić, ale zamiast tego wrzasnął na całe gardło, jak krzyczą ludzie w rollercoasterze.

I nagle było po wszystkim, jaszczur przeleciał.

Wołodin podskoczył, wrzeszcząc triumfalnie. Obok Chorwatka, w bikini zaledwie, krzyczała tak samo, podskakując raz po raz. Grawitacja wyczyniała z jej piersiami niesamowite rzeczy. Arkady podchwycił jej spojrzenie.

I nagle coś go złapało. Świat pociemniał. Pole widzenia się zawęziło. I Arkady począł iść.

Próbował się opierać, ale kończyny poruszały się wbrew jego woli. Wyłączył wirtualną nakładkę. Aury zniknęły, ale jego ciało nadal się poruszało. Próbował krzyczeć, lecz nie mógł otworzyć ust.

O nie. O kurwa, nie!

Siła, która przejęła nad nim kontrolę, prowadziła go od morza, przez piasek, który zmienił się najpierw w kamień, a potem w beton. Zostawił za sobą imprezę na plaży, zmierzał do klubu, korytarzem, w dół schodami i przez drzwi.

W środku czekał mężczyzna, który sprzedał mu Nexusa. Bogdan. W dłoni trzymał zapalonego papierosa. A na stole przed nim leżał tablet. Arkady zobaczył na ekranie znajomą stronę zdalnego dostępu Gazpromu. Obok tabletu leżał skaner siatkówki i odcisku kciuka.

Nie.

– Panie Wołodin – odezwał się Bogdan – jak miło pana poznać.

Nagle Arkady znów mógł mówić.

– Błagam – powiedział. – Dam ci, co zechcesz. Mam pieniądze. Mnóstwo pieniędzy.

Bogdan uśmiechnął się szeroko.

– O, wiem, że pan ma. Ale pański mocodawca ma ich o wiele, wiele więcej.

– Nie – prosił Arkady. – Nie rozumiesz. Nie wiesz, jak oni działają. Zabiją mnie.

Bogdan zaciągnął się papierosem, po czym wydmuchnął kłąb dymu, strzepując popiół na podłogę. Posłał Rosjaninowi kolejny szeroki uśmiech.

– Nie, Arkady. Ja zabiję cię pierwszy.

Arkady wrzasnął, tylko po to, by poczuć, jak obca wola zaciska mu gardło.

– A teraz – powiedział Bogdan – bądź tak miły i przyciśnij tu kciuk oraz przyłóż oko do skanera, a potem wprowadź kod dostępu.

Arkady zrobił posłusznie krok w stronę stołu.

Kade przebijał się przez strach. Ten umysł porażony był strachem. Z wysiłkiem ogarnął sytuację. Ciemny pokój. Dudnienie muzyki dobiegające zza ścian. Poczucie ogromnego tłumu gdzieś blisko, tysiące umysłów. I tu, w pokoju, ktoś razem z nim.

Mrugnął oczami swego ciała, zobaczył tablet, skaner, mężczyznę z papierosem.

Kradzież. Kradzież i najpewniej morderstwo.

Kade sięgnął myślami, otworzył umysł mężczyzny, wysłał hasło i już był w środku.

Bogdan uśmiechnął się, widząc, jak Arkady podszedł do stołu. Pieniądze zostaną przerzucone na konto zagraniczne i podjęte w gotówce kilka minut później. Arkady będzie miał tu paskudny wypadek. A zanim władze zorientują się, że nie był to wypadek, Bogdan będzie daleko o wiele, wiele bogatszy.

I nagle Arkady się zatrzymał. Bogdan wyczuł zmianę, jaka nastąpiła w umyśle Rosjanina. I wtedy poczuł, jak coś ogromnego naciska na jego umysł.

O kurwa, pomyślał i rzucił się ku drzwiom.

Kade zobaczył, że mężczyzna obraca się i biegnie w chwili, gdy kod dostępu otworzył mu umysł. Kaden sięgnął i szarpnął ośrodek motoryczny tamtego.

Mężczyzna potknął się i zwalił na podłogę, klnąc głośno.

Bogdan. Tak miał na imię. Kade już to czuł.

Złapał mocniej umysł Bogdana i rozejrzał się, żeby ocenić sytuację.

Radić nie mógł oddychać. Serce waliło mu jak młotem. Coś było w jego umyśle. Coś w jego umyśle!

Chciał wstać, ale obcy kontrolował jego kończyny. Chciał zerwać połączenie, ale był zablokowany.

O Boże, pomyślał. Ktoś jeszcze ma tylne drzwi. Tylne drzwi do mnie.

Kade pozwolił sobie na głębszy oddech. Człowiekowi o imieniu Arkady nic się nie stało. Kade zdążył. Uwolnił Rosjanina, a tamten uciekł z krzykiem.

Kade zaczął przeszukiwać umysł Bogdana. Gdzieś był kod przymusu. A, tu. Pliki otworzyły się. Przejrzał je pospiesznie. Kolejne wzory do zablokowania w najnowszej wersji Nexusa. Kolejne kody nadużyć, które mógł wyeliminować.

Bogdan sprzedał setki fiolek zawierających Nexusa z jego zmianami. Tysiące. Kade będzie musiał stworzyć wirusa, który je wyśledzi i usunie zmiany w kodzie.

Kim jesteś? – spytał Bogdan.

Kade mentalnie potrząsnął głową.

Ostatnim umysłem, jakiego dane ci będzie dotknąć.

Proszę – pomyślał Bogdan – mam pieniądze. Mam przyjaciół.

Kade go zignorował. Zgrał kod, żeby dodać go do swojej biblioteki, i zabrał się do pracy.

Usunął przywileje Bogdana jako administratora systemu operacyjnego Nexusa w jego własnym umyśle, pozbawił go jakiejkolwiek kontroli nad nanobotami, które miał w sobie, odebrał mu możliwość modyfikowania, ulepszania, czy nawet usunięcia Nexusa.

Nie! – wrzeszczał Bogdan.

Kade zablokował mu możliwość komunikowania się poprzez Nexusa. Teraz umysł będzie hermetycznie zamknięty, na zawsze pozbawiony szansy na łączność mentalną. Tylko Kade będzie mógł się z nim skontaktować poprzez własne tylne drzwi.

Pierdol się! Bogdanem trzęsła wielka wściekłość. Nie możesz tego zrobić!

A teraz reszta.

Ile razy już to zrobiłeś? – spytał Kade.

Nigdy! – natychmiast odparł Bogdan. To był pierwszy raz! I nie zrobiłem!

Napłynęły wspomnienia, wprost z umysłu Radicia. Korfu. Ibiza. Mykonos. Istambuł. Novalja. Trzy kradzieże przy pomocy Nexusa. Jedna zakończona morderstwem.

I gorzej. Wspomnienie dziewczyny, przerażonej, obezwładnionej mentalnie, w rozerwanym ubraniu, unieruchomionej w mocy umysłu Bogdana, podczas gdy on sam...

Kade skrzywił się i wycofał z pamięci Bogdana. Tysiące mil dalej jego żołądkiem szarpnęły mdłości. Dłonie zacisnęły się w pięści.

Jesteś odrażający – powiedział.

Zaczął zmieniać bieg przewodów, wiążąc obwody neuronów razem. Wiedzę o programowaniu, jaką posiadał Bogdan, jego rozumienie Nexusa. Jego pojęcie przemocy. Zdolność odczuwania podniecenia seksualnego. Wszystko to Kade powiązał z mdłościami, obezwładniającym niepokojem, przejmującym bólem.

Co robisz?! – krzyczał tamten.

Kastruję cię – odparł Kade. Nigdy już nie będziesz kradł, zabijał ani pieprzył.

Bogdan zaniemówił w szoku, ale chwilę później znów szalał z wściekłości.

Nie możesz tego zrobić! Kto ci dał takie prawo?!

Ja to stworzyłem – odpowiedział Kade. To daje mi prawo.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...