Wyprawa w Góry Księżycowe

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski niedziela, 8 września 2013

„Zdumiewająca sprawa nakręcanego człowieka” była bliższa zrobienia ze mnie wielbiciela twórczości Marka Hoddera, niż „Dziwna sprawa Skaczącego Jacka”. Przede wszystkim, druga część przygód Burtona i Swinburne'a posiadała lepiej wyważoną akcję, a także pełną intrygujących tajemnic fabułę, dodatkowo urozmaiconą nutką grozy. Spowodowało to, że książka angielskiego pisarza była dla mnie wyśmienitą, wciągającą oraz trzymającą w napięciu do ostatniej strony lekturą, więc niezmiernie cieszyłem się z faktu, że pod ręką miałem już jej kontynuację – „Wyprawę w Góry Księżycowe”. Czy Hodder przeskoczył wysoką poprzeczkę, jaką postawił sobie poprzednim tomem?

wyprawa w góry księżycowe

Na samym początku czytelnik zostaje zasypany niezrozumiałymi faktami, które będą jednak stopniowo wyjaśniane wraz z kolejnymi rozdziałami. Wszystkiemu winna jest dziwna konstrukcja fabuły, w której Burtonów jest... trzech. Pierwszy, cierpiący na amnezję, trafia w sam środek wojny światowej (nazwałem ją tak, ponieważ obejmuje całkiem spory obszar działań – Afrykę, Europę i pewnie jeszcze inne, niewymienione w książce tereny. Generalnie jednak nie jest to ta I Wojna Światowa, która miała miejsce w rzeczywistości – są inne stronnictwa, technologie plus do tego fantastyczne elementy. Zgadza się jedynie rok rozpoczęcia walk) do 1914 roku. Drugi organizuje wyprawę w Góry Księżycowe w celu zdobycia afrykańskiego Oka Nagi, aby zapobiec nadchodzącemu konfliktowi, a trzeci, co jeszcze dziwniejsze, leży zraniony w krzakach w 1840 z karabinem z 1918. Akcja rozgrywa się głównie wokół pierwszych dwóch Burtonów, przedstawiając na zmianę ich historie i pozostawiając trzeciego na pewien czas na uboczu.

Przyznam, że takim obrotem spraw początkowo byłem zaskoczony i zainteresowany, jednak Hodder, zamiast podsycić moją ciekawość, skutecznie ją gasił. Fabuła okazała się niezwykle monotonna – jeśli autor chciał przekazać czytelnikowi nudę, towarzyszącą bohaterom w wyprawie w Góry Księżycowe oraz przedstawić powtarzalność terenów Afryki, udało mu się to w stu procentach. Liczyłem, iż po napisaniu „Zdumiewającej sprawy nakręcanego człowieka” znalazł receptę na doskonałe wyważenie akcji, ale widocznie się myliłem. Nieliczne tajemnice pojawiające się w trzecim tomie są dosyć przewidywalne, chyba że ktoś nie przeczytał „Dziwnej sprawy Skaczącego Jacka” i nie wyciągnął z niej odpowiednich wniosków. Zresztą pisarz sam podsuwa wskazówki dotyczące zakończenia, a nawet popełnia druzgocące błędy, informując o śmierci postaci zanim ich śmierć nastąpi na kartach powieści.

Z recenzji „Dziwnej sprawy Skaczącego Jacka” na Game Exe:

"Dziwna sprawa Skaczącego Jacka" jest dobrą powieścią o skomplikowanej fabule, ciekawych postaciach i słabym bohaterze. Pierwsze strony niestety są nudne, co skutkuje znacznym osłabieniem całości, ale później jest znacznie lepiej.

Nie tylko monotonna wędrówka, urozmaicana jedynie równie nieinteresującymi problemami (na przykład walką z Prusakami czy chorobami atakującymi członków ekspedycji), irytowała mnie w trakcie lektury. Otóż na scenę powraca była narzeczona Burtona, Isabell Arundell. Sądziłem, że kwestię dalszych losów tej postaci mamy już skończoną, jednak i tutaj się myliłem. Gdyby przynajmniej Hodder w sposób przekonujący wprowadził kobietę do rozgrywanych wydarzeń, moje marudzenie nie miałoby uzasadnienia, tymczasem jej pojawienie się wydało mi się jedyną satysfakcjonującą pisarza opcją wydostania bohaterów z niemałych tarapatów. Szczerze powiedziawszy, jeszcze zanim poznałem tożsamość wybawcy, wiedziałem, że będzie to Isabell. Muszę jednak dodać, zgodnie z domniemanym sumieniem recenzenckim, iż wątku miłosnego nie uświadczyłem, co wcale nie oznacza, że autor nie ukazał kobiet jako mądrzejszych, inteligentniejszych i zręczniejszych od mężczyzn, uzupełniając ich cechy charakteru irytującą wręcz upartością. Nie będę stwierdzał, że rzeczywistość wygląda inaczej, ale na mój gust było to nieco przesadzone.

Zakończenie, choć przewidywalne, oraz uśmiercanie ważnych dla historii postaci, mimo że dowiadujemy się o tym wcześniej niż powinniśmy, ma jednak swoje plusy. „Wyprawa w Góry Księżycowe” nabiera dzięki takim sytuacjom ponurego, dołującego klimatu. Mnie niejednokrotnie towarzyszyło wrażenie bezcelowości misji, która – jak wtedy sądziłem – i tak zostanie zwieńczona porażką. Nieinteresujące przeszkody, pojawiające się na drodze bohaterów, również przynosiły straty w ludziach i sprzęcie, co tylko utwierdzało mnie w tym przekonaniu. Niewielu pisarzom udaje się doprowadzić mnie do pesymistycznego myślenia, więc Hodder tutaj akurat wykazał się znakomicie.

Afryka, niestety, została ukazana w sposób bardzo nieciekawy. Naczytałem się wielokrotnie o kolejnych dżunglach, wzgórzach, lasach, co było zupełnie niepotrzebne. Naprawdę nie było koniecznością przedstawianie każdego odcinka wędrówki bohaterów, kiedy nawet niewiele się przy tym dzieje, a same opisy powtarzalnych terenów budziły jedynie moje znużenie. Trzeba jednak przyznać, że autor bardzo dobrze zobrazował dziką naturę kontynentu i przedstawił jego kulturę, zwyczaje i mieszkańców, a gorąco tamtejszego klimatu odczuwałem nawet w moim mieszkaniu. I jeszcze te wszystkie gryzące moje ciało insekty... To było jednak mniej przyjemne.

Steampunku w „Wyprawie w Góry Księżycowe” było mało – szkoda, bo jego świetne przedstawienie w dwóch pierwszych tomach serii wzbudziło mój ogromny zachwyt i z chęcią znów zanurzyłbym się w pełny zdumiewających wynalazków, mglisty, deszczowy i tajemniczy Londyn. Książka nadrabia jednak innymi, nowymi elementami fascynującego świata, jaki stworzył Hodder w „Dziwnej sprawie Skaczącego Jacka”. Prezentowana jest bogata flora i fauna Afryki oraz genetycznie zmodyfikowane przez Prusaków rośliny, zwierzęta oraz ludzie, służące za świetną broń w walce z Imperium Brytyjskim. Ich dokonania usprawiedliwiane dążeniem do wyższych celów na przemian wstrząsają i zachwycają.

Trudno mi ocenić „Wyprawę w Góry Księżycowe”. Z jednej strony urzekł mnie jej ponury klimat, makabryczne konsekwencje wojny światowej, a także zachwyciła pełna dzikich stworzeń, gorąca i niebezpieczna Afryka. Z drugiej ta sama Afryka nieraz nużyła, fabule daleko było do fascynującej, zaś steampunkowy Londyn darzę większą miłością. Koniec końców, trzeci tom przygód Burtona i Swinburne'a okazał się najgorszym z dotychczasowych. To nadal niezła lektura, lecz rezygnacja z kryminału na rzecz gatunku przygodowego – moim skromnym zdaniem – nie wyszła powieści na dobre.

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6  
Ocena użytkowników 6,75 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...