Wicher Śmierci

Szczerze mówiąc, obawiałem się takiego obrotu spraw za każdym razem, gdy sięgałem po kolejny tytuł z serii "Malazańskiej Księgi Poległych". Niestety, stało się – Steven Erikson obniżył loty swoim "Wichrem Śmierci". Nie jest to może ten sam spadek formy, jak w "Domu Łańcuchów", lecz daleko mu do świetnego "Wspomnienia Lodu" czy "Przypływów Nocy". Rozumiem, że nikt nie jest w stanie utrzymać takiego samego, wysokiego poziomu przez dłuższy czas, to jednak wciąż miałem cichą nadzieję, że do tego nie dojdzie. Oczywiście, recenzowany tom dalej nie jest wielkim nieporozumieniem. To cały czas poniekąd ciekawa ścieżka fabularna, kompleksowe postacie i liczne wydarzenia, jednak czegoś w tym wszystkim zabrakło – czegoś, co tworzyło wcześniej nieodparty urok całej sagi.

erikson, rhulad sengar
Rhulad Sengar,
autorstwa slaine69

Autor przenosi czytelnika ponownie na kontynent Lether, poznany w piątym tomie serii. Wciąż nie widać kresu szaleństw Cesarza Tysiąca Śmierci, organizującego turniej skierowany do wojowników, w którym to mają zmierzyć się z nim samym, dzięki czemu Rhulad Sengar potwierdzi swoją dominującą pozycję w krainie i połechta swoje ego. Jednakże to wciąż nie on sprawuje realną władzę w państwie. Nawet zwycięstwo Tiste Edur nie spowodowało zmian na scenie politycznej. Kanclerz Triban Gnol w dalszym ciągu jest szarą eminencją manipulującą poczynaniami cesarza. Co więcej, Lether oblegane jest przez zjednoczone plemiona Awlów, za czym stoi tajemniczy osobnik – Czerwona Maska. Także para przyjaciół – Tehol i Bugg, planuje namieszać w królestwie, doprowadzając do upadku jego gospodarki, jako formy terapii wstrząsowej dla swoich pobratymców. A do tego nie zabraknie także ważnych ról dla Szybkiego Bena, Toca Młodszego czy Trulla.

Choć w poprzednich tomach sagi przeskakiwanie z jednego wątku do drugiego nie było aż tak męczące, to w "Wichrze Śmierci" staje się do pewnego rodzaju katorgą dla czytelnika, ponieważ dzieje się to zbyt często i w mało odpowiednich momentach. Gdy akcja nabiera tempa i ma dojść do ważnego zdarzenia, pisarz po prostu ucina wątek i przechodzi do nowych postaci, by ponownie, w sposób mozolny, budować napięcie i wzbudzać w odbiorcy zainteresowanie. Na dłuższą metę jest to nużące i mniej cierpliwi mogą porzucić lekturę właśnie z tego powodu. Ponadto sama narracja prowadzona jest dość powoli, po raz kolejny wprowadzając czytelnika w sytuację, jaka ma miejsce w Letherze. Niektórzy mogą uznać to za zaletę, jednak osobiście ten element nieco mnie przytłoczył, zwłaszcza że ów wstęp prowadzony jest przez znaczną część książki. Nie stanowi to jednak o reszcie treści, która utrzymuje wysoki poziom i zawiera to, co wszyscy oddani czytelnicy "Malazańskiej Księgi Poległych" umiłowali, m.in. brutalne sceny walki, zwroty akcji i niespodziewane zdarzenia.

Jedyne, co nigdy nie ulega zmianie u Eriksona, to jego zdolność do kreowania postaci. Zarówno nowi, jak i starzy osobnicy są kompleksowi. Nowowprowadzani bohaterowie posiadają rozbudowane charaktery i mocne motywy, mogąc nieźle namieszać w głównym wątku. Natomiast starzy wyjadacze nie tracą na swoim temperamencie, wciąż się rozwijając i coraz bardziej odkrywając się przed czytelnikiem. Warto wspomnieć tu o Cesarzu Tysiąca Śmierci, całkowicie pochłoniętym przez swój obłęd, który jest głównym antagonistą tytułu. Jego przypadłość i zachowanie furiata nie sprawia jednak, że znajduje się on w epicentrum nienawiści nie tylko samych książkowych postaci, ale i czytelników. Dzięki zręcznemu pisarstwu, Erikson stworzył tragiczną postać monarchy kurczowo trzymającego się tronu, o wielkim ego, lecz małej realnej mocy, którego pragnienia zwróciły się przeciwko niemu. Do tego warto także wspomnieć o powrocie Toca Młodszego. Jego dłuższa nieobecność na kartach historii nie spowodowała jednak, że opuścił go straszliwy pech. Co więcej, w "Wichrze Śmierci" jego zła passa osiągnie punkt kulminacyjny.

mapa, erikson, lether
Mapa Imperium Letheryjskiego

Smuci również fakt, że autor pozbył się faktorów mogących stanowić bardzo dobry zaczyn dla kolejnych zdarzeń. Chodzi mianowicie o to, że od ostatnich zdarzeń dotyczących Toca Młodszego stał się on przywódcą Szarych Mieczy, co aż prosiło się o dobre rozwinięcie. Jednakże pisarz zapragnął unicestwić całą armię w mało chwalebny sposób, ucinając wątek. Mam nadzieję, że miał on zwyczajnie znacznie lepszy pomysł na dalszą treść. Natomiast wydarzenia związane z Czerwoną Maską stwarzają pozór zapchajdziury, gdyż niewiele wnoszą, a jednak ciągną się przez kawał książki. Postać ta wydawała się niezbyt przemyślana i raczej potraktowana po macoszemu, choć mogę się mylić, bo Erikson już nie raz potrafił zaskoczyć swoją kreatywnością w wywlekaniu małoznaczących wątków z poprzednich tomów i przekształcaniu ich w ważniejsze zdarzenia.

"Wicher Śmierci" najzwyczajniej w świecie przerósł nawet Stevena Eriksona. Jest to do tej pory najdłuższa książka z serii, którą można byłoby znacznie skrócić, pozbywając się niektórych wątków, a nawet drugoplanowych postaci. Tworząc takiego molocha, ma się nieodparte wrażenie, że w pewnym momencie autor zagubił się w ogromie swojej wyobraźni i talentu, bo obu tych cech nie można mu nie przypisać. Niemniej jednak, choć książka ta nie jest tak samo dobra jak "Przypływy Nocy", mimo identycznej scenerii, to jest to wciąż kawał dobrej lektury fantasy, przepełnionej ciekawymi postaciami, licznymi zdarzeniami i kompleksowym tłem fabularnym.

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
7
Ocena użytkowników
10 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...