Fragment książki

4 minuty czytania

***

— Senator Thompson będzie zadowolony, że morderca jego córki został ukarany — powiedział mój stryj i zarazem szef, Don Williams. Wszyscy siedzieliśmy w jego biurze. — Cat, słyszałem, że znowu cię rozpoznano. To już trzeci raz.

—  Mam pomysł. Może ty, Tate i Juan ustawicie się na dachu i zaczniecie o tym krzyczeć na cały świat? Wiem, że to już trzeci pieprzony raz, Don!

Mój wybuch nie zrobił na nim wrażenia. Don był nieobecny w moim życiu przez pierwsze dwadzieścia dwa lata, ale przez ostatnie pięć stanowił jego centrum. Do niedawna nawet nie miałam pojęcia, że jestem z nim spokrewniona.

Don ukrył przede mną nasze rodzinne związki, bo nie chciał, żebym się dowiedziała, że wampirem, który — rzekomo — zgwałcił moją matkę, był jego brat.

— Musimy znaleźć inną kobietę do roli przynęty — stwierdził Don. — Dla ciebie stało się to zbyt niebezpieczne, ale oczywiście nadal będziesz dowodziła oddziałem, Cat. Wiem, że Bones się ze mną zgadza. Słysząc to, parsknęłam śmiechem. Bones lubił moją ryzykowną pracę, tak jak ja lubiłam swojego ojca.

— Oczywiście, że się zgadza. Do diabła, Bones zatańczyłby na twoim grobie, gdybym odeszła z pracy.

Bones ze stoicką miną uniósł brew, ale nie zaprzeczył.

— Wtedy pewnie kazałabyś mu wyciągnąć Dona spod ziemi, Cat — powiedział z uśmiechem Dave.

Ja również się uśmiechnęłam. Właśnie to zrobił z nim Bones, kiedy Dave zginął w czasie jednej z misji. Wiedziałam, że krew wampira jest silnym eliksirem uzdrawiającym, ale nie miałam pojęcia, że jeśli ranny człowiek wypije jej dużo tuż przed śmiercią, będzie można później wskrzesić go jako ghula.

Don kaszlnął.

— Tak czy inaczej, wszyscy się zgadzamy, że to zbyt niebezpieczne, żebyś nadal była przynętą. Pomyśl o osobach postronnych, Cat. Kiedy ogłaszasz kod czerwony, wielu z nich grozi śmierć.

Miał rację. Dzisiejszy wieczór stanowił najlepszy dowód. Przypierając wampiry i ghule do muru, można było doprowadzić je do ostateczności. Zważywszy na moją reputację osoby, która nie bierze zakładników, dlaczego nie miały przy okazji zabić tylu ludzi, ilu się da?

— Cholera. — Tym jednym słowem przyznałam się do porażki. — Ale to przez twoje seksistowskie zasady, Don, nie mamy w zespole żadnej innej kobiety, a już w przyszłym tygodniu czeka nas następne zadanie. Jest za mało czasu na to, żeby znaleźć wyszkoloną żołnierkę, przekazać jej złe wieści o istnieniu wampirów i ghuli, nauczyć ją samoobrony jeszcze odpicować przed akcją.

W gabinecie zapadła cisza. Don skubnął brew, Juan zagwizdał, Dave poruszał głową, strzelając kręgami.

— A Belinda? — podsunął Tate.

Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.

— Przecież to morderczyni.

Tate odchrząknął.

— Tak, ale nieźle sobie radzi w czasie treningów z mężczyznami. Obiecaliśmy, że wypuścimy ją po dziesięciu latach za dobre sprawowanie. Może, biorąc ją na akcję, sprawdzimy, czy rzeczywiście — jak twierdzi — całkiem się zmieniła.

Bones wzruszył ramionami.

— To ryzykowne, ale Belinda jest wampirem, więc nadaje się do tej roboty. Ponadto jest wystarczająco atrakcyjna, żeby być przynętą, no i nie potrzebuje szkolenia.

Nie lubiłam Belindy, i to nie tylko dlatego, że kiedyś próbowała mnie zabić. Dawno temu brała udział w przyjęciu urodzinowym Bonesa razem z jeszcze jedną wampirzycą o imieniu Annette i dwiema innymi dziewczynami. Wiedziałam, że niewiele wtedy rozmawiali.

— Don?

— Wypróbujemy Belindę w przyszłym tygodniu — postanowił w końcu. — Jeśli sobie nie poradzi, wtedy poszukamy kogoś innego.

Posłużenie się wampirzycą, żeby zwabić w pułapkę i zabić inne wampiry. Ten pomysł był niemal równie szalony jak to, co robiliśmy do tej pory. To znaczy, wykorzystywaliśmy do tego samego celu półwampira, czyli mnie.

— Musimy jeszcze o czymś porozmawiać — powiedział Don. — Kiedy ponad trzy miesiące temu Bones dołączył do jednostki, stało się to pod pewnym warunkiem. Ale nie poproszono go jeszcze o największy wkład w nasze operacje... aż do dzisiaj.

Zesztywniałam. Wiedziałam, co Don ma na myśli. Bones uniósł brew, wyraźnie znudzony.

— A ja zamierzam dotrzymać umowy. Po prostu wymień osobę, którą mam zmienić w wampira.

— Mnie.

Z niedowierzaniem skierowałam wzrok na Tate’a.

— Przecież ty nienawidzisz wampirów! — wybuchłam. — Dlaczego chcesz, żeby cię zmienił w jednego z nich?

— Nienawidzę jego — poprawił mnie Tate. — Ale ty sama mówiłaś, że to osoba decyduje o charakterze wampira, a nie na odwrót. To znaczy, że nienawidziłbym Bonesa, nawet gdyby był człowiekiem.

To miłe, pomyślałam, nadal wstrząśnięta. Dobrze wiedzieć, że Tate ma otwarty umysł, jeśli chodzi o nieumarłych.

Tak, jasne.

Bones spojrzał na Dona.

— Będę potrzebował czasu, żeby przygotować go do przemiany. — Przeniósł wzrok na Tate’a . — Pozwól jednak, że od razu coś wyjaśnię. To nie sprawi, że ona cię pokocha.

Uciekłam spojrzeniem. Bones wypowiedział na głos również moje obawy. Boże, miałam nadzieję, że to nie z mojego powodu Tate postanowił zostać wampirem jako pierwszy żołnierz z naszej jednostki. Proszę, niech nie robi tak drastycznego kroku tylko ze względu na mnie.

— Kocham cię jak przyjaciela, Tate — powiedziałam cicho.

Nie podobało mi się, że muszę o tym mówić przy świadkach, ale wszyscy wiedzieli, co Tate do mnie czuje. Ostatnio wcale się z tym nie krył. — Jesteś jedną z najbliższych mi osób. I właśnie tak na ciebie patrzę. Wyłącznie jak na przyjaciela.

Don odchrząknął.

— Dopóki ty albo Bones nie macie uzasadnionych wątpliwości, osobiste uczucia Tate’a są nieistotne.

— Mam wątpliwości co do jego motywów — przyznał Bones. — Co będzie, jeśli się rozczaruje, kiedy nie uda mu się odbić mi Cat? A jest oczywiste, że mu się nie uda. Powstaje zatem pytanie, czy Tate dokonuje wyboru dla siebie, czy dla niej? Jeśli zrobi to z niewłaściwego powodu, będzie miał mnóstwo czasu, żeby pożałować swojej decyzji.

W końcu odezwał się sam Tate.

— Mam swoje powody, ale zapewniam, że nie wpłyną one na moje zaangażowanie i lojalność wobec naszej jednostki. Bones posłał mu blady uśmiech.

— Za sto lat ani tej jednostki, ani twojego szefa już dawno nie będzie, ale ty nadal będziesz mi winien lojalność, dopóki nie pozwolę ci założyć własnego klanu albo dopóki nie wyzwiesz mnie na pojedynek i zwyciężysz. Jesteś pewien, że się na to piszesz?

— Poradzę sobie — odparł krótko Tate.

Bones wzruszył ramionami.

— W takim razie ustalone. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Don, będziesz miał swojego wampira.

Tak jak obiecałem. Na twarzy Dona pojawił się wyraz ponurej satysfakcji.

— Mam nadzieję, że nie będę tego żałował.

Ja również.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...