riese

Fragment książki

Skinęła krótko głową i usiedli. Ona na materacu swego szerokiego, ośmiokątnego łóżka, on na wyściełanym granitowym krześle.

- Tak jest o wiele przyjemniej – powiedział. – Czy chcesz, żebym posłał po wino?

- Przejdź do rzeczy.

- Bardzo dobrze. Przypuszczam, że moje położenie cie rozbawi. Po bogini jedna wie ilu latach spędzonych na oddychaniu rozrzedzonym i obojętnym powietrzem nauki, przekazywaniu wiedzy żądnym jej młodym umysłom, przesuwając granice sztuk mistycznych...

- Mordowaniu innych czarodziei dla ich talizmanów i grimuarów.

Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

- To, rzecz jasna, rozumie się samo przez się. W każdym razie, po tych wszystkich latach znów zostałem wplątany w bardziej przyziemne aspekty życia w naszej szlachetnej metropolii. Muszę rozwiązać pewną zagadkę, inaczej arcymag będzie wielce niezadowolony. Zasłużysz na moją dozgonną wdzięczność, jeśli pomożesz mi ją rozwiązać.

- W jaki sposób?

- Nie bądź nieszczera. To do ciebie nie pasuje. Tak jak zwykle. Zakładam, że głupi chłopcy czasem plotkują i chwalą się przed wynajętymi przez siebie kobietami, choć gdyby się nad tym zastanowili, pamiętaliby, jak ich nienawidzicie i że życzycie im wszystkiego, co najgorsze. Przypuszczam też, że wciąż musisz czasem dostarczać rozrywki podczas spotkań, gdzie tacy idioci, nie pomni na twoją obecność, omawiają swoje najbardziej tajne sprawy.

- Innymi słowy, chcesz wznowić naszą dawną umowę, która kończy się dopiero za cztery lata. Jeśli pomogę rozwiązać ci twoje obecne problemy, czy nadal będą cię obchodziły "przyziemne" sprawy, czy też po raz kolejny zamkniesz się w swojej wieży?

Brał pod uwagę kłamstwo, ale instynkt podpowiedział mu, że przejrzała go na wylot.

- Nie mam całkowitej pewności, co się ze mną będzie działo – odpowiedział. – Z tego, co wiem, jeśli mi się uda, powinienem skończyć z powrotem w Sorcere, a wszystkie moje wykroczenia zostaną wybaczone, ale z jakiejś niejasnej przyczyny mam co do tego wątpliwości. Wplątałem się w coś, czego jeszcze nie rozumiem i tylko moce ciemności wiedzą, jak to się skończy.

- W takim razie, jeśli chcesz, żebym ci pomogła, musisz mnie uwolnić... dzisiaj.

- Niemożliwe, nie mam przy sobie odpowiednich funduszy ani czasu, żeby targować się z Nymem, jeśli już o to chodzi. Wiesz, że z czystej złośliwości przeciągałby negocjacje całymi dniami. Nie mam też czasu na zorganizowanie ucieczki.

Wpatrywała się w niego tylko, ale zrozumiał.

- Ach – rzekł.

- Umowa stoi?

- Jeśli rzeczywiście mi pomożesz. Mam następujący problem. Niespotykana dotąd liczba młodych mężczyzn uciekła ostatnio z domów.

- To twoje zadanie? Znaleźć kilku zbiegów? Dlaczego jest na tyle ważne, żeby wysyłać mistrza Sorcere?

Uśmiechnął się.

- Nie mam pojęcia. Wiesz coś o tym?

Potrząsnęła głową.

- Niewiele.

- Szczerze mówiąc, każdy strzępek informacji pozwoli mi posunąć się naprzód.

- Cóż, słyszałam tylko bardzo niejasne wzmianki, ale wynika z nich, że to nie jest wyłącznie przypadek niespotykanej liczby młodych mężczyzn, którzy zdecydowali się zbiec. Wszyscy uciekli w to samo miejsce z tego samego powodu.

- Do tego sam już doszedłem – powiedział Pharaun. – W przeciwnym razie dlaczego intereosowałoby to Grompha? To dla mnie ulga, że twój giętki umysł doszedł do tych samych wniosków.

Parsknęła szyderczo.

Pharaun machinalnie powiódł palcem wzdłuż jednego z zawijasów na swej szacie.

- Wątpię, czy jakieś groźby wystarczyłyby, żeby wyciągnąć tylu chłopców z domów – powiedział. – Niektórzy mieliby dość odwagi, aby przeciwstawić się grożącemu, albo rozsądku, żeby zwrócić się o pomoc do rodziny. Zaklęcie hipnotyzujące nie wchodzi w rachubę. Oprócz naturalnej odporności na takie efekty, jaką my mroczne elfy wszyscy posiadamy, niektórzy młodzieńcy z pewnością nosili osłony w postaci amuletów i innych talizmanów. Nie, myślę, że musimy zakładać, iż zbiegowie wymknęli się z własnej woli, aby osiągnąć jakiś cel. Tylko jaki?

- Organizują nowy klan kupiecki?

- Pomyślałem o tym, ale Gromph twierdzi, że nie, a ja jestem pewny, że ma rację. Bo gdyby tak było w istocie, po co cała ta tajemniczość? Ponieważ handel jest ważny dla całego Menzoberranzan, nikt raczej nie protestuje, gdy mężczyzna zostaje kupcem. To jeden z dwóch lub trzech sposobów wymknięcia się spod twardej i arbitralnej ręki matki. – Wyszczerzył zęby. – Bez urazy. Jestem pewien, że w lepszych czasach podlegający ci mężczyźni nie mieli powodów, żeby na ciebie narzekać.

- Możesz iść o zakład, że teraz bym im je dała.

- Zważywszy na twoje ostatnie doświadczenia, jest to zrozumiałe. Więc jeśli uciekinierzy nie tworzą karawany, co w takim razie robią? Przygotowują, by raz na zawsze opuścić Menzoberranzan? Czy też, bogini uchowaj, już się wymknęli?

- Nie sądzę. Nie potrafię powiedzieć, gdzie dokładnie się znajdują, ale uważam, że wciąż przebywają w mieście, w Otoczce, możliwe, że w Bauthwafie.

- To ci dopiero wspaniałe wieści. Nie uśmiecha mi się pogoń przez pustkowia Podmroku. Nie dość, że brakuje tam wszelkich udogodnień, to za kilkanaście dni kupcy winni odkorkowują nowe roczniki.

Pellanistra pokręciła głową.

- Nic się nie zmieniłeś.

- Dziękuję, uznam to za komplement. A teraz zabierzmy się za konkrety, dobrze? Potrzebuje nazwisk. Który z twoich gości uraczył cię tymi "niejasnymi wzmiankami", które tak roztropnie zinterpretowałaś?

Obdarzyła go mściwym uśmiechem.

- Alton Vandree i Vuzlyn Freth.

- Którzy sami zniknęli zaraz potem, z związku z czym nie można ich przesłuchać. Brzmi sensownie, ale i tak masz pecha.

- Dałam ci wszystko, co miałam – powiedziała. – A teraz wypełnij swoją część umowy.

Czarodziej zmarszczył brwi.

- Moja droga wspólniczko, byłbym zdruzgotany, musząc cię rozczarować. Jedynie zastrzegłem, że będziesz musiała dostarczyć mi ważnych informacji, a szczerze mówiąc, nie jestem pewien, czy wywiązałaś się z zadania. Naprawdę wiem niewiele więcej niż na początku.

- Zrób to albo powiem każdej żywej duszy, która przyjdzie do tej celi, że szukasz zbiegów. Może to okaże się "ważne" dla twej misji. Zakładam, że ma to być tajemnica. Zwykle tak bywa, gdy jesteś w coś zamieszany, a nie wspomniałeś o legionie pomocników depczących ci po piętach.

Pharaun roześmiał się.

- Dobrze rozegrane. Poddaję się. Jak mam się do tego zabrać?

- Nie obchodzi mnie to. Spal mnie swoją magią. Wbij we mnie sztylet. Skręć mi kark tymi długimi, zwinnymi palcami.

- Interesujące sugestie, wszystkie co do jednej, ale wolałbym, żeby Nym nie wystawił mi rachunku za twój zgon. Jeśli uda nam się sprawić, żeby wyglądało na to, że po prostu serce stanęło ci samo z siebie jakiś czas po moim wyjściu, będę miał szansę.

Rozejrzał się dookoła, spostrzegł na łóżku grubą, puszystą poduszkę, podniósł i na próbę chwycił za oba końce. Dobrze leżała w ręku.

- Powinno zadziałać – rzekł. – Czy byłabyś tak dobra i położyła się?

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...