zaginiona-flota-przestrzeń-zewnętrzna-strażnik

Tytany

Tomasz "Medivh" Kiedrowicz sobota, 30 lipca 2016
okładka, tytany

Sukces kilku młodzieżowych książek fantastycznych sprawił, że kolejne ich serie wyrastają jak grzyby po deszczu. Wiadomo - jedne są lepsze, inne gorsze, niemniej jednak część staje się szybko bestsellerami i trudno nadążyć z przeczytaniem ich wszystkich. Ja miałem tak na przykład z cyklem "Ogień i Woda" Victorii Scott, dosyć świeżą dylogią, chwaloną na wielu internetowych portalach. Pozytywne opinie zachęciły mnie jednakże do sięgnięcia po najnowszą powieść pisarki pt. "Tytany". W końcu łatwiej zapoznać się z pojedynczą lekturą niż sagą, a przecież jeżeli mi się spodoba, bardzo prawdopodobne, że sięgnę po wcześniejsze dzieła autorki.

Astrid Sullivan żyje w dystopicznym Detroit, które poza podziałem klasowym społeczeństwa jakoś zbytnio nie różni się od rzeczywistego. Jej największą radością i zarazem bolączką jest rodzina - zarówno dziadek, jak i ojciec są nałogowymi hazardzistami. Ostatnie zakłady doprowadziły Sullivanów do bankructwa, a wkrótce mogą spodziewać się przez to eksmisji. Astrid nie chce na to pozwolić, ale cóż może zrobić jako siedemnastolatka?... Niebezpieczne rozwiązanie jakoś tak samo ją nawiedza. Niedaleko jej miejsca zamieszkania odbywają się wyścigi tytanów - niesamowitego połączenia koni z samochodami wyścigowymi. Nagroda za zwycięstwo w takiej gonitwie jest niewyobrażalna dla robotniczej rodziny nastolatki. Problem w tym, że wpisowe oraz koszt samego tytana to kwoty równie nieosiągalne. Lecz los uśmiecha się do dziewczyny i daje jej możliwość wzięcia udziału w biegu - a jest to coś, o czym marzyła od dziecka.

Mimo dobrych opinii o prozie Victorii Scott, pomysł zespolenia konia z samochodem wydał mi się nieco absurdalny i początkowo odrzucił od książki. Na szczęście okazało się, że akurat ten element powieści opisany został całkiem zgrabnie. W wyścigach na Torze Cyklon biorą udział tytany 3.0. W tej wersji mają one więcej z maszyny niż zwierzęcia i można się do nich przywiązać jedynie tak, jak niektórzy przywiązują się do swoich ukochanych aut. Astrid trafia się jednak pierwszy model, oznaczony cyfrą 1.0, nigdy niewypuszczony na rynek. Jego podstawową różnicą w stosunku do nowszych typów jest EvoBox, czyli symulator emocji. Jak nietrudno się domyślić, taki tytan jest o wiele bardziej nieprzewidywalny i nie wszystkim podoba się myśl o jego starcie w rajdzie. Muszę przyznać, że takie podejście do sprawy pozwoliło pisarce postawić parę ważnych pytań - czy coś, co odpalamy kluczykiem, co poci się olejem i w większej części pokryte jest stalą, może mieć uczucia czy są to może wyuczone, wgrane uprzednio, a następnie odtworzone reakcje? Na te kwestie będzie musiała odpowiedzieć sobie sama dziewczyna, jeżeli chce spróbować wygrać bieg.

tytany

Szkoda, że ciekawy pomysł zderzył się z nie do końca trafnym rozłożeniem akcentów w fabule. Zbyt wiele miejsca poświęcono na wstęp - treningi i codzienne życie Astrid są ciekawe, jednak nie ukrywajmy, że my chcemy tego, co nas najbardziej emocjonuje, czyli wyścigów. Te niestety nadchodzą zbyt późno i w gruncie rzeczy potraktowane są po łebkach. Jest ich w sumie siedem i miały być chyba niczym areny w "Igrzyskach śmierci" - naszpikowane przeszkodami, emocjonujące, niekończące się dobrze dla wszystkich uczestników. Tymczasem w "Tytanach" rajdy są zwyczajnie spłycane, krótkie i nie wywołują takich emocji, jakie powinny - pułapki nie były specjalnie wymyślne, a ich odbiór przez bohaterów wyglądał znacznie poważniej, niż powinien. Zabrakło weny? Prawdopodobnie, bo wydłużenie lektury o kilkadziesiąt stron mogłoby wpłynąć na jej treść jedynie pozytywnie.

Takie szybkie zakończenie powieści odbiło się również na jej postaciach. Tylko protagonistka i jej mentor, Gałgan, są wielowymiarowi. Szkoda, bo Victoria Scott starała się rozwijać pozostałych bohaterów, zarysowała ich przeszłość czy charaktery, ale zwyczajnie rozmyło się to pośród wielostronicowych treningów. Sztandarowy zmarnowany potencjał. Przeliczyłem się trochę również z kreacją dystopicznej rzeczywistości - nie ma co się oszukiwać, wszystko jest czarno-białe, brakuje jakichkolwiek odcieni szarości. Klasa wyższa, bogata, pogardza tą niższą, biedną, robotniczą. Znów przykro, bo koncepcja była zacna - biegi tytanów są zarezerwowane dla zamożnych, jednak oglądają je głównie ubodzy, stawiając ostatnie zaskórniaki na swoich faworytów, licząc na odmianę swojego losu poprzez niepewny zakład. To, czego zabrakło, to wyjątki od reguły czy też bohaterowie o wielu motywach.

tytany

"Tytany" są książką skierowaną do nastolatków, którzy nie mają jeszcze większego doświadczenia z lekturami tego typu. Pewnego rodzaju naiwność wątków, przewidywalność i młoda protagonistka sprawią, że dojrzały czytelnik nie znajdzie tu nic odkrywczego, za to moc podobieństw do innych powieści gatunku. Przypadł mi do gustu za to młodzieżowy język, którym posługiwała się główna bohaterka - mimo konieczności odgrywania dorosłej, zachowywała się jak przystało na jej wiek. Ucieszył mnie także brak rozwiniętego wątku miłosnego, będącego plagą wielu serii - fragmenty mogące za takie uchodzić potraktowane są ze smakiem i nie są nachalne. W skrócie - interesująca próba wykreowania czegoś nowego, jednak pogrążająca się w zgranych kliszach i utartych schematach. Można przeczytać z przyjemnością, ale raczej nie będzie się później długo myśleć o lekturze. Mimo wszystko zapewne sięgnę do wspominanej na początku recenzji dylogii. Na koniec muszę jeszcze jak zwykle pochwalić wydawnictwo IUVI - jeżeli chodzi o okładki, mają naprawdę znakomitego grafika z doskonałymi pomysłami - aż przyjemnie zerkać na książkę, stojącą na półce.

Dziękujemy wydawnictwu IUVI za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6  
Ocena użytkowników 8 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...