The Walking Dead: Season Two

the walking dead, season two

Cześć, nazywam się Clementine i jestem jedną z niewielu osób, które przetrwały apokalipsę żywych trupów. Mam jedenaście lat, jednak nie myślcie, że moje życie wygląda tak, jak każdej typowej dziewczynki w tym wieku. Kiedy to wszystko się zaczęło, odnalazł mnie Lee i obiecał, że zabierze mnie do moich rodziców, którzy tuż przed rozpoczęciem tego piekła wyjechali na krótkie wakacje, zostawiając mnie z opiekunką. Szybko polubiłam Lee, tak samo jak innych, którzy dołączali do nas w drodze. W końcu wszyscy lubimy wszystkich napotkanych ludzi, prawda? Większość z nich prędzej czy później umierała. Nawet Lee, który najpierw został ugryziony, i z tego powodu postanowił sobie odciąć rękę. To jednak nie pomogło i wkrótce musiałam go zastrzelić, ponieważ zaczął przemieniać się w jednego ze Szwendaczy.

the walking dead, season two

W końcu wylądowałam z dwoma osobami, których imion pewnie nie zapamiętacie, zresztą nawet nie warto – szybko przepadają w tej historii. Zaraz po tym trafiłam do lasu, gdzie poznałam czworonogiego przyjaciela, a kiedy zdążyłam się przyzwyczaić do jego pokrzepiającej obecności, rzucił się na mnie, kiedy bezmyślnie próbowałam go nakarmić. Później już tylko musiałam podejmować decyzje za piątkę dorosłych, z którymi podróżowałam, na zmianę stając się ich workiem do wylewania żali i winną wszystkich złych rzeczy, jakie przytrafiły się nam przez ich porywczość, naiwność bądź rozchwianą emocjonalność. Jednocześnie musiałam też dbać o wrażliwość i niewinność drugiej dziewczynki, nieco starszej ode mnie. Szczęśliwie, jako jedenastolatka nie mam takich problemów i mogę nawet sama zszyć sobie rozerwane przedramię, a później obronić się przed wczołgującym się Szwendaczem. Czy wspomniałam już, że rozwiązania większości problemów, jakie napotykaliśmy, wymagały osoby na tyle małej i zwinnej, abym tylko ja mogła je wykonać?

the walking dead, season two the walking dead, season two

Tak mniej więcej mogłabym opisać w dużym skrócie fabułę "The Walking Dead: Season Two". Oczywiście w rozwinięciu musiałabym pewnie zdradzić wszystkie idiotyczne zwroty akcji, jakie Telltale Games postanowiło wprowadzić, abyśmy mogli dłużej patrzeć na znęcanie się nad jedenastolatką i kretynizm dorosłych. Nie wiem, jak długo pracowano nad fabułą tej części TWD, ale sprawia wrażenie scenariusza idiotycznego serialu, którego nikt nie chciał zrealizować, więc twórca postanowił zatrudnić równie wrażliwego animatora, aby razem stworzyć grę. W dodatku scenariusza wcześniej napisanego na kolanie tudzież w nocnym zrywie, nieweryfikowanego później przez nikogo. Rozumiem, że niektórym może podobać się pewna doza dramatu w grze, że lubią poczuć się na krawędzi apokalipsy, w której każdy głupi ruch może być przyczynkiem do śmierci. Ale czy to jest od razu powodem, żeby obsadzać jedenastolatkę w roli głównej i kazać jej zbierać cięgi za całą drużynę, decydować za plus minus piątkę dorosłych, a później wysłuchiwać żali wszystkich innych, jeżeli zawali?

the walking dead, season two

W części pierwszej braki fabularne można było chociaż przesłonić dość nietypową stylistyką, którą ja, entuzjastka komiksów, łyknęłam niemal od razu. I może dlatego w drugiej, już bardziej opatrzonej, nie mogłam przestać wkurzać się na mnogość błędów graficznych. Silnik gry nie nadąża, przy bliższym przyjrzeniu TWD jest po prostu brzydkie, a komiksowy styl już nie pomaga tuszować jego błędów. Co jest jeszcze bardziej irytujące w zbitce ze sztywnymi, robotycznymi ruchami postaci oraz sztuczną, martwą mimiką, która upodobnia je bardziej do piekielnych kukiełek niż ludzi. Całość przypomina raczej tytuły sprzed pięciu lat, a to, zważywszy na jej objętość, w ogóle nie koreluje z ceną.

the walking dead, season two

A czy wspomniałam już o gameplayu? Mogłam zapomnieć, ponieważ gra go praktycznie nie ma. Jeżeli już się pojawia, polega na quick time event albo push to win (czyli albo musisz szybko wciskać jeden klawisz, albo kilka wskazanych przez twórców). Zdarzało mi się nader często umrzeć, bo najzwyczajniej zagapiłam się na telewizor, gdzie działy się ciekawsze i bardziej angażujące rzeczy. I nie zrozumcie mnie źle, gdyby telewizja przeszkadzała mi w graniu, wyłączyłabym jedno albo drugie. Tu po prostu odwracałam głowę, starając się mimo wszystko słuchać miałkich, przedłużających się dialogów, a moją uwagę przyciągało z powrotem nagłe przyspieszenie muzyki. Często jednak zanim zdążyłam wdusić odpowiedni klawisz, zombie już wgryzało się Clementine w szyję. Oczywiście przed tym, działo się kilka rzeczy, w trakcie których szybka i zwinna dziewczynka mogłaby się wyswobodzić lub po prostu uciec, robiąc kilka uników. Na szczęście gra, dzięki jednemu kliknięciu, wracała do momentu tuż przed.

the walking dead, season two the walking dead, season two

W dodatku z jakiegoś, pewnie wyższego, artystycznego powodu z przekradania zrobiono cutscenki, aby później zmuszać do klikania na pojedyncze gwoździe, które Clementine ma wyciągnąć z deski. Nawet w momentach, kiedy mogłam (nareszcie!) swobodnie poruszać się bohaterką, poza interakcją z przedmiotami niezbędnymi do pchnięcia fabuły gra pozwalała co najwyżej obejrzeć kilka innych przedmiotów bądź tabliczek. To w sumie ograniczało się do dwóch-trzech, jakże powolnych, spacerów i kilku kliknięć, po czym znowu akcja przez kilkanaście minut wlokła się niezależnie od moich chęci czy wyborów. No właśnie – wybory. Podobno najmocniejsza część tytułu. Podobno, bo tak jak w poprzedniej części, miałam wrażenie, że niezależnie od mojego wyboru gra potoczyłaby się tak samo bądź przez chwilę obrałaby alternatywną ścieżkę, by szybko wrócić do tej pierwotnie wymyślonej. A co najgorsze – nie miałam nawet ochoty przekonywać się, czy mam rację i czy faktycznie "gra dostosuje się do moich wyborów".

the walking dead, season two

Tu warto też wspomnieć o chyba najważniejszej, a na pewno najbardziej dominującej części gameplayu – o dialogach. Przez większość recenzentów określane jako "spokojne", dla mnie były po prostu powolne i nudne. W dodatku najczęściej musiałam wybierać między kwestiami, które Clem spokojnie mogłaby powiedzieć jedna po drugiej, a gdy już dochodziło do decyzji, pozostawało "może", "nie wiem", "nie" i "..." (a ta ostatnia opcja trochę kusi, by spróbować przejść grę całkowicie milczącą bohaterką – czy wtedy też wszyscy będą tak bardzo polegać na jej zdaniu i okazywać tak wielką sympatię?). Większość toczonych rozmów jest nijaka i wydaje się w ogóle nie wpływać na tok rozgrywki (no, może na pojedyncze zadania w późniejszych kwestiach), tu jednak muszę uchylić kapelusza przed twórcami z Telltale Games. Bardzo zbliżyli się do poziomu dramy jednego z sezonów serialowej adaptacji TWD, gdzie na odcinek składało się po prostu kilka rozmów prowadzonych przez dwie spacerujące osoby. Większość z nich można by spokojnie skrócić do "o nie, to apokalipsa zombie, jest taka dramatyczna, o nie, musimy dokonywać trudnych wyborów, życie jest chyba cięższe niż śmierć, ale będziemy odważni i przeżyjemy, żeby dalej rozmawiać o tym, jak jest ciężko i dramatycznie".

Muszę jednak przyznać się do mojej sympatii względem Clementine. Gdyby miała te kilka lat więcej, mogłaby jako jedyna nosić miano pełnokrwistej postaci. A może to wynika po prostu z tego, że już po kilku pierwszych idiotycznych torturach, jakie zaserwowali jej twórcy, miałam ochotę ją przytulić i zabrać w ciepłe, bezpieczne miejsce?

the walking dead, season two

Mimo wszystko nie uważam tych kilku godzin, jakie poświęciłam grze, za zmarnowane. Czuję się wręcz bogatsza o bezcenne doświadczenie kiepskiego scenariusza i marnego silnika, które dzięki kilku tanim, dramatycznym wstawkom i rzuceniu na żer masom przyciąganym popularnym tytułem stało się hitem. To chyba jedna z tych pozycji, którą wszyscy się zachwycają, bo wszyscy się nią zachwycają. Dosłownie. Może dlatego mało kto chce przyjrzeć się bliżej, sięgnąć poza rozgrywający się dramat apokalipsy. Wtedy dialogi okazują się miałkie, fabuła niepotrzebnie zrzucająca na ramiona jedenastolatki decyzje, które powinni podejmować otaczający ją dorośli, a postacie puste i nieciekawe, swoją głębię opierające na niestabilności emocjonalnej. A jedyne nerwy, jakie może nam zaserwować, to nerwy bezsilności, kiedy już dobrze wiecie, że ten gnojek przyniesie kłopoty, ale nie możecie go po prostu zastrzelić, bo gra tego nie przewiduje.

Plusy
  • Niektóre motywy fabularne
  • Clementine
Minusy
  • Silnik
  • Gameplay
  • Scenariusz
  • Postacie
Ocena Game Exe
2
Ocena użytkowników
6,45 Średnia z 10 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Jako wielki fan pierwszego sezonu "The Walking Dead" (którego typowałem przecież do gry roku) mówię: tak, mi też drugi się nie podoba A przecież powinien!

W tym samym czasie, kiedy ukazywały się kolejne odcinki "Żywych trupów", pojawiały się również epizody "The Wolf Among Us". Różnica między obiema produkcjami kolosalna. Wygrywa "Wilk wśród nas" świetną kryminalną historią w klimatach noir podlaną baśniowym sosem.

Wracając jednak do "The Walking Dead". Problemów jest kilka. Na pewno jednym z nich jest brak ZUPEŁNIE nowych postaci, które poruszyłyby gracza. Nie mogą poruszyć, bo scenariusz ich uśmierca zdecydowanie za szybko lub z kolei w głupi sposób doprowadzający nie tyle do rozpaczy, co rosnącej frustracji. Żaden z napotkanych charakterów nie dorówna przykładowo Kenny'owi, którego tragedia w 1 sezonie bardzo mnie dotknęła. Jak zwykle po przejściu gry czytam różne komentarze na jej temat, aby następnie wspomnieć tutaj fragment któregoś z nich, bo się z nim zgadzam No i przeczytałem dość trafne spostrzeżenie, że Telltale chciało pójść w ślady Martina i mordować postacie na potęgę. Z tym, że nikogo nie ruszą postacie, które znamy ledwie chwilę, a które obowiązkowo wylały masę żali na bohaterkę.

W przeciwieństwie do Ati, nie polubiłem Clementine. Nie potrafię z nią sympatyzować, szczególnie, że Telltale przedstawia ją jako samolubną i niezniszczalną dziewczynkę niosącą wszędzie śmierć. Szczerze? Dlaczego ona jeszcze dycha, podczas gdy tyle ludzi zginęło z jej powodu? Nie. Ja wolałem Lee, gość był skory do poświęceń, dbał o innych, zdecydowanie brakuje mi go. Liczę na nowego bohatera w trzecim sezonie.

Historia niestety wydaje się nudna i bez polotu. Jakby twórcy nie mieli pomysłu, co można jeszcze interesującego wprowadzić do losów samotnej dziewczynki w świecie opanowanym przez zombie. [poniższy spoiler dotyczy 1 sezonu]

SPOILER
Pamiętam kanibali w pierwszym sezonie, pamiętam Kenny'ego i los jego rodziny, pamiętam konflikty w drużynie i śmierć pewnej kobiety, z którą Lee zaczął flirtować (to było naprawdę mega wkurzające, bo liczyłem na coś więcej, a jakaś baba ją zastrzeliła, cholera), albo gościa, któremu trzeba było rozwalić głowę cegłą, było też coś chyba o gwałcie, no i sama końcówka sezonu...


A co w drugim? ABSOLUTNIE JEDNO WIELKIE NIC. Nic godnego zapamiętania. To jakaś tragedia. Niby ludzie zachwycali się wątkiem faceta, który przypominał Gubernatora z serialu. Za to dla mnie był to jeden z najnudniejszych epizodów. Rozmów za dużo, wybory już nawet nie próbują oszukiwać gracza, że niosą jakieś konsekwencje za sobą, a rozgałęzienia historii przecież mogłyby się pojawić. Ba, są widoczne jak na dłoni, tylko scenarzyści się, przepraszam bardzo, opieprzają. Telltale to już nie jest małe, rozwijające się studio. Z pewnością mogłoby się pokusić o więcej niż kilka różnych zakończeń pod koniec gry podyktowanych przez 2 wybory dokonane... pod koniec gry. Wilk potrafi udawać, głównie przez sterowanie bohaterem, który może być zły lub dobry... Żywe Trupy nie udają, nie oszukują.

Tutaj widać wprost: "nam się nie chce za bardzo dać większe konsekwencje, sorki, łapcie za to oklepaną, nudną historię, która wygląda na nieprzemyślaną i robioną na szybko, ale to wciąż ta sama komiksowa grafika, no i pojawia się kilka znanych postaci, więc pewnie wam się spodoba. Nara!". W ogóle też nie przypominam sobie żadnej łamigłówki, a chyba dwie w poprzednim sezonie - łatwe, bo łatwe - ale się pojawiły. Poza tym lokacje mogłyby być bardziej otwarte, bo niewidzialne ściany atakują z zaskoczenia.

Moja ocena: 4/10. Choć wcześniej miałem dać 5, a jeszcze wcześniej nawet 6, ale z każdym kolejnym namysłem, stwierdzam, że gra nie podobała mi się jeszcze bardziej. O ile na Wilka czekałem z niecierpliwością, o tyle w Żywe Trupy grałem z nadzieją na poprawę, której ostatecznie nie było. Szkoda.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...