riese

Fragment książki

niedziela, 1 stycznia 2012

Pozwolił jej uścisnąć sobie rękę. Czasami ludzie nie chcieli go dotykać po raz drugi, jakby wyczuwali, że nie jest człowiekiem. Zdawało się, że ich odrazę budzi nie tyle jego twarz, ile jego wielkie stopy i dłonie. Ale głęboko w podświadomości zdawali sobie nagle sprawę, że ma nieco zbyt długą szyję albo odrobinę za wąskie uszy. Ludzie są doskonale wyczuleni na rozpoznawanie własnego gatunku, plemienia, klanu i rodziny. W końcu określona część ludzkiego mózgu jest przeznaczona tylko do tego, żeby rozpoznawać i zapamiętywać poszczególne twarze.

A jednak ona nie czuła niechęci; była tylko bardzo młoda i zauroczona, podniecona najprostszymi sprawami.

- A tak przy okazji, panie Ash. Mam nadzieję, że się pan nie obrazi o to co powiem, ale białe pasma w pańskich włosach są niesłychanie twarzowe. Niech ich pan nigdy nie farbuje. Siwe włosy u młodego mężczyzny są zawsze wyjątkowo pociągające.

- Dlaczegóż mi pani to mówi, panno Paget?

Znowu się zaczerwieniła, ale potem szybko roześmiała.

- Nie wiem – przyznała. – Chyba dlatego, że pańskie włosy są tak białe, a pańska twarz taka młoda. Nie spodziewałam się, że będzie pan tak młody. To właśnie jest tak zadziwiające... – Urwała, niepewna. Najlepiej będzie, jeśli odprawi ja co prędzej, zanim zbyt szybko wpadnie w przerażenie, że popełniła gafę.

- Dziękuję, panno Paget – odparł. – Jest pani bardzo miła. Rozmowa z panią była dla mnie prawdziwą przyjemnością. – Dodanie otuchy, bezpośrednie i zapadające w pamięć. – Mam nadzieję, że wkrótce znowu się spotkamy. I że będzie pani szczęśliwa.

Nadszedł Remmick, żeby ją odprowadzić. Pośpiesznie dorzuciła coś jeszcze, podziękowanie za inspirację i zapewnienie, że zrobi, co w jej mocy, żeby uszczęśliwić cały świat. Słowa miały mniej więcej taki właśnie, pozytywny wydźwięk. Obdarzył ją jeszcze jednym poważnym uśmiechem, kiedy wychodziła, po czym drzwi z brązu zamknęły się za nią.

Oczywiście, kiedy wróci do domu, wyciągnie wszystkie dostępne czasopisma; doda na palcach, a może nawet użyje kalkulatora. Zda sobie sprawę z tego, że nie może być młody, nie wedle ludzkich miar. Dojdzie do wniosku, że jest dobrze po czterdziestce, że wręcz zmaga się z pięćdziesiątką. To było i tak dość ostrożne szacowanie.

Jak ma sobie z tym poradzić na dłuższą metę? Bo dłuższa meta zawsze była dla niego problemem. Oto było życie, które kochał, ale będzie musiał poczynić pewne przygotowania. Och, nie, nie może sobie właśnie teraz zaprzątać umysłu czymś tak okropnym! A co, jeżeli białych włosów będzie coraz więcej? To by chyba pomogło, nieprawdaż? Ale co to tak naprawdę oznaczało, te białe włosy? Cóż to odsłaniało? Był zbyt zadowolony, żeby teraz o tym myśleć. Zbyt szczęśliwy, żeby pozwolić sobie na oddawanie się w szpony lodowatego strachu.

Raz jeszcze odwrócił się ku oknom, za którymi padał śnieg.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...