piorun_kulisty

Fragment książki

wtorek, 9 października 2012

"Na zachód" było dość mglistym określeniem kierunku i odnalezienie grupy Alaina powinno zająć jej więcej niż dzień, ale to, co obdarowało ją umiejętnością jazdy konnej, dało jej również sztukę tropienia. We Wspólnocie było niewiele dróg, a jej oczy wkrótce wypatrzyły ostatnio używany szlak, bo grupa średniej wielkości nie robiła nic, by zatrzeć ślady.

I rzeczywiście patrzenie na grunt przypominało czytanie książki. Właściwie to cała biblioteka stała przed nią otworem. Była zaskoczona, że nigdy wcześniej nie zauważała takich wskazówek.

Gnała konia, ile wlezie, wiedząc, że od czasu jak zabiła pół tuzina tych zwierząt w trakcie potyczek z bandytami, cieszyła się złą sławą wśród stajennych Leose. Ale w końcu głupie bydlęta miały służyć ludziom, a nie na odwrót. Nie rozumiała, jak ktoś mógł się do nich przywiązywać. Kilka martwych wierzchowców było niewielką ceną za zniszczenie wrogów Salme Elass.

Oczywiście Alain się jej nie spodziewał i starała się wyobrazić sobie wyraz jego twarzy na jej widok. Będzie się cieszył, gdy odkryje, że przyjechała go zabrać z dala od pęt i ograniczeń Leose. Chociaż jego świta nie będzie już tym tak zachwycona. Będzie działała pod rozkazami księżnej, więc stawi opór.

Rozważała, czy po prostu nie zabić ich wszystkich, ale podejrzewała, że Alain może temu nie przyklasnąć a poza tym nie byłoby to eleganckie zachowanie – jakby prostytuowała się swoimi umiejętnościami. Lepiej będzie ich podejść, a potem zabrać Alaina tak, żeby się nie zorientowali. To da jej największą satysfakcję. A jeśli ruszą w pościg, cóż...

Gdzieś na dnie umysłu pojawiły się wątpliwości, które musiała tłumić. Co pomyśli sobie Che? A co ze słowami Salmy? Przecież nie tego chciałam. Ale tkwiła teraz w mocnym uścisku użyczonej pewności – skrupuły nie miały do niej dostępu.

Zaczynał się wieczór i jej cel był na tyle usłużny, że rozpalił ognisko, co bardzo ułatwiało sprawę. Oczywiście ważcy widzieli dobrze po ciemku, ale ściśnięci przy ogniu zobaczą znacznie mniej. Będą też wartownicy na wypadek, gdyby natknęli się na jakieś niedobitki bandytów, lecz Tynisy nie zauważą.

Rozbili obóz w dolinie zatopionej w lesie, na tyle głęboko, by zatrzymać ciepło i odstręczyć zimno. Niewątpliwie miejsce to było wykorzystywane przez tutejszych rolników i pasterzy w takim właśnie celu. Zbliżyła się z boku, przemykając od drzewa do drzewa, wyłuskując poszczególnym członków eskorty Alaina na tle płomieni.

Podpełzła jeszcze bliżej, bliżej niż powinna, ale równie dobrze mogła wyłupić im wszystkim oczy. Opancerzeni bławatnicy grzali się przy ogniu, siedząc zwróceni do niego plecami, wpatrując się tępo w ciemność i wydychając mgiełki pary wodnej. Pół tuzina innych rozłożyło się bliżej ogniska, a ona spoglądała na ich twarze i sylwetki, starając się rozpoznać swego mężczyznę.

W końcu musiała przekraść się na drugą stronę obozu i podejść do niego od góry – gdzie las był gęstszy – z dala od wzroku wartowników. Ich uśpiona czujność pozwoliła jej nawet wniknąć do środka. Mogłabym ich wszystkich teraz zabić. I przez chwilę musiała się opanować, by tak właśnie nie zrobić. Zasługują na to za brak czujności. Alain powinien mieć lepszych ludzi. Ale jej rapier tkwił dalej w pochwie, a umysł zaprzątała już inna kwestia. Nie było wśród nich Alaina.

Blask z ognia pozwolił jej odczytać znaki na ziemi i zobaczyła świeży ślad biegnący w górę zbocza. Niewątpliwie Alain też miał dość swej nudnej świty i poszedł gdzieś sobie. Być może nawet gdzieś tu na nią czekał. Wyobraziła go sobie w świetle księżyca, jak stoi, wysoki wśród drzew, i uśmiecha się na powitanie. I potem opuszczą to miejsce i zaczną wieść własne życie, i niech sczezną zarówno Salmae, jak i Makerowie. Jego książęce cnoty i jej maestria oraz zdolności – razem będą polować na bandytów, zabijać wrogów monarchini, on uwolniony od ambicji swej matki, a ona od martwienia się o siostrę. Będzie idealnie.

Szła świeżym tropem, a każdy jej krok był hołdem dla ciszy, aż słyszała go gdzieś wyżej. Zdawał się coś mruczeć do siebie, co ją zaskoczyło. Widziała go już, postać kucającą w ciemnościach, zupełnie nietkniętą przez blask księżyca. Ale widać tam było jakąś poświatę, jakby spod niego, która odcinała jego sylwetkę od tła mrocznego lasu.

Zanim się odezwała, stanęła niemal u jego pięt.

- Alain?

Podskoczył cały i się odwrócił. Wtedy zobaczyła.

W pierwszej chwili nie zauważyła, że ubranie dziewczyny jest porozrywane, ani też nie dostrzegła przerażenia na jej twarzy. Widziała tylko, jak Alain kuca nad jedną z motylich tancerek z rozchełstaną szatą i genitaliami kurczącymi się gwałtownie pod wpływem chłodnego nocnego powietrza.

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...