Śmiertelne maski

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski piątek, 12 lutego 2016
śmiertelne maski

Po dwóch latach nieobecności Harry Dresden ponownie rozpoczął szturm na księgarnie (i portfele czytelników). Trochę na jego powrót czekaliśmy, ale wydawnictwo MAG tym razem nie zamierza dawać swoim fanom powodów do narzekań, ponieważ szykuje potężną ofensywę związaną z książkami Jima Butchera. Rozpoczyna ją właśnie powieść "Śmiertelne maski". Na profesjonalnego detektywa maga czyhają nowe zagrożenia i przeciwnicy. Będzie musiał zmierzyć się w śmiertelnym pojedynku z diukiem Ortegą, przedstawicielem Czerwonego Dworu, oraz odzyskać skradziony całun, jeden z najważniejszych artefaktów religijnych, który nie może wpaść w niepowołane ręce. Harry skorzysta z pomocy swoich przyjaciół – między innymi Rycerzy Krzyża.

Przyznam, że nie byłem w pełni zadowolony z dwóch ostatnich tomów serii "Akt Dresdena". Na szczęście "Śmiertelne maski" okazały się znacznie lepsze, chociaż początek książki nie obiecywał pasjonującej zawartości. Harry jednak szybko wpada w kolejne kłopoty, których zatrzęsienie potęguje zainteresowanie lekturą. Akcja przyjemnie się komplikuje, na każdym kroku czyhają niespodziewane niebezpieczeństwa, zwłaszcza w końcówce rozdziału, dzięki czemu od powieści naprawdę trudno się oderwać. Plastyczne opisy fantastycznych walk, pełnych różnorodnych i monstrualnych istot, mieczy, pistoletów oraz magii nieustannie dowodzą talentu i świetnego warsztatu autora. Zaskakujących zwrotów wydarzeń jest co niemiara, nie brakuje również trupów potwierdzających powagę sytuacji i przyczyniających się do rosnącego napięcia. W sumie mamy do czynienia z tradycyjną książką o Harrym Dresdenie.

Postacie także nie zawodzą. Powrót zaliczają starzy i nadal sympatyczni znajomi – lewitująca czaszka imieniem Bob (która wciąż przypomina mi Mortego z "Planescape: Torment" – ciekawe, czy to na towarzyszu Bezimiennego wzorował się autor), Rycerz Krzyża, czyli Michael, jego nienawidząca Harry'ego żona bądź rządzący przestępczym światkiem John Marcone. Nowe osobistości doskonale pasują do stworzonego przez Jima Butchera świata, rozrastającego się z każdym kolejnym tomem. Racja, nie poznaliśmy może żadnej naprawdę świeżej, fascynującej sylwetki, lecz dostaliśmy kilka całkiem ciekawych, mogących jeszcze namieszać w fabule cyklu. Mnie przede wszystkim podoba się osoba głównego przeciwnika Harry'ego Dresdena. Klasycznie poznajemy powody, dla których powinniśmy się go bać, bo to niezły, trudny do pokonania skurczybyk. Pamiętam, jak takie zapowiedzi skończyły się w "Śmiertelnej groźbie" – małym rozczarowaniem. Jednak w "Śmiertelnych maskach" wróg okazuje się satysfakcjonującą postacią, spełniającą większość oczekiwań – pewnie też dlatego, że zwiastuny jego pojawienia się nie były tak nadęte jak we wspomnianej trzeciej części.

śmiertelne maskiIlustracja przedstawiająca Boba autorstwa OlieBoldador

Od strony narracji nie mam najmniejszych zarzutów. Po prostu powrócił stary, dobry Dresden, którego myśli i uwagi czyta się z czystą radością, zwłaszcza że często występują w nich nawiązania do popkultury (to trochę takie modne ostatnio, żeby odnosić się do niej) – nienachalne, dobrze wplecione w treść (co już sprawia wielu pisarzom sporą trudność). Poza tym Harry jest dokładnie taki, jak go zapamiętałem – wspaniale sarkastyczny, niepoważny, potrafiący żartować w najgorszych sytuacjach, co świetnie rozluźnia atmosferę i... no cóż, tak, też przyczynia się do zaciekawienia książką. Bohater nie jest niezniszczalny (choć oczywiście musi przeżyć, skoro za granicą do tej pory ukazało się kilkanaście tomów jego przygód) i bywa raniony lub wręcz poniewierany przez swoich oponentów. Sposoby wydostania się z niemałych opałów zazwyczaj wypadają wiarygodnie (lepiej mógł wyglądać tylko pojedynek z diukiem Ortegą) – protagoniście pomaga w tym nieprzeciętna inteligencja, wiedza, magiczne umiejętności i przyjaciele. Chyba nie da się go nie lubić.

śmiertelne maski

Fabuła w przeciwieństwie do "Rycerza lata" bardziej przypomina kryminał i raczy solidnymi zaskoczeniami – mnie z tego powodu bardzo wciągnęła. Należy przy niej zwrócić uwagę na wznowienia niektórych wątków. "Akta Dresdena" to nie tylko następne perypetie zachwycającego swoją osobowością maga, ale też kontynuacja rozpoczętych w poprzednich tomach motywów. W "Śmiertelnych maskach" dostajemy informacje o zakulisowej walce z wampirami oraz zgłębiamy dylematy miłosne związane z Susan, która w trzeciej części zostawiła bohatera. Obawiałem się jej przybycia, bo nie przepadam za Harrym-Romantykiem. Dziewczyna jednak trochę się zmieniła, podobnie i nasz mag detektyw, sam autor zaś pewnie nabrał większej wprawy, więc relacje między zakochanymi przedstawiają się interesująco. Nie budzą żadnego znużenia, nie są mdłe, a Susan w kilku momentach wypada wręcz uwodzicielsko. Odnotowuję tutaj progres.

"Śmiertelne maski" to bardzo dobra powieść z gatunku urban fantasy, która świadczy o tym, że Jim Butcher nadal potrafi porwać znakomicie prowadzoną historią, mimo że właściwie nie wprowadza do niej żadnych poważnych zmian. Czytelnicy spragnieni rewelacji mogą czuć się nieco zawiedzeni, ale skoro książka wciąga i stanowi udane oderwanie od szarej codzienności, to ja nie mam do autora pretensji o sprawienie takiego odgrzewanego kotleta. Zresztą ten "odgrzewany kotlet" to sformułowanie trochę na wyrost – po przygody Harry'ego Dresdena sięga się dla poznania kolejnej fantastycznej, nieprzewidywalnej opowieści z biorącymi w niej udział ulubionymi bohaterami. Ten przepis dalej się sprawdza, dlatego na waszym miejscu czym prędzej biegłbym do księgarni po nowy tom "Akt Dresdena" i zaszył się gdzieś na kilka godzin – najlepiej w miejscu, gdzie nikt nie przerwie czytania "Śmiertelnych masek".

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8  
Ocena użytkowników 8,25 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...