Słowa światłości

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 26 lutego 2015
słowa światłości

Droga królów” okazała się odpowiedzią na oczekiwania czytelników, którzy byli spragnieni nowego i rozbudowanego cyklu fantasy. Dzisiaj o podobne serie trudno, ponieważ wymagają dużego nakładu pracy oraz cierpliwości. Brandon Sanderson wiedział, czego się podejmuje, jednak myślę, że i jego zaskoczył sukces książki. „Droga królów” przewyższała poziomem inne powieści ze swojego gatunku, a nawet więcej – w Polsce na niektórych portalach wybierana była na najlepszy tytuł roku. Wydawnictwo MAG nie zwlekało z premierą drugiego tomu „Archiwum Burzowego Światła”, więc „Słowa światłości” trafiły na półki całkiem szybko, w tym samym roku, w którym pojawiła się pierwsza część. Autor tą właśnie książką musiał potwierdzić własny talent i umiejętności oraz utrzymać zainteresowanie fanów.

Nadchodzi wieczna burza, świat ogarnia chaos i wojna, a jedyni ludzie zdolni go uratować są uważani za szaleńców bądź ukrywają swoje nadzwyczajne moce. Tak mniej więcej przedstawia się fabuła „Słów światłości”, w której jednak nie odczuwa się powstałego zamieszania. Bohaterowie mają swoje zadania oraz ambitne plany i starają się je zrealizować. Historia prowadzi czytelnika po sznurku – przez bardziej oczywiste wątki, następne (nie aż tak szokujące, niestety) zwroty akcji oraz mocarne momenty, aż do spektakularnego finału. Właśnie mocarne momenty poświadczają o geniuszu Brandona Sandersona, ponieważ prezentowane są w umiejętny sposób – z napięciem niepozwalającym na odłożenie książki i odpowiednią dozą dynamizmu. Wszystko wydaje się więc być na swoim miejscu – powieść ma spokojniejsze, wyważone chwile, tylko po to, aby następnie strzelić odbiorcę po twarzy i wzbudzić w nim zainteresowanie porównywalne do nadejścia burzy z apogeum w postaci absolutnego oddania się potężniejszym siłom.

słowa światłości

Interludia zazwyczaj nie budzą we mnie pozytywnych uczuć (no, hej! Ja chcę wrócić do wątków bohaterów!). Tutaj pełnią jednak zasadniczą rolę – budują rozmach. Rozmach, którego nieco brakuje podstawowej historii. Powodem jest umiejscowienie akcji mniej więcej w jednym miejscu (Strzaskane Równiny), gdzie grupa istotnych postaci już jest, a pozostali zmierzają. Tym sposobem fabuła trochę traci na skomplikowaniu. W „Drodze królów” protagoniści rozmieszczeni zostali po różnych lokacjach i można było tylko podejrzewać, że wreszcie połączą swoje siły. Następuje to za szybko i dlatego ratunkiem okazują się interludia. słowa światłości W nich pisarz prezentuje zupełnie nowe postacie (poboczne?), również nabywające nadzwyczajne zdolności. Szkoda, że tak mało czasu poświęca ich wątkom, bardziej skupiając się na Shallan, Kaladinie, Dalinarze oraz Adolinie, których poznaliśmy wcześniej. Mam nadzieję, iż ta wstępna prezentacja posłuży za zalążek dalszej historii, rozwijanej już w pełnym zakresie w kolejnych tomach. Byłoby to wskazane, bo drogi wspomnianej czwórki za bardzo się pokrywają. Poza tym zarzutów większych nie mam – „Słowa światłości” przynoszą odpowiedzi na dręczące czytelnika pytania, zadając przy okazji kolejne i skutecznie podtrzymując napięcie przed trzecią częścią. Czyli nikt zadowolony z dotychczasowej formy Brandona Sandersona zawieść się nie powinien.

Charakterystyki postaci dalej są rozbudowywane i tak złożone, jakby niektóre osoby miały za chwilę wyjść z książki. Autor doskonale wie, co robi. Nie próbuje sprzedać miałkiej historyjki, gdzie ktoś ma fantastyczny urok i mnóstwo zalet przy kilku niewielkich wadach. Tutaj takich banałów nie napotkamy. „Słowa światłości” pod tym względem zawstydzają konkurencję. Każdy skrywa trudną i ponurą przeszłość, próbując zapanować nad własnymi pragnieniami i żądzami oraz wpasować się w obecne realia z mniej lub bardziej udanym skutkiem. Oczywiście najlepszy z plejady bohaterów jest Trefniś, wciąż stanowiący intrygującą zagadkę, bawiący zawsze, gdy tylko zechce ubarwić książkę swoją obecnością. Wprowadza ekscytację i humor, a przy tym nie można zapomnieć, że spaja sobą wiele istotnych postaci. Prawdziwą burzą okazują się również spotkania bohaterów, którzy prowadzą ze sobą zażarte i wciągające dyskusje. Przoduje szczególnie Shallan, której cięty język i skłonność do sprowadzania rozmów na absurdalne tematy powinna bawić nawet największych ponuraków.

słowa światłości

„Słowa światłości” skupiają się głównie na Shallan, ponieważ to jej przeszłość tym razem postanowił przedstawić Brandon Sanderson. Dziewczynę otacza ogromna rzeka kłamstw, która z pewnością porwie niejednego czytelnika, a następnie zmusi do wypłynięcia na powierzchnię i poznania okrutnej prawdy. Przyznam jednak, że bieżący wątek dotyczący tej postaci nie bardzo mnie wciągnął. Być może reszta była po prostu zbyt dobra. Intrygi wśród króla i arcyksiążąt ponownie wzbudziły we mnie nieodparte zainteresowanie, podobnie jak próby przeciwstawienia się im poczynione przez ród Kholinów i ochraniającego go Kaladina. słowa światłości Zawsze nie mogłem się doczekać rozdziałów poświęconych temu ostatniemu – cóż, to moja ulubiona postać „Archiwum Burzowego Światła”. Podejrzewam, że gdyby ciekawych wątków było więcej, historia potomkini rodu Davar nie kojarzyłaby się tak źle. Recepta na to była – włączenie do podstawowej intrygi postaci z interludium – ale pisarz z niej nie skorzystał. Warto również zwrócić uwagę na spreny – te zaczynają odgrywać coraz większą rolę i ich osobliwe charakterki (widoczne w dialogach) sprawiają, iż trudno ich nie lubić. Nie ma też tak, że każdy spren prezentuje się identycznie lub podobnie. Różnią się w dość ważnych aspektach, lecz wszystkie budzą sympatię swoim ekscentrycznym podejściem do wielu spraw.

Uniwersum „Archiwum Burzowego Światła” otwiera przed czytelnikiem kolejne tajemnice. Chyba nikt po lekturze „Drogi królów” nie zrezygnuje z ich odkrycia i sięgnie po „Słowa światłości”. Moim zdaniem warto, ponieważ to jedna z najlepszych powstających obecnie sag fantasy. Bez seksu na każdym kroku jak u George'a R. R. Martina, lecz nadal z mroczniejszymi akcentami. Zainteresowanie się serią jest tym bardziej korzystne, bo Brandon Sanderson nie każe czekać swoim czytelnikom na następne tomy zbyt długo. Nowa część wstępnie ma ukazać się wiosną przyszłego roku. Jeszcze raz polecam lekturę książek amerykańskiego twórcy, szczególnie jeśli kochacie poznawać rozbudowane historie, mnóstwo barwnych postaci oraz pełne niebywałych pomysłów światy. Czasem rzeczywiście brakuje szokujących zwrotów akcji (większość da się przewidzieć...), ale rekompensuje to dynamizm wyczekiwanych punktów zapalnych.

Dziękujemy wydawnictwu MAG za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 9,5  
Ocena użytkowników 9,79 Średnia z 14 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Matthias Circello · czwartek, 26 lutego 2015, 16:50
0
"bo Brandon Sanderson nie każe czekać swoim czytelnikom na następne tomy zbyt długo."

Nic więcej nie trzeba, żeby mnie przekonać.
Thorot · czwartek, 26 lutego 2015, 18:06
+1
Człowiek który w 18 miesięcy jest wstanie napisać książkę i co kolejny rok wydawać równie grubą i dopracowaną powieść jest dla mnie Bogiem. A nie jak pewien niewyzyty sadysta który każe czekać na przyszłe tomy latami

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...