posiadlosc

Shantae and the Seven Sirens

4 minuty czytania

Studio Way Forward już od 30 lat funkcjonuje na rynku gier, zapewniając rozrywkę swoim fanom. Jedną z ich najbardziej znanych serii są przygody półdżinki imieniem Shantae. No a teraz raz jeszcze możemy udać się z nią na kolejną przygodę wraz z "Shantae and the Seven Sirens".

shantae and the seven sirens

Mała odmiana na sam początek – Shantae nie straciła pracy! Tym razem wraz ze Sky, Bolem i swoim wujkiem udaje się na piękną wyspę, gdzie zamierza nacieszyć się pierwszym w życiu urlopem. A mogła się tam znaleźć ze względu na zorganizowany festiwal półdżinek, na którym może też poznać swoje koleżanki z racji krwi i fachu. Sytuacja jednak szybko się komplikuje. Już podczas prezentacji pierwszego wieczora wszystkie uczestniczki festiwalu, poza samą Shantae, znikają w tajemniczych okolicznościach. Tak więc naszej przyjaciółce raz jeszcze przychodzi przygotować fryzurę i ruszyć na poszukiwania towarzyszek, badając tajemnice Wyspy Syren i raz jeszcze udowadniając, że choć dżinką jest tylko w połowie, to bohaterką w 100 procentach.

Shantae and the Seven Sirens

W podstawowych mechanikach jest to klasyczna platformówka podchodząca pod metroidvanię. Dany nam do zabawy świat jest dość swobodnie otwarty, lecz poszczególne fragmenty stają się dostępne dopiero wraz z rozwojem fabuły i zdobywaniem nowych umiejętności. Uniwersum tej części różni się od znanego z "Pirate’s Curse" i "Half-Genie Hero". Wszystkie miejsca, jakie odwiedzamy, tworzą jedną, wspólną całość, po której możemy poruszać się pieszo albo znajdowanymi podczas eksploracji teleporterami. A że przedmiotów do zbierania, czy to z racji zadań czy dla ułatwienia sobie życia, trochę jest, to nie ma miejsca na nudę.

Shantae and the Seven Sirens

Podstawą rozgrywki jest oczywiście skakanie po platformach i walka z wrogami. Pod tym kątem nie ma jakichś szczególnych zmian. Potworów, z jakimi przychodzi nam się mierzyć, jest całkiem sporo i mają różne sposoby ataku. Choć z czasem natrafiamy też na potężniejszych wrogów, śmierć podczas walki to dość rzadki przypadek. Podstawowym uzbrojeniem są oczywiście włosy Shantae, którymi posługuje się jak biczem. Do tego w naszym arsenale znajduje się kilka rodzajów czarów, które na życzenie możemy wzmocnić za klejnoty, a jeśli uznamy je za zbyt mocne, także osłabić. Poza tym do arsenału dotychczasowych sztuczek zostały dodane nowe, w ciekawy sposób urozmaicając repertuar.

Shantae and the Seven Sirens

Większej zręczności raczej wymagają od nas przeszkody terenowe, ale odrobina wprawy zwykle pozwala dość szybko je rozgryźć. To samo dotyczy oczekujących nas zagadek środowiskowych. Identycznie jest z pewnymi minigierkami, które przyjdzie nam napotkać podczas przemierzania wyspy. W żadnym jednak razie nie stanowi to przesadnego problemu, bo dzięki temu rozgrywka jest szybka i emocjonująca. Do tego samo sterowanie jest bardzo wygodne. Przyjemniej gra się na padzie, ale klawiaturą również można łatwo skłonić bohaterkę do współpracy.

Shantae and the Seven Sirens

Jedną z charakterystycznych cech naszej półdżinki są jej tańce transformacyjne. Ten aspekt oczywiście pozostał, ale czekały go dość istotne zmiany w porównaniu do poprzedniczki. Tym razem ten aspekt podzielono na dwie kategorie i w ciekawy sposób wpleciono w fabułę. Nowe moce zyskujemy podczas ratowania towarzyszek Shantae. Gdy je znajdujemy, otrzymujemy od nich specjalne monety, które pozwalają nam na transformacje w zwierzęce formy, co pozwala doraźnie pokonać przeszkody terenowe. Ten wariant stanowi przede wszystkim przedłużenie standardowych ruchów i akrobacji, tak więc ich użycie jest płynne i proste. Zaś po wyciągnięciu połdżinek z ich więzień i zdobyciu kamieni fuzji, te dzielą się z nami swoimi mocami. Wyzwalamy je poprzez taniec i w różny sposób wpływają na otoczenie, odkrywając sekrety i otwierając przejścia. Stanowi to połączenie rozwiązań znanych z poprzednich części z dodatkiem nowości i jest ono naprawdę rozsądne.

Shantae and the Seven Sirens

Z innowacji warto wymienić także system kart kolekcjonerskich. Pokonane przez nas potwory raz na jakiś czas mogą po pokonaniu upuścić kartę kolekcjonerską ze swoim wizerunkiem. Gdy uzbieramy odpowiednią ilość każdej z nich (różnie w różnych o przypadkach), mamy możliwość wybrania ich w ekwipunku, tym samym zyskując pasywne buffy do różnych umiejętności. Oczywiście ten motyw również wykorzystano do promowania eksploracji. Kilka najpotężniejszych kart jest nie do zdobycia poprzez walkę. Można jedynie je nabyć u postaci pojawiających się w miastach, jedynie za specyficzną znajdźkę, co składnia do dalszej eksploracji. Jest to też okazja na zarobek, gdyż u jednego handlarza można wymienić nadwyżkę kart na walutę w świecie gry.

Shantae and the Seven Sirens

Pod kątem oprawy graficznej i dźwiękowej od ostatniej części nie zaszło dużo widocznych zmian. Nadal uświadczymy wysokiej jakości i rozdzielczości animacji oraz bajkowego klimatu. Ciekawym urozmaiceniem są pojawiające się od czasu do czasu przerywniki filmowe, którym towarzyszy pełne udźwiękowienie. Podczas akcji, gdy dochodzi do dialogów, podkład też występuje, ale, tak jak poprzednio, dotyczy to tylko części kwestii dialogowych. Ścieżka dźwiękowa również nie zawodzi. Można liczyć na dodające energii kawałki, jak i takie bardziej kojące. Do tego dobrze komponują się z poszczególnymi sytuacjami i lokacjami.

Shantae and the Seven Sirens

Od przypadkowego znaleziska po jedną z ulubionych platformówek – moje przygody z Shantae ciągną się już trochę i nigdy ich nie żałowałem. Mogę też z niezachwianą pewnością stwierdzić, iż spotkanie z 7 syrenami również było warte tego czasu. Bawiłem się świetnie i na pewno jeszcze do tego wrócę. Wierzę, że inni poczują to samo.

Plusy
  • Świetny soundtrack
  • Zabawna historia
  • Wygodne sterowanie
Minusy
  • Trochę za proste walki
Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...