wampir_maskarada

Fragment książki

1 minuta czytania

Stefano cieszył się, że szkolny dzień się kończy. Chciał się wyrwać z tych zatłoczonych sal i korytarzy chociaż na parę minut.

Tyle umysłów. Presja tylu schematów myślenia, tak wielu otaczających go psychicznyych głosów, wprawiała go w oszołomienie. Od lat nie przebywał w takim ludzkim ulu.

Zwłaszcza jeden umysł wyróżniał się wśród pozostałych. Stała pomiędzy dziewczynami, które obserwowały go na głównym korytarzu. Nie wiedział jak wygląda, ale osobowość miała silną. I był pewien, że znów ją rozpozna.

Jak na razie udało mu się przetrwać pierwszy dzień maskarady. Skorzystał z mocy tylko dwa razy, a i to ostrożnie. Mimo to był zmęczony i – przyznawał z żalem – głodny. Królik to za mało.

Będzie się tym martwił później. Znalazł klasę, w której miał ostatnią lekcję. Usiadł w ławce. I natyczmiast poczuł obecność tego umysłu.

Jaśniał gdzieś na obrzeżach jego świadomości złotym światłem, miękkim, a przecież intensywnym. Pierwszy raz udało mu się zlokalizować dziewczynę, której umysł wyczuwał. Siedziała tuż przed nim.

W tej samej chwili obróciła się i zobaczył jej twarz. Ledwie udało mu się powstrzymać okrzyk zaskoczenia.

Katherine! Ale to przecież niemożliwe. Katherine nie żyła, nikt nie wiedział o tym lepiej niż on.

A jednak podobieństwo było niesamowite. Złotawo-blond włosy, tak jasne, że w słońcu zdawały się niemal skrzyć. Kremowa skóra, która zawsze przywodziła mu na myśl łabędzi puch albo alabaster. I te oczy... Oczy Katherine miały kolor, jakiego nigdy wcześniej nie widział, błękitu głębszego niż błękit nieba, tak intensywnego jak lapis-lazuli w wysadzanej klejnotami przepasce, którą nosiła we włosach. Ta dziewczyna miała takie same oczy.

Uśmiechając się spojrzała wprost na niego...

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...