Nowe imperium. Szmaragdowy sztorm

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski sobota, 13 października 2012
nowe imperium, szmaragdowy tron

Po „Królewskiej krwi. Wieży elfów” mój apetyt na powieść łotrzykowską jedynie się zaostrzył. Dostałem świetną książkę, liczącą ponad 700 stron i jeszcze nie miałem dość! Na szczęście w moje chciwe ręce szybko wpadła jej kontynuacja zatytułowana „Nowe imperium. Szmaragdowy sztorm”.

Szczerze mówiąc, zakończenie drugiego tomu – przypominam, że został wydany razem z pierwszym w jednej książce – mnie zaskoczyło. Podobne zdziwienie nastąpiło na początku części trzeciej. Thrace została Imperatorką i według opinii ludu jest spadkobierczynią Novrona, gdyż pokonała stwora, którego – zdaniem kościoła – mógł pokonać jedynie jego dziedzic. Stare Imperium się odrodziło, lecz prawdziwym jego władcą stał się biskup Saldur. Biedna dziewczyna jest z łatwością przez niego manipulowana i nie ma wpływu na swoje królestwo. Na dodatek nie je, nie mówi, jest w całkowitym oszołomieniu i depresji po śmierci swojego ojca. Przyznam, że takiego obrotu spraw się nie spodziewałem.

A co słychać u Royce'a i Hadriana? Służą królowi Melengaru, Alricowi, który nie chce włączyć swojego królestwa do Nowego Imperium. Jest jednak na straconej pozycji ze względów militarnych, więc musi ratować się sojuszem z nacjonalistami pod wodzą Degana Gaunta. Zadanie dotarcia do nich i zawarcia przymierza król powierza duetowi Riyira, do którego dołącza także Arista. Czy uda im się wykonać misję?

Michael J. Sullivan wzbudził mój podziw świetnie rozwiniętymi wątkami – szczególnie Thrace w roli Imperatorki, a także historii Royce'a i Hadriana. W „Nowym Imperium. Szmaragdowy sztorm” jeszcze głębiej „wejdziemy” w przeszłość bohaterów, która przyniesie ze sobą zaskakujące prawdy. Odwiedzimy również ich rodzinne miasta i miejsca, gdzie spędzili młodość. Okazuje się, że nie byli oni wtedy tak rozważni, jak teraz – popełnili wiele błędów, o których dowiecie się czytając książkę. Nadaje to im większej wiarygodności i charakteru, choć ogromne umiejętności bojowe Hadriana nadal mogą budzić wątpliwości. W dalszym ciągu będą trwać też poszukiwania prawdziwego spadkobiercy Novrona, ponieważ bohaterowie wiedzą, że Thrace nim nie jest. Ale nie będzie to raczej głównym motorem napędowym całej serii – pojawiają się kolejne tajemnice świadczące o czymś „większym”. Sam jestem ciekaw, co to będzie, bo autor opisał to w dość zagadkowy sposób.

Trzeba jednak przyznać, że choć przeszłość bohaterów jest ciekawa, a Sullivan zasypuje nas kolejną dawką tajemnic i zagadek, to niestety trzeci tom przez pewien czas zwyczajnie nudzi. Riyira nie zaskakują swoją przenikliwością, a inne postacie nie grzeszą inteligencją. Wojna, jedno z ważniejszych wydarzeń trzeciego tomu, została opisana w przewidywalny i mało wiarygodny sposób. „Nowe imperium” jest na pewno niezłą powieścią, aczkolwiek znacznie słabszą od poprzednich części ze względu na niewielką ilość naprawdę interesujących i wielkich zdarzeń, tak jak na przykład turniej, który odbył się w „Wieży elfów”.

nowe imperium, szmaragdowy tron

„Szmaragdowy sztorm” przyniesie za to urozmaicenie; bohaterowie będą uczestniczyli w wyprawie morskiej. Tutaj Sullivanowi zwyczajnie zabrakło pomysłu, gdyż w żaden sposób nie przyczynił się do tego, aby ten epizod stał się ekscytujący, choć w trakcie podróży pojawią się ciekawe wątki. Sama fabuła nie sprawia jednak wrażenia tak niesamowitej i rozbudowanej, jak w poprzednich częściach, aczkolwiek nadal zdarzają się nagłe zwroty akcji. W „Królewskiej krwi. Wieży elfów” pełno było stronnictw, spisków czy intrygujących postaci. Tutaj niewiele z tego występuje, a historię cechuje prostota.

W recenzji poprzednich tomów marudziłem na wątek miłosny. W „Nowym imperium. Szmaragdowym sztormie” pojawia się w większym natężeniu, dzięki Ariście, która po raz pierwszy przeżywa miłość. Jej historia jest wzruszająca i bardzo realistyczna. Sullivan nie skupił się wprawdzie na szczegółach jej relacji z ukochanym, ale dzięki temu wątek miłosny nie irytuje banalnością – jak zdarza się w niektórych powieściach. Niestety, Hadrian nadal jest samotny...

Wydanie „Nowego imperium. Szmaragdowego sztormu” dorównuje „Królewskiej krwi. Wieży elfów”. Co ciekawe, książka jest grubsza o około sto stron, więc jej objętość z pewnością zadowoli wymagającego czytelnika. Błędów znalazłem niewiele – brak kropki czy momentami złe tłumaczenie. Są to niewielkie wady, a całość z pewnością jest warta tych 49 złotych, za które można nabyć książkę.

Podsumowując, trochę się zawiodłem na "Nowym imperium. Szmaragdowym sztormie". Bawiłem się przy nim dobrze, ale wyraźnie był na każdym kroku gorszy od poprzednika. W jego recenzji zachwalałem fabułę, która tutaj okazała się prostsza. Akcja zwalnia, humoru jest mniej, a bohaterowie nie są już tacy inteligentni. Jednocześnie autorowi świetnie udało się poprowadzić wątki dotyczące przeszłości Hadriana oraz Royce'a i popisał się on także ciekawym zwrotem akcji związanym z Thrace. Myślę jednak, że wielbiciele „Królewskiej krwi. Wieży elfów” będą zadowoleni z jego kontynuacji. To jest naprawdę dobra książka, a jej największą wadą jest to, że nie dorównuje poprzedniczce.

Dziękujemy wydawnictwu Prószyński i S-ka za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 8 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...