Necrosis. Przebudzenie

Jacek Piekara jest jednym z bardziej poczytniejszych polskich pisarzy fantasy. Popularność przyniosła mu głównie seria opowiadań o inkwizytorze – Mordimerze Madderdinie oraz śmiała wizja alternatywnej przyszłości Polski, ukazanej w dziele "Przenajświętsza Rzeczpospolita". Mimo świetnego stylu i kompletnego braku poprawności politycznej, Piekara dał się również poznać jako autor, który wiele rzeczy zaczyna, a niewiele kończy. Przykładem takiej tendencji jest właśnie "Necrosis Przebudzenie", które miało stać się początkiem cyklu na miarę przygód w.w. inkwizytora, a od sześciu lat nie doczekało się kontynuacji.

Necrosis jest typową książką Jacka Piekary – nie przedstawia jednej, spójnej fabuły, a kilka oddzielnych opowiadań dających nam ogólną wiedzę o uniwersum, w którym dzieje się akcja. Tym razem jest ich dokładnie pięć. Historia nie jest zbyt skomplikowana – dowiadujemy się, że przed wiekami istniał potężny zakon nekromantów, którzy, dzięki swoim magicznym praktykom, stali się niemal bogami. Gdy byli u szczytu swojej potęgi, pojawili się tajemniczy inkwizytorzy, którzy niemal ich zniszczyli. Nieliczni ocaleni zapadli w sen, ukrywając się w niedostępnych górskich jaskiniach i magicznych przedmiotach, czekając aż przyjdzie czas na przebudzenie.

Każda z pięciu opowieści dotyczy wspomnianych wcześniej nekromantów, próbujących po setkach lat wrócić do świata żywych. Problemem jest jednak fakt, iż, aby tego dokonać, potrzebują życiowej energii, a aby ją zdobyć, wykorzystują ludzkie słabości jak i potrzeby. Na początku poznamy niejakiego pana Tronheima, zarabiającego udawaniem egzorcysty. Jego życie bardzo się komplikuje, kiedy trafia do lochów „pani”, władczyni półświatka miasta Kloudenberg. Zostaje obarczony zadaniem wygnania demonów z jej córki, pod groźbą dosyć okrutnej śmierci. Na ratunek przychodzi mu tajemnicza księga. Nie chcę zdradzać wam więcej, ponieważ jest to najlepsze opowiadanie w całej książce, niesłychanie pobudzające wyobraźnię.

Następnie poznamy Tobiasa, chłopaka ze wsi, żyjącego w patologicznej rodzinie. Pewnego dnia odkrywa jaskinię, a w niej tajemniczą i wychudzoną postać. W zamian za jedzenie, uczy go ona magii i ostatecznie rozwiązuje jego życiowe problemy. Jest to moje drugie ulubione opowiadanie; przede wszystkim dlatego, że gra na naszych emocjach – poznajemy krzywdę chłopaka i faktycznie mu współczujemy. Podejrzewam, że Jacek Piekara chciał zawrzeć w tej historii drugie dno i poruszyć problem emigracji lub też biedy; w wielu jego książkach, np. w serii o inkwizytorze, odwołuje się do ważkich kwestii społecznych. Moje wnioski mogą być, oczywiście, przesadzone.

Trzecie opowiadanie nie jest już tak ciekawe jak poprzednie, a i akcja jest o wiele mniej dynamiczna. Tym razem autor przenosi nas na daleką północ, gdzie mamy okazję poznać losy ślepej księżniczki i jej opiekunki. Ich spokojne życie zakłóca fakt przybycia nowej żony króla – czarodziejki z Białego Klasztoru. Jak się zapewne domyślacie, nie przepada ona za nekromantami. W tej opowieści wszystko jest inne niż się wydaje, a zakończenie jest naprawdę zaskakujące. Ma ona jednak jedną, sporą wadę – bieg wydarzeń bardzo się przeciąga i mimo ciekawego finału czytający, zamiast czuć podniecenie, jest znużony.

Jacek Piekara nie byłby sobą, gdyby nie pokazał nam prawdziwej rzezi. Rienherd Vardesaavre jest postacią głęboko psychotyczną, a zarazem głównym bohaterem kolejnego opowiadania. Za pomocą podstępu, udało mu się zdobyć siedzibę konkurencyjnego rodu. Nadzoruje egzekucje jego członków, jednak nie przejmuje się ich życiem, bardziej obchodzi go to, jak jego postępek zostałby przedstawiony w sztuce teatralnej. Jego problemem jest fakt, że nie udało mu się odnaleźć najmłodszego członka rodu Achenbachów – przecież gdy dorośnie, to będzie szukał na nim zemsty. Jednak prawdziwe kłopoty zaczynają się wraz z odnalezieniem pewnego obrazu. To opowiadanie, podobnie jak poprzednie, ma zaskakujący finał i równie powolną akcję. Gdybym miał szukać w nim morału, zwróciłbym uwagę na zgubne skutki pożądania i pychy.

A skoro mówimy o pożądaniu, to przyszła pora na seks – spokojnie, nie zamierzam zamieszczać swoich aktów w tej recenzji! Bohaterką opowiadania kończącego cykl jest Margot, która cierpi na bardzo ciekawą przypadłość – od czasu do czasu, ogarnia ją czerwona mgiełka – czuje wtedy obezwładniającą konieczność odbycia aktu seksualnego, z kimkolwiek. Oprócz tego, jest hieną cmentarną, a jej następne zlecenie doprowadzi ją do tajemniczego grobowca, ukrytego głęboko pod miastem. To ciekawe opowiadanie, ale posiada te same wady, co dwa poprzednie – nuży czytelnika. Za to cały erotyczny wątek jest dobrze napisany i świetnie wpisuje się w kontrowersyjny wizerunek autora; samo zakończenie chociaż nie zaskakuje, to mocno rozbawia.

Pora na podsumowanie. "Necrosis" to solidnie napisana książka zajmująca 347 stron, którą przeczytacie w 2-3 godziny. Styl Jacka Piekary jest jak zwykle lekki, pozwala zanurzyć się w fabule i oderwać na chwilę od rzeczywistości. Historie o przebudzeniu nekromantów oddziałują na wyobraźnię do tego stopnia, że wciąż chce się więcej. I tutaj pojawia się problem – kończymy czytać mając wrażenie niedosytu i rozczarowania. Polega ono na braku puenty z prawdziwego zdarzenia – dowiadujemy się jedynie, że pięciu starożytnych magów się przebudziło. Nie wiemy, kto jest naprawdę ich przeciwnikiem ani jakie mają plany – autor zostawia nas jedynie z mglistą zapowiedzią i kompletnym brakiem głównej linii fabularnej. Muszę również wspomnieć o czcionce, której użyto – jest za duża, tak jakby chciano sztucznie zwiększyć (a w zasadzie nadmuchać) zawartość. Kolejną sprawą jest fakt sześciu lat bez kontynuacji! Czy Piekara w ogóle zamierza wydać następną część?! To jest postępowania nie fair wobec czytelników, obiecać cykl zachęcając tym samym ludzi do kupna, a potem ich olać. Nie będę was jednak zanudzał swoim narzekaniem – z czystym sumieniem polecam tę pozycję.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
9,17 Średnia z 6 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Mam na swojej półce, nie to wydanie, które trafiło do recenzji, ale takie z kobietą, które wydało mi się... atrakcyjniejsze. Do samej książki czasem sobie wracam, więc niech i ten fakt posłuży za recenzję. Ode mnie także solidne 8/10

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...