Mroczny Zbawiciel t.1

2 minuty czytania

I stało się: nadciągnęła apokalipsa, na którą czekało wielu – w tym i ja. Na polski rynek trafiła siódma książka autorstwa znanego czeskiego pisarza, Miroslava Žambocha. Po czterech książkach poświęconych Koniaszowi, „Bez litości” opowiadającym o Baklym oraz osadzonym w nietypowych realiach „Sierżancie”, otrzymujemy pierwszy tom postapokaliptycznego „Mrocznego Zbawiciela”. Czy jest to, podobnie jak poprzednio, powieść udana?

Zacznę od przedstawienia głównego bohatera. W swoich książkach Žamboch serwował czytelnikowi kolejnych facetów-twardzieli, znających się na walce, zabijających z mniejszymi lub większymi skrupułami. W „Mrocznym Zbawicielu” jest podobnie. R.C. to bardzo wytrzymałe połączenie człowieka, cyborga i demona. Niezbyt atrakcyjny z wyglądu, co sprawia, że mało która pani praktykująca najstarszy zawód świata w ogóle chce mu zaoferować swoje usługi. Podróżuje po zniszczonym świecie na sztucznym koniu firmy Mitsubishi, zwącym się Micuma. Towarzyszą mu Margaret, czyli półautomatyczna śrutówka, Greyson, będący miotaczem granatów oraz Nóż, którego przeznaczenia nie zdradzę. Utrzymuje się z handlu przedmiotami znalezionymi na pustkowiach. Stara się nie pakować w kłopoty – częściej kłopoty pakują się w niego. Zabija w obronie własnej, ewentualnie za duże pieniądze. Takiego bohatera skądś już znamy, prawda?

Czymś, czego nie znamy, jest przeszłość bohatera. W poprzednich książkach w pewnym momencie dowiadywaliśmy się praktycznie wszystkiego o historii naszego twardziela. Tutaj jest inaczej. Samo imię głównego bohatera jest zagadką, która rozwiązuje się po przeczytaniu połowy tomu. Przedtem mamy niejasne informacje, skrawki historii, wzmianki, które sami składamy do kupy i które dopiero później układają się w miarę logiczną całość. Chęć rozgryzienia przeszłości głównego bohatera jest czymś, co z całą pewnością przykuje czytelnika do lektury.

Akcja powieści toczy się w naszym „lekko odmienionym” świecie, na terenie Europy Środkowej, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Przyszłości, w której imię Jezusa Chrystusa, „starego J.Ch.”, mało kto wymawia po tym, jak drugi raz go ukrzyżowano. Później wrócili starzy bogowie, demony, upiory, wampiry i reszta hołoty, o której człowiek zdążył zapomnieć. Sztuczne inteligencje i maszyny stały się niezależne, a ludzie pośród tego wszystkiego próbują jakoś odnaleźć swoje miejsce. Otrzymujemy więc niecodzienną, ciekawą i autorską wizję postapokaliptycznego świata.

Na książkę składają się trzy powiązane ze sobą opowiadania, które stopniowo odkrywają nam przeszłość R.C. Wydarzenia opisywane są w narracji pierwszoosobowej, którą Žamboch opanował do perfekcji. Sceny walki zostały opisane prostym językiem, dzięki czemu łatwo się zorientować, co się dzieje i kto co robi. Krew leje się w ilościach, które zaspokoją nawet najbardziej wybrednych, a tych co wrażliwszych mogą wręcz przyprawić o mdłości. Dorzucając do tego wszystkiego bardzo ostrą, brutalną i dokładnie opisaną scenę seksualną z pewną wampirzycą, otrzymujemy powieść skierowaną zdecydowanie dla dojrzałych osób o trochę mocniejszych nerwach.

Przy podsumowaniu wrócę do zadanego we wstępie pytania: czy „Mroczny Zbawiciel” jest, podobnie jak poprzednie pozycje autorstwa Miroslava Žambocha, powieścią udaną? Jest. Zdecydowanie polecam!

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
8,34 Średnia z 16 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
Naprawdę zacna książka Chociaż jeszcze jej nie nabyłam wyrwała mi spory kawał czasu w empiku, po prostu nie dało się przerwać.
0
·
Świetna książka, wciąga i ma swój klimat. Jeśli na początku komuś się nie podobała - jak mi - to zapewniam, że prawie na pewno spodoba Wam się po przeczytaniu kolejnych stron.
0
·

Cytat

Jeśli na początku komuś się nie podobała - jak mi - to zapewniam, że prawie na pewno spodoba Wam się po przeczytaniu kolejnych stron.


Zgodzę się z tym zdaniem. Początek może być ciężki do przebrnięcia, bo i ciężko po pierwszych stronach "wkręcić się" w oryginalny klimat i świat powstały w umyśle Žambocha. Jednakowoż potem książka wynagradza wytrwałego czytelnika ukazując nam ciekawą, nietuzinkową oraz wciągającą wizję post-apokaliptycznych Czech Osobiście stosunek do fantastyki czeskiej (jak i w sumie ogólnie - do całej zagranicznej) mam dość negatywny, to muszę przyznać, że tom pierwszy "Mrocznego Zbawiciela", to kawał porządnej lektury. Polecam.

8/10.

Dodaj komentarz

Wczytywanie...