Mechaniczna pomarańcza

mechaniczna pomarańcza, okładka

Czy można zaprogramować człowieka? Anthony Burgess w 1962 roku zapragnął udowodnić wszystkim, że taka przyszłość jest możliwa. Napisał wówczas "Mechaniczną pomarańczę" i jest to chyba jego najlepsza, a na pewno najbardziej znana powieść. Drobne wątpliwości wzbudza we mnie fakt, że w tej chwili powieść Burgessa trudno zaliczyć do gatunku science fiction, gdyż nasza rzeczywistość nie tylko dogoniła wyobrażenie autora, ale nawet zostawiła je daleko w tyle.

Akcja powieści rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przyszłości, a miejsce też nie jest do końca zdefiniowane. Pewne drobne niuanse sugerują Londyn, ale autor niczego nie nazywa tutaj wprost. Należy zatem przyjąć, że nasi bohaterowie żyją gdzieś i kiedyś, ileś lat po nas, i tutaj pojawia się właśnie pierwsza z moich wątpliwości. Mogę jakoś zaakceptować fakt, że pisarz pracuje na starej, klekoczącej maszynie do pisania, a nie na komputerze, bo w końcu pisarz to artysta, a artyści, jak wiadomo, bywają bardzo ekscentryczni. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że piętnastoletni Alex – młody i zdecydowanie nie archaiczny meloman – słucha muzyki z płyt gramofonowych, kiedy dla nas gramofon to już zdecydowanie relikt przeszłości? Cóż, Burgess nie wziął najwyraźniej pod uwagę przyszłej popularności powieści, która stanie się lekturą dla odbiorców żyjących w rzeczywistości przerastającej wszelkie możliwe wizje. Bardziej zastanawiający jest jednak fakt (o ile nie powinnam napisać przerażający), że mimo pędzących zmian technologicznych i istnienia świata, w którym rzeczywistość pokonała futurologię, ideologiczny przekaz autora jest niezwykle aktualny. Co gorsza, jestem skłonna postawić tezę, że będzie on zrozumiały nawet wtedy, kiedy nasz technologiczny rozwój uczyni tło tej historii całkowicie anachronicznym.

Czytając o wyczynach Alexa i jego "przyjaciół" nie sposób wręcz nie zadać sobie pytania o to, czy jest to właściwie coś nowego. Gatunek science fiction, a zwłaszcza antyutopia, bardzo często korzysta z tego utartego schematu. Najpierw mamy kataklizm atomowy lub inną tego rodzaju tragedię sprawiającą, że znany nam świat rozpada się na miliony kawałków, a później rodzi się nowy porządek. Ów ład wygląda różnie, choć zazwyczaj jest przepełniony terrorem i brutalnością, a przemoc osiąga swoje apogeum. Burgess nie jest zatem w żaden sposób nowatorski przy opisywaniu miasta sparaliżowanego strachem przed młodocianymi przestępcami. Nowością jest jednak to, że pisarz wiele uwagi poświęca psychice swoich postaci. Wyprowadza te potwory z wnętrza nie tylko pojedynczych jednostek, ale też całego społeczeństwa. Niezależnie od tego, czy postaci ministra pragnącego za wszelką cenę "wyleczyć" przestępców, by mieć wolne miejsca dla skazańców politycznych, albo babć kryjących zbirów za szklankę marnego drinka są istotnym elementem fabuły, a nawet czy w pewien sposób kształtują przebieg wydarzeń, dla czytelnika stanowią właściwie niezbyt ciekawe tło. To nie akcja decyduje o istocie tej historii, choć pod wpływem opisywanych przedsięwzięć chyba każdemu czytelnikowi cierpła skóra. Opowieść Burgessa jest ponadczasowa w warstwie psychicznej, bo sama akcja na szczęście jeszcze długo pozostanie jedynie materiałem na kolejną opowieść science fiction.

mechaniczna pomarańcza

Dlaczego? Stwierdziłam w końcu, że nasza rzeczywistość nie tylko dogoniła, ale – co ważniejsze – przegoniła wizję autora "Mechanicznej pomarańczy". To, że degeneracja społeczeństwa i przestępczość nieletnich spędzają sen z powiek rządzącym, wszyscy wiemy, ale nie należy zapominać o skali zjawiska. W przypadku Burgessa pewna grupa młodzieży opanowała całe miasto, przejęła nad nim kontrolę, a to nie byłoby możliwe z kilku powodów. Przede wszystkim człowiek nie zna granicy własnych możliwości. Pomijając zawodowych sportowców, nie znamy do końca możliwości własnego ciała, a wbrew pozorom stać je na dużo więcej, niż mogłoby się nam wydawać. Sytuacja zagrożenia jest właśnie czasem, w którym uwalnia się adrenalina, serce szybciej pompuje krew, a mózg pracuje na najwyższych obrotach i wtedy właśnie nasz organizm osiąga maksymalną wydolność. Ofiara jest zatem paradoksalnie dużo silniejsza od przeciwnika, którym kieruje jedynie nuda i chęć wyrządzenia komuś krzywdy. Oczywiście wyrostek z nożem w ręku jest w stanie pokonać dziewczynę czy też starszą kobietę, ale z mężczyzną, nawet starszym od siebie, nie pójdzie mu to tak łatwo. Spełnienie wizji Burgessa nie jest zatem, na szczęście, szczególnie prawdopodobne, ale weźmy pod uwagę inne czynniki. Prawdziwa tragedia zaczyna się wówczas, gdy państwo staje po stronie bandytów i ułatwia im działania, zapewniając bezkarność lub uniemożliwia niewinnym obronę. Znamy mnóstwo takich przypadków z historii i tutaj znowu nasza niezbyt chlubna rzeczywistość przebiła pisarską wizję. W "Mechanicznej pomarańczy" nic takiego nie następuje, bo nie ma tutaj degeneracji systemu politycznego czy też policyjnego. Aparat władzy jest co prawda irytująco bezradny, a kolejne pomysły na zresocjalizowanie młodocianych przestępców czy też zapewnienie im innego zajęcia prowadzą tylko do kolejnych problemów lub eskalacji przemocy. Nie można jednak powiedzieć, że przedstawiciele władzy są przestępcami, bo bycie niezbyt rozgarniętym karierowiczem pozbawionym wyobraźni to w końcu jeszcze nie zbrodnia.

Siła tej powieści, jak już wspomniałam, tkwi w warstwie psychologicznej. Jej triumf polega na tym, że nie to jest najokropniejsze, co bohaterowie robią, ale to, co wtedy myślą i jak tłumaczą się we własnych głowach. Przeraża nas fakt, że ich świadomość jest daleka od tej, którą zwykliśmy uważać za ludzką, ale jednocześnie cierpnie nam skóra na myśl, że jest ona elementem istoty nazywanej człowiekiem.

mechaniczna pomarańcza

Anthony Burgess jako lingwista z zamiłowania zapragnął stworzyć dla swoich postaci odrębny język i ma to swoje uzasadnienie. Książkę na początku czyta się bardzo ciężko, a natłok neologizmów strasznie męczy, ale już po kilku stronach zaczynamy się do tego przyzwyczajać i stajemy się coraz mniej obcy w tej rzeczywistości. Problem polega na tym, że wersja z językiem rosyjskim, choć bardzo aktualna w czasach wydania powieści, wyszła dość marnie. Autor nie tylko nie zna rosyjskiego, ale też nie skonsultował się z nikim, kto tym językiem włada, zakładając, że wystarczy użycie słownika. Nie wystarczyło. Co nie zmienia faktu, że należy pochwalić twórczą odwagę autora; poza tym w kontekście polskiej sytuacji politycznej tamtych czasów, użycie języka rosyjskiego jeszcze bardziej podkreśla ideologiczny przekaz dzieła. Burgess stworzył też wersję z nazwami zaczerpniętymi z języka angielskiego, której nie czytałam, ale w świetle współczesności też mogłaby dostarczyć ciekawego materiału do rozmyślań.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o tytule, bo sądzę, że większość czytelników po lekturze powieści Anthony’ego Burgessa zastanawiają dwie kwestie: czym jest człowiek i czy można go zaprogramować wedle własnego widzimisię? Oraz: czym właściwie jest "mechaniczna pomarańcza"? Hasło tytułowe usłyszał Burgess w 1945 roku od człowieka mówiącego, że "ktoś jest lewy jak nakręcana pomarańcza". Bo człowiek podobnie jak ona organicznie wyrosły, kruchy i miękki, ma ten żywy kolor i słodycz, a nakręcać go, znaczy zmieniać w coś mechanicznego. Burgess nieźle znał malajski, w którym do podstawowych słów należy "orang", czyli "człowiek". Tamtejszym półanalfabetom wyraz myli się jednak często z "orange" – "pomarańcza" i tak też bywa pisany. "A Clockwork Orange" oznacza zatem nakręcanego człowieka, sprowadzonego do roli bezmyślnej, mechanicznej zabawki. Krytyka jednak nie stanęła na wysokości zadania i zanim Burgess zdążył wszystko wyjaśnić w przypisie do książki "Joysprick", narodziła się i zaczęła żyć własnym życiem nie "nakręcana", lecz właśnie "Mechaniczna pomarańcza".

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
8,5 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
już jakiś czas temu rzucił mi sie w oczy tytuł, nie czytałam nic tego autora, ale moze sie skuszę na to. warto ?
0
·
Zdecydowanie warto
0
·
Warto i to jak... Zwłaszcza w oryginale, by zapoznać się z nowomową, jaką stworzył autor.
0
·
Oj tak. Nowomowa jest przedstawiona naprawde wspaniale.
0
Gość_Majster* ·
Oferta dla fanów Mechanicznej pomarańczy: istnieje wersja N, oczywiście nie autorstwa Roberta Stillera, bo On taką jedynie zapowiedział, ale nie opublikował. Tekstem podstawowym została z wyboru nie oryginalna książka Burgessa, tylko wersja R Stillera, aby nie straciła związku z wydanymi już R i A. Tekst źródłowy użyto w minimalnym stopniu. Udostępniam próbkę, ale stawiam warunek: w zamian za resztę oczekuję recenzji udostępnionej próbki. W sieci dostępne jest (łatwo wygooglać) tłumaczenie pana dra Cezarego Michońskiego oraz tekst oryginalny. Obie wersje Roberta Stillera doczekały się kilku wydań, więc nie ma potrzeby ich linkowania. Próbką jest rozdział 3/6, dlatego nie ma potrzeby wyjaśniać fanom na czym polega zabawa w porównywanie.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...