Kronika wykrakanej śmierci

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 8 maja 2014

Pamiętacie serial „Z Archiwum X”? Produkcja opowiadająca o intrygujących śledztwach agentów Mulder i Scully, dotyczących paranormalnych zdarzeń, wyrosła na hit lat '90. Do dziś ma miliony wielbicieli na całym świecie, a ja sam stosunkowo niedawno postanowiłem sobie ją odświeżyć. Impulsem do tego okazał się nowy tom „Kronik Żelaznego Druida” zatytułowany „Kronika wykrakanej śmierci”. Jedna z kolejnych interesujących myśli bohatera dotyczyła właśnie „Z Archiwum X”. Tak mnie ujęła, że zapragnąłem znów zobaczyć Duchovnego, szukającego prawdy „ukrytej gdzieś tam”. A przede wszystkim znowu obejrzeć niesamowicie klimatyczne intro.

Niestety, jedna inspirująca myśl (nawet dotycząca „Z Archiwum X”) nie oznacza, że Kevin Hearne powrócił do dawnej, świetnej formy. Fabuła „Kroniki wykrakanej śmierci” opiera się na... bieganiu. Przez prawie całą książkę Atticus, Granuaile oraz Oberon uciekają przed goniącymi ich boginiami – Artemidą i Dianą. W międzyczasie dochodzi do starć z mrocznymi elfami, mantikorą, wampirami i innymi typowo fantastycznymi stworzeniami, ale – najogólniej mówiąc – wszystko sprowadza się do ciągłego biegu. Historia ma co prawda kilka niezłych zwrotów akcji, lecz i tak nie daje odpowiedniej satysfakcji. Nachodząca apokalipsa spóźnia się o kolejny tom, Loki udowadnia, że jest głąbem (Loki!), wątek miłosny jest truskawkowo irytujący, do tego co chwilę pojawiają się w nim aluzje erotyczne kojarzące się z Sami-Wiecie-Czym, a na domiar złego dzieje się dużo, ale niewiele wydarzeń można określić mianem ważnych.

loki

Rozpoczniemy może od Lokiego, którego darzę dużą sympatią, dzięki książkom Jakuba Ćwieka i filmom Marvela. W każdym z wymienionych dzieł nordycki bóg oszustw przedstawiany jest jako inteligentny, krnąbrny oraz skupiający się przede wszystkim na własnej korzyści. Jednocześnie jednak nie można zdecydowanie stwierdzić, że jest zły – w „Kłamcy” pełni rolę najemnika aniołów, dla których jego dwulicowa natura jest bardzo korzystna. W rzeczywistości zaś Loki owija sobie niebiańskich pomocników wokół palca, sterując nimi jak marionetkami. Stoi więc gdzieś pomiędzy – ani po stronie dobra, ani zła. W „Thorze” i „Avengersach” jest nieco inaczej. Bóg kłamstw ewidentnie pragnie władzy i potrafi do niej dążyć nie zważając na koszty, ale jego cele wynikają z ciągłego przebywania w cieniu brata, braku akceptacji, odrzucenia, więc szybko go usprawiedliwiamy. A że nie jest nieskazitelnie dobry, honorowy i w ogóle oraz wprowadza niezły chaos i zaskakuje, wszyscy go lubią. Wydawałoby się, że Kevin Hearne powinien dobrze wykorzystać popularność Lokiego i uczynić go nie mniej interesującą postacią niż jego polski rywal czy filmowi producenci.

loki

Niestety, w „Kronikach Żelaznego Druida” o bogu kłamstw można powiedzieć jedno – jest niesamowicie głupi. Daje się łatwo oszukiwać i sobą manipulować, własna córka musi mu mówić, co ma robić, bo w przeciwnym razie jedynie by podpalał wszystko dookoła. Trwa zebranie ważnych osobistości na temat jego pokonania? Nawet gdyby podsłuchiwał, nie połapałby się, że coś takiego ma miejsce. Musi mieć wszystko powiedziane wprost – nie dla niego sarkazm, ironia czy aluzja. Dodatkowo kiepsko zna angielski (więc w książce w jego dialogach czasowniki nie są odmieniane), co tylko pogarsza opinię czytelnika na jego temat. Z niewyjaśnionych przyczyn... No dobra, może niekoniecznie z niewyjaśnionych – po prostu sobie to ubzdurał – chce zabić Atticusa, bo uważa go za wielkiego przeciwnika, mogącego powstrzymać koniec świata. Czemu chce końca świata? Bo tak! W życiu nie spotkałem się z tak źle wykreowanym szwarccharakterem.

Pragnęliście kiedyś śmierci jednej z postaci występujących w książce? „Kronika wykrakanej śmierci” takie właśnie emocje budzi w moim przypadku. Uwielbiałem Atticusa, niezależnego faceta, którego głowy pragną niejedni bogowie. Miał przyjemność „zaliczyć” kilka gorących bogiń. Podchodził do życia na luzie, za towarzysza mając tylko psa Oberona. To taki ideał, którym chyba każdy mężczyzna chciałby być. Mój gniew, gdy nagle wiąże się z kobietą o charakterze przywodzącym na myśl bohaterkę Sami-Wiecie-Czego, porównywalny jest do napadu wściekłości Hulka. Hulk być zły, bo dostać głupi wątek miłosny! Kiedy świetna, zabawna powieść zmienia się w młodzieżówkę dla nastolatek, wiedz, że coś się dzieje. Złego. I tak dialogi między parą ograniczają się głównie do erotycznych aluzji. Granuaile, bo to o niej tu mowa, robi z Atticusa typowego pantoflarza, we wszystkie sprawy wściubia swój nosek, a do tego autor (za) często przypomina, że bohater leci na jej truskawkowy błyszczyk. W takich momentach zastanawiam się, co ja czytam i czy ze mną jest wszystko w porządku.

Czemu wałkuję to jeszcze raz przy okazji kolejnego tomu „Kronik Żelaznego Druida”? Bo autor kopnął mnie w cztery litery samym początkiem „Kroniki wykrakanej śmierci”. Przedstawił inną możliwość poprowadzenia wątku miłosnego z postacią porównywalną do Lokiego (tego od Ćwieka i Marvela) – z Morrigan, boginią śmierci. Kevin Hearne pokazał, że była to osoba tragiczna, przez swoją naturę niepotrafiąca czerpać przyjemności z dobrych rzeczy – jak z wygranego przez Irlandczyków meczu baseballu. Budowanie relacji miłosnych między nią a Atticusem byłoby więc trudne oraz interesujące. Potencjał tego wątku dobrze przedstawia opowiadanie dołączone do książki, dotyczące jednej z przygód druida, w której duży udział ma Morrigan. Zabawne, zaskakujące, z niewielką rolą Granuaile – stanowiło najlepszą część „Kroniki wykrakanej śmierci”. Było niczym powrót do dawnej formy Kevina Hearne – zresztą nawet umiejscowienie w czasie doskonale pokazuje, kiedy pisarz przestał pisać dobre powieści. „Dwa kruki i (jedna) wrona”, stanowiące uzupełnienie serii, rozgrywa się pomiędzy „Zbrodnią i kojotem” a „Kijem i mieczem”, czyli między kolejnym dobrym a pierwszym złym tomem o druidzie.

kronika wykrakanej śmierci

Granuaile ma jednak stać się bohaterką cyklu, o czym świadczy jej pierwszoosobowa narracja w niektórych rozdziałach „Kroniki wykrakanej śmierci”. Nie muszę chyba pisać, że wolę Atticusa, a jego ukochana swoimi myślami mnie raczej irytuje. Pełno w nich uwielbienia dla świata, ckliwości oraz naiwności, odmiennej od luzackiego stylu mężczyzny. Moja nadzieja, że to jedynie próba wprowadzenia Granuaile, którą autor w następnych częściach porzuci, jest pewnie płonna.

Lista zarzutów powinna wystarczyć, aby część ostrzec przed kupnem szóstego tomu „Kronik Żelaznego Druida”, a inną część zachęcić do ewentualnej polemiki, jeśli się ze mną nie zgadzają. Na koniec muszę jednak wspomnieć jeszcze o ucieczce bohatera przez różne kraje. Jest to wędrówka skrótowa, przedstawianie pobytu Atticusa w poszczególnych państwach przypomina marne streszczenie. Szkoda, bo wśród nich pojawia się i Polska – Oberon stwierdził tylko, że polska kiełbasa jest najlepszą kiełbasą na świecie, a druid, że polski język jest trudny. Trochę za mało, aby się tym ekscytować.

„Kronika wykrakanej śmierci” najbardziej podobała mi się wtedy, kiedy nie było Granuaile. A i wtedy humor był niskich lotów, trudno zapomnieć o słabym antagoniście (Loki!) oraz żenującym wątku miłosnym. Było jednak minimalnie lepiej niż ostatnio – szczególnie dzięki dołączonemu do powieści opowiadaniu „Dwa kruki i (jedna) wrona”, które dostarczyło świetnych wrażeń: niewymuszonego śmiechu, napięcia oraz szybkiej akcji. Całości więc nie polecam, chyba że rewelacyjne osiemdziesiąt stron to według was dobry powód do kupna książki.

Dziękujemy wydawnictwu Rebis za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...