Thunderbolts #3: Nieskończoność

Marcin "Amaro" Martyniuk niedziela, 18 grudnia 2016
thunderbolts,nieskończoność

Event Marvela pod tytułem „Nieskończoność” obejmuje większą liczbę powieści graficznych, nie tylko te poświęcone bezpośrednio Thanosowi i zespołowi Avengers. Cała akcja pozostawiła ślad również w trzecim tomie „Thunderbolts”.

Album wita nas krótką opowieścią o Mercy, potężnej istocie o niestandardowych mocach, o której dowiadujemy się paru nowych rzeczy, m.in. o niezwykle kruchej współpracy z Rossem i jej motywacji do działania. W dalszym etapie został wprowadzony całkiem ciekawy pomysł, za sprawą którego w końcu jesteśmy w stanie uwierzyć, że nasi anytbohaterowie mają jakiś pretekst do współdziałania. Wcześniej nie było ku temu żadnych przesłanek, a samo połączenie indywidualistów i ich bezinteresowna pomoc generałowi Rossowi, jawiły się jako bezpodstawne. Tym razem herosi ustalili, że wśród swojego wąskiego grona będą losować osobę, którą wesprą w jej misji. Na pierwszy ogień drużyna podejmuje się zadania Punishera, a ten, co chyba dla nikogo nie stanowi zaskoczenia, postanawia pozbyć się mafijnej rodziny z Nowego Jorku. Oczywiście dla tak zabójczej gromadki to nie problem. No chyba że wplątają się w to jeszcze kosmici.

Od samego początku serii mamy do czynienia z bardzo słabą, a w najlepszych momentach ledwie zasługującą na miano przeciętnej, fabułą. Niestety, zmiana na stanowisku scenarzysty i powierzenie historii Charlesowi Soule’owi jeszcze w drugim albumie, nie odmieniło sytuacji w takim stopniu, w jakim można było tego oczekiwać. Co poniektórzy, i dodajmy bardzo optymistyczni, fani pokładali nadzieję w wątku związanym z „Nieskończonością”. Ten został jednak potraktowany z przymrużeniem oka i nawet gdy antybohaterowie mierzą się z siłami Thanosa, to nie mamy wrażenia, że gra toczy się o wielką stawkę i właściwie w albumie trudno doszukać się podniosłej atmosfery walki o naszą planetę. Czym zajmują się nasi herosi w trakcie najazdu kosmitów? Deadpool poszukuje smacznej pizzy, a Punisher chwyta swój arsenał i stara się wyeliminować mafię z Wielkiego Jabłka. Brzmi bardzo lekko? I takie jest w istocie, co nie pasuje do o wiele bardziej pompatycznego tonu głównych wątków związanych z marvelowskim wydarzeniem.

Komiks rozpoczyna się całkiem interesująco, od nakreślenia sytuacji z Mercy, i naprawdę należałoby kogoś przywołać do porządku, bo kolejne sceny warte uwagi znajdują się dopiero w finale albumu i niektórzy czytelnicy, a już zwłaszcza ci nieprzepadający za samą akcją, mogą nawet do niego nie dotrwać. Jeśli kogoś interesuje głównie dynamika opowieści, mnóstwo starć, strzelanin i garść absurdalnego humoru, to może odejść od komiksu z pewną dozą satysfakcji.

thunderbolts,nieskończoność thunderbolts,nieskończoność

W dalszym ciągu trudno nam o polubienie postaci, Ross ciągle ukrywa coś przed innymi, Venom poza początkiem, gdzie odkrywa naturę wspomnianej Mercy, nie oferuje zbyt wiele, Elektra wydaje się być doczepiona na siłę i rzadko kiedy dochodzi do głosu, Punisher zabijałby bez opamiętania, ale brakuje mu rysu charakterologicznego, by jakoś usprawiedliwić kolejne rozlewy krwi, a Deadpool to… cóż, znów został zepchnięty do roli naczelnego śmieszka, nie dość, że nierobiącego niczego pożytecznego, to jeszcze niezbyt zabawnego. Żartów z jego udziałem jest mniej niż uprzednio, ale ich jakość wcale się nie poprawiła i w dalszym ciągu to tylko słabe dowcipy i niezbyt lotne uwagi naznaczone ironią.

Słabej fabule odpowiada jeszcze gorsza strona graficzna. O ile pierwszy zeszyt narysował Phil Noto (pracował przy Thunderbolts #2: Czerwony Postrachdrugim tomie[/a}) i wypada on jeszcze całkiem nieźle, to już dalej można jedynie załamywać ręce nad karykaturalnością sylwetek czy twarzy bohaterów. Rysunki Jefte Palo zainteresują tylko lubujących się w kwadratowej i bardzo umownej kresce. Na plus ponownie trzeba zaliczyć ostatnie strony zawierające szkice i alternatywne okładki.

Gdy po pierwszej, fatalnej wręcz części, za sprawą drugiego tomu wydawało się, że jest jeszcze nadzieja dla „Thunderbolts”, twórcy zgasili tlącą się iskrę szansy na twór chociażby przeciętny. Niestety, „Nieskończoność” wypada nieco słabiej od drugiego tomu i przypomina nam, że seria o przygodach gromadki pod egidą Rossa jest w tej chwili najsłabszym superbohaterskim cyklem wydawanym na polskim rynku. Pozostaje mieć nadzieję, że minie sporo czasu, nim inny utwór zepchnie go z tego wątpliwie zaszczytnego tronu.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 4  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...