Kenobi

okładka, kenobi

Obi-Wan Kenobi to jedna z moich ulubionych postaci, więc nic dziwnego, że polskie wydanie książki o tym rycerzu Jedi szybko wpadło w chciwe ręce recenzenta. Czy „Kenobi” to próba wyciągnięcia pieniędzy, czy też okazja do zaprezentowania czegoś zupełnie nowego? Odpowiedź będzie rozbrajająco prosta – Miller nie stworzył niczego poniżej poziomu swoich poprzednich książek.

Nim doszedłem do tego wniosku, musiałem uporać się z 366 stronami, dzięki czemu „Kenobi” objętościowo nie odstaje od pozostałych pozycji spod szyldu „Star Wars”. Tytułowy bohater trafia na Tatooine, gdzie chce odszukać farmę Larsów. Właśnie tam ma trafić dziecko człowieka, który czynnie uczestniczył w upadku Zakonu Jedi i przekształceniu Republiki w Imperium. Obi-Wan, podróżujący pod przybranym imieniem „Ben”, zdecydował się strzec chłopca, wciąż obciążając się za upadek Anakina i jego śmierć. Tymczasem w okolicy grasują Tuskenowie, przed którymi tubylcy opracowali „Zew Osadników”, czyli system wczesnego ostrzegania. Kenobi pragnie uniknąć rozgłosu, lecz nieopatrznie ratuje córkę Annileen Calwell, zaś wkrótce potem staje się prawdziwą „gwiazdą” Oazy Pikowej.

Książkę otwiera ciekawa historia walki dwóch słońc nad Tatooine, będąca odwołaniem do historii Anakina i Obi-Wana. Autor często nawiązuje do niej niebezpośrednio, bowiem zło w „Kenobim” ma twarz sojusznika, który ostatecznie okazuje się być kimś zupełnie innym. To tak naprawdę przedstawiona trochę na drugim planie kolejna próba i walka z przeszłością, będącą ścieżką pełną rozczarowania i bólu. Jedi nie wie, że Anakin przeżył, lecz w książce nie uciekniemy poza okolice Oazy Pikowej, pozostawiając w tyle całe zamieszanie w dawnej Republice. Mieszkańcy żyją dotychczasowym rytmem, przez co możemy w pełni skupić się na jednowątkowej historii. Pewną odskocznią są próby rozmowy Obi-Wana z Qui-Gonem, lecz milczenie tego ostatniego wyklucza możliwość jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz.

Postacie pozornego drugiego planu nie porażają swoją odkrywczością, lecz Miller starał się uczynić z nich kogoś więcej niż zwykłych farmerów. Ich historia jest tak naprawdę dominującą linią fabularną, „spychając” Kenobiego do roli gwiazdy, gwarantującej swoim wizerunkiem sukces w kwestii sprzedaży. Nie zmienia to faktu, że w kreacji innych postaci Miller odniósł sukces jedynie w przypadku Annileen i jej córki oraz nieformalnego szefa Funduszu Osadników – Orrina Gualta. Ten ostatni to postać najlepiej zarysowana i poświęcono jej naprawdę dużo uwagi. Wlicza się w to także zakończenie, gdzie raz jeszcze autor puszcza oko do wszystkich, którzy pamiętają powstanie Dartha Vadera. Gorzej sprawa ma się z Tuskenami. A'Yark, czyli ich dowódca, to kobieta wyznająca proste zasady i walcząca każdego dnia. Po Ludziach Pustyni nie spodziewałem się głębokich przemyśleń filozoficznych, jednak Miller mógł pokusić się o jakieś zręby historii, serwując nam coś więcej niż obserwowanie widma nieustannie zbliżającego się końca.

kenobi

Tytułowy Kenobi przypominał mi bohatera westernów, zaś gdy dodać do tego wszechogarniający piasek oraz nietykalność Jedi, okazuje się, że tak naprawdę nie byłem w tych przemyśleniach daleki od rzeczywistości. Ten element zdecydowanie mogę zaliczyć na plus, bowiem popychał do przodu akcję, która na samym początku ślimaczyła się tak mocno, że przez pierwszą połowę „Kenobiego” musiałem salwować się krótkimi przerwami, dzięki czemu nie popadłem w znużenie. Dalej jest już dużo lepiej, jednak oczekiwania były zdecydowanie wyższe.

Polskie wydanie kusi oryginalną okładką, której trwałość pozostawia niestety wiele do życzenia. Książki traktuję z należytą pieczołowitością, jednak nietrudno tu o zagięcia, przez co „Kenobi”, niczym jego bohater, prezentuje się jak produkt mający za sobą sporo „doświadczeń”. W środku papier jest już lepszy. Cieszy krótkie wymienienie głównych postaci, opis książek z uniwersum oraz brak wszędobylskich reklam. Amber wycenił tę pozycję na 39,80, co przy 366 stronach nie wydaje się kuszącą ofertą.

Podsumowując, „Kenobi” ma w sobie zadatki na książkę prezentującą nam ciekawy okres w życiu Obi-Wana, jednak Miller skupił się przede wszystkim na farmerach wilgoci i ich walce z Tuskenami, przez co Jedi wydaje się być w cieniu, służąc za marketingową lokomotywę zerkającą na nas już z poziomu okładki. Nużąca z początku akcja nabiera rumieńców gdzieś od połowy książki, przez co może odrzucić mniej cierpliwych czytelników. Świetny klimat i rewolwerowiec Obi-Wan sprawili, że zakupu nie żałuję, jednak proponuję „Kenobiego” nabyć na jednej z wyprzedaży, bowiem nie jest to dzieło, które zapadnie wam w pamięć na dłużej – a co za tym idzie – niewarte ceny żądanej przez wydawcę.

Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...